Szpital zorganizowany jak fabryka, telewizor z dostępem do internetu za 100 złotych czy choćby wiklinowe trumny. Pogrążoną w kryzysie globalną gospodarkę ogarnęła fala oszczędnych inwestycji na każdym odcinku biznesowego krwiobiegu: od produkcji, przez zarządzanie, po nowatorskie świadczenie usług.

Moda na oszczędną produkcję wywodzi się z Indii, ale Polakom sama idea nie powinna wydawać się obca. Hinduska tradycja „jugaad”, czyli znajdowania rozwiązań ad hoc tanimi środkami, to nic innego jak azjatyckie wcielenie naszego „kombinowania” znanego każdemu, kto pamięta czasy Polski Ludowej. – U źródła oszczędnych innowacji leżą potrzeby konsumentów na dole rynkowej i społecznej piramidy, którzy często sami próbują w nietypowy sposób rozwiązywać swoje problemy – mówi „DGP” Phil Patton, amerykański badacz innowacyjności.

„Jugaad” pozwolił na przykład bezrobotnemu garncarzowi z gorącego stanu Gudźarat wymyślić lodówkę z gliny Mitticool, która działa na energię słoneczną, kosztuje 45 dol. i przez kilka dni zachowuje świeżość mleka czy owoców. Oszczędne innowacje ocaliły także podupadającą produkcję orzechów kokosowych w Indiach. Przemysł kokosowy znalazł się w kłopotach, bo w dzisiejszych czasach nikt nie chce już wspinać się na palmy: praca jest trudna, niebezpieczna i mało płatna. Beznadziejną wydawałoby się sprawę uratował jednak lokalny wynalazca, opracowując prostą maszynę ułatwiającą wdrapywanie się na drzewa i zrywanie orzechów, dzięki czemu zajęcie stało się o wiele lżejsze i mogą ją wykonywać także kobiety.

Wielki biznes wchodzi do gry

Coraz częściej wioskowych innowatorów zastępują jednak wielkie firmy, które także chcą trafić do klientów w Azji czy Afryce. Wprawdzie biednych, ale liczonych w milionach. Sztandarowym przykładem produktu opracowanego zgodnie z oszczędną filozofią jest filtr do wody indyjskiego giganta Tata, wytwarzany z odpadów po produkcji ryżu. Filtr Swach, który kosztuje około 20 dol., przenośny, nie potrzebuje źródła energii ani wodociągu i zapewnia czystą wodę pitną dla pięcioosobowej rodziny za niewiele ponad 50 centów miesięcznie. Różne filie koncernu Tata przez kilka lat współpracowały nad jego skonstruowaniem, inwestując w proces ponad 20 mln dol. i przy okazji zgłaszając 14 patentów. – Dzięki połączeniu nieortodoksyjnej metody filtracji i najnowocześniejszej nanotechnologii stworzyliśmy produkt, który zapewnia milionom ludzi czystą wodę za rozsądną cenę – promieniał szef firmy Ratan Tata. Skażona woda jest jedną z najczęstszych przyczyn chorób w krajach rozwijających się: na cholerę, biegunkę, żółtaczkę, tyfus czy polio umierają co roku ponad dwa miliony ludzi, w tym wiele dzieci. Nic więc dziwnego, że Tata chce sprzedawać rocznie trzy miliony filtrów, a produkt zgarnia nagrody za najlepszy wynalazek. Nie tylko od indyjskiego rządu – w 2010 r. wyróżnił go za ten projekt „Wall Street Journal”.

Oszczędne innowacje nie polegają bowiem na wytwarzaniu najtańszych czy przaśnych towarów ani na zwykłej rezygnacji z drogich bajerów w wyrobach przeznaczonych na rynki zachodnie. Wiele przedsiębiorstw, jak chociażby Nokia, zatrudnia etnografów i antropologów, by śledzili na przykład, jak wieśniaczki w hinduskim Andhra Pradesh czy delcie Nigru używają telefonów komórkowych. Tanie komórki stworzone specjalnie na ten rynek są wyposażone w latarkę w razie przerw w dostawach prądu, mają odporną na wilgoć i kurz klawiaturę pokrytą gumą i kilka książek adresowych, bo jeden aparat często służy wielu osobom.


Jednak oszczędne innowacje pozwalają opracować nie tylko nowe produkty, ale także w nowatorski sposób spojrzeć na dostarczanie usług i sposób prowadzenia biznesu. Jedną z najdynamiczniej rozwijających się dziedzin w Azji i Afryce jest na przykład rynek usług finansowych dla najbiedniejszych. Amerykanka Carol Realini, pracując jako wolontariuszka w Afryce, zauważyła na przykład, że miejscowi, nawet jeśli nie mają portfela, to i tak chętnie korzystają z komórki. Opracowała więc prosty sposób robienia przelewów i wypłacania pieniędzy za pośrednictwem esemesów. Wkrótce jej firmę kupił gigant komunikacyjny Nokia, która razem z Vodafone – a nie tradycyjne banki – rządzi na afrykańskim rynku mobilnej bankowości, pozwalając najbiedniejszym płacić rachunki, otrzymywać pieniądze od krewnych za granicą czy wpłacać oszczędności.

