Na forach internetowych zawrzało. Jako że internauci rzadko kiedy wierzą w bajki, od razu pojawiły się wątpliwości co do wiarygodności informacji. Jednak to, co nastąpiło później, przerosło obawy nawet najbardziej sceptycznych użytkowników sieci.

Po pierwsze, jeszcze przed oficjalną prezentacją Saskatcha (tak nazywa się indyjski wynalazek) wyszło na jaw, że w ministerialnej depeszy pojawiła się literówka. Tak naprawdę urządzenie nie będzie kosztowało 10 dol., tylko 100. Osoba przepisująca wiadomość zgubiła - bagatela - jedno zero.

Ale wpadka z ceną to jeszcze pół biedy. Bomba wybuchła, kiedy sprzęt zapowiadany jako przyszłość indyjskiej edukacji został wreszcie pokazany dziennikarzom. To, co zobaczyli, nie przypominało wcale komputera. Laptop za 100 dol. okazał się bezbarwną kostką z kilkoma wejściami USB. By zaczął działać, należało podłączyć do niego klawiaturę, myszkę i ekran. Albo - żeby było prościej - inny laptop.

Wpadka z Saskatchem to nie pierwsza kompromitacja idei taniego komputera, który miałby pomóc najbiedniejszym krajom świata pokonać technologiczną przepaść dzielącą je od państw rozwiniętych. Już wcześniej pokazywano urządzenia, które miały kosztować 100 dol., a potem okazywało się, że ich faktyczna cena jest jednak nieco wyższa. Czy oznacza to, że koncepcja One Laptop per Child (OLPC, ang. jedno dziecko, jeden laptop) w ogóle nie ma sensu? A może ma sens, tylko ośmieszyło ją przedwczesne prezentowanie teoretycznie supertanich niedoróbek?

Jeden (tani) laptop dla dziecka to idee fixe Nicholasa Negroponte. Negroponte, emerytowany profesor Massachusetts Institute of Technology i współtwórca popularnego miesięcznika "Wired", zainteresował się pomocą najbiedniejszym krajom świata pod koniec lat 90. Były to czasy technologicznego boomu, gdy laptopy i komórki w błyskawicznym tempie wchodziły do powszechnego użytku. Wtedy właśnie pojawił się pomysł, by wysyłać dzieciom z najbiedniejszych części świata nie książki, ale laptopy. Miały to być proste komputerki, które umożliwiają pracę samemu lub w grupie, łączą się z internetem, pomagają w nauce czytania oraz pisania. Nicholas Negroponte został jednym z najgorliwszych wyznawców tej koncepcji.

Idea OLPC wykrystalizowała się podczas jednej z wypraw do Kambodży, kiedy Negroponte zobaczył, w jakich warunkach uczą się tamtejsze dzieci. W 2005 r. z jego inicjatywy powołano do życia fundację One Laptop Per Child (jej powstanie ogłoszono publicznie podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos). Misją organizacji było stworzenie komputerka oraz systemu operacyjnego dla dzieci. Co najważniejsze, maszyny miały być rekordowo tanie, tak by rządy krajów rozwijających się mogły kupować je na masową skalę. Pierwszy prototyp komputera został zaprezentowany przez Negroponte i Kofiego Anana jeszcze w listopadzie 2005 r.

Niestety, idea OLPC, choć piękna w teorii, napotkała wiele trudności w praktyce. Przede wszystkim prace nad stworzeniem urządzenia trwały znacznie dłużej niż zakładano. Zielono-biały laptop XO z kolorowym ekranem i antenkami miał być jednocześnie energooszczędny, wydajny, a przy tym tani - czy producenci zwykłych laptopów nie marzą o czymś podobnym?

Dalej było już tylko trudniej. Gdy komputery weszły wreszcie do masowej produkcji (listopad 2007 r.), wyszło na jaw, że ich cena znacznie przekroczy zapowiadane 100 dol. Ostatecznie miała wynosić ok. 188 dol. Ta drobna różnica spowodowała, że z tłumu zainteresowanych zakupem laptopa krajów ostała się garstka. Fundacja liczyła na zamówienia w wysokości setek tysięcy sztuk - skończyło się na kilkunastu tysiącach.

