Tablet można porównać do elektronicznej czułej na dotyk kartki, która jest odwzorowaniem ekranu komputera. Dołączone do niego piórko pełni tę samą funkcję co komputerowa mysz. Przesuwanie piórka po tablecie wprawia w ruch kursor na monitorze, a stukanie rysikiem w powierzchnię tabletu daje taki sam efekt, co klikanie.
W tym miejscu należy się wyjaśnienie - tablet służy nie tylko do tak wysublimowanych czynności jak malowanie czy retusz niezbyt udanej fotografii. Sprawdza się również wszędzie tam, gdzie na co dzień używamy myszki. Piórko zastąpi gryzonia przy robieniu prezentacji w Power Poincie czy tworzeniu i edycji dokumentu tekstowego w Wordzie. Gadżetu można też użyć do przeglądania stron www - zamiast klikać myszką stukamy w pulpit rysikiem.

Czy zakup takiego urządzenia to dobry pomysł? Moim zdaniem tak, choć przed podjęciem decyzji radziłabym się zastanowić, do czego wykorzystujemy komputer. Jeśli tylko do sprawdzania maili, surfowania po internecie oraz pisania, zamiana myszki na tablet raczej nie ma sensu. Jeśli jednak czasem bawimy się w artystę, wówczas kupno tabletu może dać nam wiele nowych możliwości.

Zabierając się do testu tabletu, musiałam się zdecydować na konkretny model. Mój wybór padł na urządzenie Bamboo Fun firmy Wacom. Zgodnie z tym, co sugeruje producent, jest to sprzęt przeznaczony dla amatorów z ambicjami, tj. dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z programami graficznymi. Czyli takich jak ja.
W skład Bamboo Fun wchodzi tablet podłączany do komputera lub klawiatury za pośrednictwem kabla USB, piórko, podstawka oraz płyty - ze sterownikami, oprogramowaniem Adobe Photoshop Elements (wersja na komputer PC oraz Mac) oraz z programem do malowania ArtRage2.

Jeśli chodzi o wygląd, w przypadku tabletów nie da się wymyślić za wiele. Model wybrany przeze mnie jest biały, a jego pole aktywne ma wielkość kartki A5 (czyli takiej wyrwanej z małego zeszytu). W górnej części ramki umieszczono cztery przyciski funkcyjne oraz jeden w kształcie koła. Dwa przyciski znajdziemy także na piórku. O tym, do czego służy dany guzik, dowiedziałam się z napisanego po polsku samouczka, znajdującego się na płytce instalacyjnej. Co miłe, funkcję przycisków można bez trudu zmienić.

Czy do tabletu da się przyzwyczaić? Jestem żywym przykładem, że tak. Po kilku dniach bez trudu potrafiłam dopasować ruchy piórkiem do pożądanego celu. Przestawienie się zajmuje trochę czasu, ale jest intuicyjne. Dla mnie najtrudniejsze okazało się przyzwyczajenie do tego, że jeśli na chwilę oderwę piórko i znów przyłożę do tabletu, kursor znajdzie się nie tam, gdzie go zostawiłam, ale w miejscu ekranu odpowiadającym miejscu na tablecie. Z początku miałam więc wrażenie, że korzystanie z gadżetu wymaga ode mnie bardziej zamaszystych ruchów.

Ale ale, tablet został w końcu pomyślany jako gadżet do łatwego rysowania. Tę funkcję postanowiłam wypróbować na dołączonym oprogramowaniu do rysowania ArtRage2. No i wpadłam - w jedno popołudnie wygenerowałam ok. 20 rysunków, obrazków oraz poprawionych zdjęć. Muszę przyznać, że rysowanie piórkiem jest o wiele prostsze, wygodniejsze i bardziej naturalne niż rysowanie myszką.

Może jestem dziwna, ale przeszkadzał mi dźwięk, jaki wydawał rysik w kontakcie z pulpitem - takie skrobanie gwoździem po tablicy. To samo działo się, gdy korzystałam z gumki piórka, czyli górnej końcówki, którą wymazujemy niechciane elementy. Z lektury forum użytkowników dowiedziałam się, że podobne problemy mieli też niektórzy posiadacze innego modelu Wacoma - Bamboo.

Pora na podsumowanie. Na pytanie, czy podobało mi się używanie tabletu, muszę odpowiedzieć: tak. Jednak jeśli ktoś nawet nie planuje otwierać Photoshopa czy Illustratora, to wydaje mi się, że tablet nie będzie mu niezbędny. Zdecydowanie jednak polecam gadżet jako prezent pod choinkę dla najmłodszych. Jestem przekonana, że mając do dyspozycji elektroniczne piórko i arkusz, każdy maluch szybko złapie malarskiego bakcyla. A kto wie, jak taka wczesna znajomość z piórkiem zaowocuje w przyszłości.