Podobne innowacje zmieniają także charakter funkcjonowania tradycyjnych „banków” oferujących mikropożyczki. Z organizacji dobroczynnych coraz częściej stają się wyrafinowanymi instytucjami finansowymi. Na przykład brytyjska firma Equitas opracowała system nalepek wydawanych na dowód spłaty kolejnych rat, które skróciły czas oraz koszt obsługi klienta. Equitas scentralizowała także biurowy aspekt obsługi klientów, dzięki czemu w supernowoczesnej kwaterze głównej wyposażonej w zaawansowane programy komputerowe 70 osób nadzoruje setki tysięcy transakcji dziennie realizowanych przez dwa tysiące mobilnych pracowników w terenie. Firma nie tylko oferuje standardowe pożyczki, ale stara się budować indywidualne relacje z prawie 900 tys. klientów. Gdy okazało się, że główną przyczyną zalegania ze spłatami jest choroba w rodzinie, bank wystartował z pomocą zdrowotną dla klientów, w której uczestniczy sieć kilkudziesięciu szpitali.

Wstrzemięźliwość jest w modzie

Właśnie ochrona zdrowia stała się jedną z dziedzin, gdzie wpływ oszczędnych innowacji ma największe znaczenie. Mogą one zrewolucjonizować system opieki zdrowotnej nie tylko w krajach rozwijających się, ale także na Zachodzie, który boryka się z deficytem budżetowym i starzeniem ludności. Pionierem w tej dziedzinie stały się Indie, gdzie leczenie odbywa się głównie w przychodniach i szpitalach prywatnych lub finansowanych przez instytucje dobroczynne. Środki są ograniczone, klienci biedni, a popyt i potrzeba zmian ogromne. Warunki wymusiły na firmach innowacyjne, a jednocześnie pragmatyczne podejście do leczenia.

Rewolucyjnym pomysłem na oszczędzanie jest zastosowanie zasady taśmy produkcyjnej. W największej na świecie sieci szpitali okulistycznych Aravind cztery stoły operacyjne stoją koło siebie, a dwaj doktorzy operują przy sąsiadujących stanowiskach. Gdy skończą, na operację czeka już następny pacjent. Lekarze pracujący w tym systemie zyskują ogromne doświadczenie, a wyniki zabiegów i jakość opieki nie są gorsze niż w bogatych krajach. Chociaż wystrój szpitali często pozostaje zgrzebny, 60 proc. z nich korzysta z najnowocześniejszych zintegrowanych systemów zarządzania i komputerowych kart pacjenta. Dla porównania w Stanach Zjednoczonych mniej niż 20 proc. Powstające w Indiach placówki są gigantyczne, przypominają szpitalne miasta, dzięki czemu mogą racjonalnie wykorzystywać środki i korzystać z ekonomii skali. W rezultacie operacja na otwartym sercu kosztuje w Indiach 2 tys. dol., podczas gdy w USA od 20 do 100 tys. dol., a medyczni turyści – także z Ameryki – walą do Bangalore drzwiami i oknami.


Pomysły zrodzone w nowych gospodarkach wywołują jednak nie tylko nadzieje, ale także obawy wśród szefów wielkich zachodnich koncernów, którzy boją się ataku stawiających na oszczędne innowacje rywali z Indii czy Chin. Te obawy są zdaniem wielu nieuzasadnione, bo oszczędne innowacje nie wprowadzają niczego, czego nie zawierałoby już choćby odchudzone zarządzanie lansowane przez Japończyków w latach 80.

Ale uwaga. – Istniejące elementy złożone w nowy sposób tworzą nową jakość, na co najlepszym przykładem jest kanapka wynaleziona przez angielskiego Lorda Sandwicha. Chleb, wędlina i masło istniały już wcześniej, lecz nałogowy hazardzista, który chciał zaspokajać głód, nie odrywając się od gry, wymyślił całkiem nowy produkt – dowodzi Ron Sul, ekspert od zarządzania z London Business School. Na konto oszczędnych innowacji pracuje też moda. Otwierają się też coraz częściej konsumenci z bogatych państw Zachodu, gdzie umiarkowanie staje się cool nie tylko ze względu na brak pieniędzy, ale także modę na ekologię, zrównoważony rozwój i wstrzemięźliwe gospodarowanie niknącymi zasobami. Na tej fali rynkowym hitem mogą stać się choćby polskie wiklinowe trumny jako tani i ekologiczny sposób na pochówek, ale także najnowocześniejszy telewizor HD z dostępem do internetu nie za 300 czy 500, ale 50 – 100 dol., wyprodukowanie takiego cuda zapowiada szef Intela Justin Rattner.