Jako 19-latek pomógł stworzyć Napstera. Jako 24-latek został prezesem Facebooka. Dziś po tym, jak w filmie „The Social Network” zagrał go Justin Timberlake, 31-letni Sean Parker właśnie wyszedł z cienia Marka Zuckerberga i stał się prawdziwą gwiazdą e-biznesu.

Ma wszystko: majątek, sławę internetowej rock star i przeszło 2,5 tysiąca przyjaciół na Facebooku. I choć sam Parker zapewnia, że w rzeczywistości jest postacią znacznie mniej barwną niż jego filmowy odpowiednik, trudno w to uwierzyć. Historia jego życia już wygląda jak gotowy scenariusz.

Bohater

Pierwsza scena mogłaby wyglądać następująco: szesnastoletni Sean od razu wiedział, że coś jest nie tak. Siedział na lekcji historii w szkole średniej w Virginii, gdy poinformowano go, że ojciec przyjechał zabrać go na wizytę do ortodonty. Tyle że Sean nigdy wcześniej nie był u ortodonty. Wszystko szybko się wyjaśniło: zamiast lekarza czekało na niego rozzłoszczone FBI, które po kilkunastu skargach od międzynarodowych korporacji musiało nieźle się natrudzić, by namierzyć młodocianego hakera.

Scena druga: trzy lata później, po odpracowaniu prac społecznych zasądzonych przez sąd 19-letni ekshaker zamiast włamywać się do komputerów wielkich firm, sam postanawia zostać przedsiębiorcą. Rezygnuje ze studiowania i jedzie do San Francisco. Ma już pomysł i wspólnika. Wraz z innym utalentowanym ekshakerem Shawnem Fanningem tworzy Napstera, czyli aplikację pozwalającą na wyszukiwanie, ściąganie i dzielenie się plikami mp3. Napster od razu staje się hitem, a Parker i Fanning zostają jednymi z pierwszych nastoletnich e-milionerów. Nie na długo. Wydawcy i muzycy zasypują młodocianych przedsiębiorców pozwami. Na wojnę z Napsterem idzie nawet Lars Urlich, legendarny perkusista Metalliki. Procesy pożerają zarobione miliony, a Napstera trzeba zamknąć.

Scena trzecia: Parker jest spłukany. – Przez pół roku spałem na kanapach u przeróżnych znajomych. Dwa tygodnie u jednego, potem przenosiny do następnego. Moja dziewczyna namawiała mnie, bym zaczął pracować w Starbucks – wspomina. Nie przestaje jednak marzyć o własnym biznesie internetowym. Ma 21 lat, znajomości i otacza go sława twórcy legendarnego Napstera. Nie ma za to pieniędzy i do tego jeszcze zauważa, że jego elektroniczna książka adresowa szybko się dezaktualizuje. – A gdyby tak znajomi pomagali sobie nawzajem w aktualizacji takich informacji – kombinuje.

Wreszcie los się odmienia. Z kilkoma kolegami znajdują inwestora: Sequoia, prestiżowy fundusz z Doliny Krzemowej daje pieniądze na Plaxo – internetową książkę kontaktów pozwalającą samym internautom poprawiać swoje dane na kontach znajomych. Zaczyna się nieźle: Plaxo zdobywa popularność, pojawiają się pieniądze. Nie mijają jednak nawet dwa lata i firma pozbywa się Parkera. Inwestorzy przebąkują coś o narkotykach, w jakie miał być zamieszany. Sean twierdzi, że wygryziono go, bo wielkie szychy chciały przejąć całe zyski z sukcesu Plaxo. Znowu ląduje spłukany na ulicy. Tym razem jednak ochrzczony przez media mianem rozrabiaki z Doliny Krzemowej. Genialny, niepokorny, otoczony wianuszkiem dziewczyn i do tego zawsze nienagannie ubrany.

Ben Mezrich w „Miliarderach z przypadku”, książce, na podstawie której nakręcono „The Social Network”, pisze o nim tak: „Choć nazwisko predystynowałoby go raczej do roli Spidermana, wolał myśleć o sobie jak Batmanie. Za dnia Bruce Wayne prowadzący interesy z dyrektorami i przedsiębiorcami. W nocy zamaskowany Mściciel próbujący zmienić świat kolejnej wyzwolonej studentki. Problem w tym, że w przeciwieństwie do Wayna nie dorobił się jeszcze fortuny”.

Scena czwarta: akcja nabiera rozpędu. Pojawia się Mark Zukckerberg, zakompleksiony student Harvardu. W filmie Fincha i książce Mezricha Zukckerberga i Parkera różni wszystko. Pierwszy jest nieśmiały, pilny, studiuje na prestiżowej uczelni. Drugi: już sławny, pewny siebie, sam zgłasza się do Zuckerberga, po tym jak przez przypadek trafia na stronę TheFacebook. Parker od razu wie: to jest to! Projekt, którego szukał.

