Niektórzy (choć akurat nie autorka tej notki) uważają, że nie ma nic bardziej cudownego i słodkiego niż malutki niemowlak, leżący w kołysce i pociesznie machający nóżkami. Ba, są i tacy, którzy nie wzdrygają się na dźwięk dziecięcego placzu, tłumacząc, że potomek po prostu wyraża w ten sposób swe duchowe i cielesne potrzeby.

Niestety, czasem trudno zgadnąć (zwłaszcza gdy jest się początkującym rodzicem), co nasz maluch, drący się niczym syrena pożarowa, ma na myśli. W tej zgadywance ma na pomóc elektroniczny tłumacz dziecięcego płaczu.

Analizując tonację, głośność oraz częstotliwość płaczu i porównując je z zaprogramowanymi wzorcami, gadżet jest w stanie określić, co dany płacz znaczy. Typowa analiza trwa 20 sekund. Po tym czasie na obudowie podświetli się jedna z ikonek symbolizujących problem niemowlaka (mokra pieluszka, pusty brzuszek, tęsknota ogólna itp).

Gadżet (choć niestety bez gwarancji nieomylności) kosztuje 20 funtów.