Gdy elektroniczna szczoteczka do zębów stoi nieużywana, ciągnie 2 waty energii - od czasu do czasu jej baterie muszą się doładować. Tyle samo zużywa pralka, by zapamiętać ostatnie ustawienia programów. Mikrofalówka łyka 3 W, a odtwarzacz dvd - 6 W - w każdym z tych urządzeń świeci się przecież światełko, migają dwie kropki albo zegar. Największymi wampirami elektronicznymi są komputery - wyłączone zużywają nawet 65 W.

"Każde gospodarstwo w USA ma obecnie od 10 do 50 takich urządzeń " - twierdzi Alan Meier z Narodowego Laboratorium Lawrence Berkeley. Ten naukowiec od lat bada elektroniczne wampiry. Według jego obliczeń, w przeciętnym domu zjadają one 60-70 W energii. Aż 10% rachunku za prąd to efekt wysysania przez uśpione urządzenia.

W ramach oszczędności prezydent USA George Bush nakazał urzędnikom, by kupowali urządzenia zużywające nie więcej niż 1 W prądu w stanie "off". Eksperci doradzają ludziom prostsze rozwiązanie - jeśli nie używasz telewizora, wyjmij jego wtyczkę z prądu. Trochę fatygi, a jakie oszczędności.