Takim latającym hotelem (zresztą pierwszym w historii) kusiła pewna firma, rzekomo pracująca nad projektem od 2004 r. Podstawą hotelu miał być radziecki helikopter Mil V-12. Gotowa maszyna miałaby 42 metry długości i 14 metrów wysokości i latałaby z prędkością około 237 km/h.

Na pokładzie dziwnego wehikułu miałyby się znaleźć oczywiście same luksusowe apartamenty. Prócz tego goście mieliby do dyspozycji prywatną salę kinową oraz gamingową, salon spa, zajęcia jogi i pilatesu, a także oranżerię, w której można by się napić popołudniowego Earl Greya.

Zbyt piękne, by było prawdziwe? Niestety tak. Latający helikopter to jedna wielka bujda.

Cała akcja (łącznie ze stroną producenta hotelu) okazała się być kampanią reklamową sieci przylotniskowych hoteli. Jednak biorąc pod uwagę oryginalność pomysłu, chyba nic dziwnego, że wiele portali dało się jej nabrać.