To prawdziwa rewolucja, bowiem cyfrowa okładka nie będzie już tylko eksperymentem, kosztującym krocie i dostępnym tylko jako gadżet na targach wysokiej technologii. W kioskach cyfrowy "Esquire", ekskluzywny magazyn dla panów, pojawi się w nakładzie stu tysięcy egzemplarzy. I kosztować będzie tylko 5 dolarów, czyli tyle samo co zawsze.

Papier elektroniczny, czyli efekt pracy z cyfrowym tuszem, to przyszłość prasy. Tak uważają wielcy tego świata i nie będziemy się z tym sprzeczać. Za jakiś czas - i wygląda na to, że to już całkiem niedługo - gazeta będzie jedynie przezroczystym kawałkiem folii, na której wyświetlać się będą aktualne wydarzenia.

E-ink, czy też cyfrowy tusz, jest rewelacyjną technologią, bo do pracy potrzebuje jedynie niewielkiej ilości energii. Od zwykłych wyświetlaczy np. LCD, stronę zapisaną tym tuszem różni to, że energię pożera tylko w chwili, gdy zmienia się obraz. Statyczny obraz wyświetlany jest, jakby był zwykłą stroną w gazecie.

Nie inaczej będzie w przypadku "Esquire". Wydawców od zabawy w e-ink powstrzymują jeszcze wysokie koszta technologii, szczególnie gdy chodzi o masowy nakład publikacji.

"Esquire" poradził sobie, dogadując się z korporacją Forda. Gdy na okładce będzie winieta czasopisma i treść numeru, na drugiej stronie będzie - również zmieniająca się - reklama samochodu tej firmy.

Jeżeli ktoś będzie miał możliwość kupienia październikowego numeru, polecamy. To kamień milowy w historii prasy. Co więcej, przez kolejne 12 miesięcy nie ukaże się żadne inne pismo z podobnym udogodnieniem. "Esquire" ma na ten rok całkowitą wyłączność.

Bateria starczy na 90 dni wyświetlania obrazu, ten później zwyczajnie stanie w miejscu. Będzie ją jednak można wymienić na nową. Co więcej, jak twierdzi zarządzający pismem Peter Griffin, odrobina talentu, zdolności do lutowania i odpowiednia płytka drukowana mogą sprawić, że zamiast okładki "Esquire" będzie można wyświetlić np. własne zdjęcia z wakacji czy portret ukochanej.