Jest tak zafascynowany portalem, że leci do Nowego Jorku, odszukuje Marka i umawia się z nim na obiad, podczas którego podobno padają legendarne już słowa. – Milion dolarów nie jest wcale cool – Parker przekonuje Zuckerberga, że Facebook może być prawdziwą rewolucją. – Wiesz co jest cool? Miliard dolarów.

To on doradza też Zuckerbergowi: – Po co to „the”. Lepiej po prostu „Facebook”. Choć między Zuckerbergiem i Parkerem od razu zawiązuje się nić porozumienia, pracować razem zaczną dopiero kilka miesięcy później, w czerwcu 2004 r. Parker wciąż bezrobotny, spłukany i jak zawsze ostentacyjnie wożący się bmw 5, zamieszkuje w domu, który Zuckerberg wynajął na lato dla ekipy tworzącej portal. I choć Sean z samym portalem nie ma nic wspólnego, tak bardzo wierzy w jego sukces, że zaczyna szukać inwestorów. Pierwszym zostaje Peter Thiel, miliarder i współtwórca PayPal. Dziś Thiel wspomina: – Sean ciągle powtarzał: to będzie naprawdę wielka rzecz. Uciszał wszelkie wątpliwości, jakie pojawiały się w głowie Marka.

Parker namawia Zuckerberga, by nie wracał na studia i zajął się tylko Facebookiem. Dba o finansową stronę przedsięwzięcia. Obok funduszy Thiela załatwia też podpisanie umowy z firmą Accel Partners. Kontrakt pozwala Zuckerbergowi zachować pełną kontrolę nad swoim produktem, dzięki czemu do dziś posiada trzy z pięciu głosów w zarządzie. Gdyby nie to, Facebook już dawno sprzedano by Yahoo lub Microsoftowi, które w 2007 r. oferowały za portal 15 mld dol. Parker zostaje oficjalnie prezesem Facebooka.

Sielankę (wprawdzie przerywaną przez dwa procesy o prawa do Facebooka: jeden z braćmi Winklevoss, którzy twierdzili, że to oni wpadli na pomysł portalu, drugi z Eduardo Saverinem, jednym z twórców, który oskarżył Zukerberga o nielegalne odebranie mu udziałów) kończy kolejny eksces Parkera. W 2005 r. rozrabiaka z Doliny Krzemowej ponownie zapracowuje na swoje miano: policja aresztuje go za posiadanie kokainy. I choć formalnie nigdy nie stawia mu zarzutów, pojawiają się naciski ze strony inwestorów, by zrezygnował z funkcji prezesa. I rzeczywiście rezygnuje z prezesury, ale z samego Facebooka już nie. Zachowuje 7 proc. udziałów w firmie, nadal doradza Zuckerbergowi. – On nigdy tak naprawdę nie opuścił tego okrętu – komentuje Peter Thiel. Parker wie, co robi. Dziś jego udziały w największym na świecie portalu społecznościowym są warte według różnych szacunków od miliarda do blisko dwóch miliardów dolarów. Cool miliardów.

Sława

Filmowy Parker jest uroczy, błyskotliwy i cyniczny. Wygryza z biznesu Eduarda Saverina. Manipuluje Zuckerbergiem. Ale widownia go ubóstwia. Prawdziwy Parker zapewnia, że nie jest wcale aż tak barwny.

Ameryka już go pokochała. Nawet dla tych, którzy nie interesują się biznesem i internetem, stał się gwiazdą. A jego sława rośnie wraz z komentarzami takimi jak ten aktora Ashtona Kutchera, któremu Parker doradzał w prowadzeniu biznesu w internecie: – To bez dwóch zdań geniusz.

Muzyk Sean Lennon idzie jeszcze dalej: – Jego mózg jest jak Biblioteka Aleksandryjska wypełniona wiedzą technologiczną. A do tego jeszcze jest artystą, artystą przedsiębiorczości – zachwalał go w „New York Times”.

Happy end: i tak zakończyła się spokojna do niedawna egzystencja Seana. Przez ostatnie pięć lat zajmował się głównie inwestowaniem dla należącego dla Thiela funduszu Founders Fund i rozwijając swoje najnowsze dziecko: Spotify – londyńską firmę muzyczną, która ma nadzieję, że dokończy – tym razem jednak całkiem legalnie – robotę Napstera. Spofity pozwala każdemu za darmo słuchać muzyki dowolnego artysty za pomocą opłacanego przez reklamy strimingu online. Nie wszystko jednak, czego Parker dotyka, zamienia się w złoto. Zupełnie nie wyszedł mu pomysł rozszerzenia czatu Chatroulette w pełnowymiarowy serwis.

– Pomogłem zmienić świat co najmniej trzy razy – mówił kilka dni przed premierą „The Social Network” magazynowi „Vanity Fair”. Teraz cały internetowy biznes czeka na czwartą próbę. Na razie wszystkich nauczył jednego: dziś gra toczy się już nie o miliony, tylko o miliardy.