By nadać inicjatywie nieco tempa, zdecydowano się wykorzystać rozgłos i umożliwić fundowanie komputerków prywatnym osobom. W ramach akcji Give One Take One (pierwsza edycja odbyła się w okresie Bożego Narodzenia 2007) Amerykanie mogli zasponsorować komputer potrzebującemu dziecku (199 dol.) lub kupić dwie maszyny - jedną na cele charytatywne, drugą dla siebie (399 dol.). Ostatecznie komputerki nabyło 83,5 tys. osób. Jednak ze względu na chroniczne problemy z dystrybucją ostatnia partia dotarła do właścicieli dopiero w kwietniu, a więc bardziej na Wielkanoc niż Boże Narodzenie.

W międzyczasie organizacji Negroponte wyrosła konkurencja. Na podobny pomysł stworzenia taniego, edukacyjnego komputera wpadł Intel. Komputerek pomyślany jako pomoc szkolna dla najmłodszych uczniów nazwano Classmate PC. Dla odróżnienia miał być nie zielono-biały, a niebiesko-szary, bez antenek i składany jak walizeczka. Choć oba projekty rożnią się założeniami (np. jaki rodzaj oprogramowania ma być używany), oba dały podobny efekt. Miał nim być skrojony dla dziecka energooszczędny laptop z kamerką, głośniczkami oraz wifi.

W ubiegłym roku Intel zaprezentował nową wersję Classmate’a - z okręcanym ekranem, który można zamienić w tablet. Największe zamówienie na laptop złożył jak dotąd rząd Wenezueli, który docelowo chce kupić milion tanich edukacyjnych laptopów. Z kolei rząd Portugalii zamówił 500 tys. komputerków, a Libia 150 tys. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie cena. Koledze z klasy Intela daleko do zakładanych 100 dol. Laptop kosztuje od 285 do 349 dol. (najnowsza wersja sprzedawana na rynku brytyjskim).

I w ten sposób dochodzimy do podstawowej skazy koncepcji OLPC. Otóż dobroczynne, specjalne laptopy za przysłowiowe (i teoretyczne) 100 dol. doczekały się poważnych rywali. Są nimi netbooki - małe komputery przenośne o dość przeciętnych specyfikacjach, które jednak oferują wszystko to, czego potrzeba, by móc łączyć się ze światem i pracować przez 5 - 8 godzin na baterii. Netbooki znanych firm, takich jak Dell czy Hewlett Packard można kupić w zwykłym sklepie za niecałe 300 dol. Modele no-nameowych firm kosztują jeszcze mniej. Jaki jest zatem sens produkowania wycenionego na tyle samo Classmate’a?

"No cóż, nie jesteśmy najnowszą historią w mieście" - przyznał Nicholas Negroponte w niedawnym wywiadzie dla "Boston Globe".

To jednak nie koniec kłopotów. W ostatnim pół roku misja Negroponte ucierpiała także z powodu kryzysu. - Ekonomiczny spadek uderzył w nas tak samo jak innych - przyznał profesor.

Podczas świątecznej akcji sprzedaży laptopów kupiono jedynie 12,5 tys. maszyn - o 93 proc. mniej niż rok wcześniej. To wszystko zmusiło do ostrego cięcia budżetu akcji, z 12 do 5 mln dol. W styczniu liczba etatowych pracowników fundacji została zmniejszona o połowę - z 64 do 32 osób. Tym, którzy utrzymali stanowiska, zmniejszono pensje.

Mimo to Negroponte nie rezygnuje. Zapowiedział już prace nad komputerkiem OLPC drugiej generacji. Czy wobec konkurencji netbooków i kryzysu gospodarczego ma to jeszcze ma jakikolwiek sens? "Nie" - odpowiada Ivan Krstic, współtwórca oprogramowania dla zielono-białych laptopów, były pracownik fundacji i dawny kolega Negroponte (panów poróżniły wizje dotyczące przyszłości OLPC). "Uważam, że w tej chwili koncentrowanie się na tworzeniu nowej wersji laptopa jest zupełnie błędne."

Może zatem lepiej byłoby zająć się dystrybucją już istniejących maszyn innych firm? Tak, tylko że to nie brzmiałoby już tak ładnie jak bajka o laptopie za 100 dolarów.