Internauci, jak mogą, bronią się przed reklamami w sieci. Według raportu adStandard 2011 29 proc. z nich używa specjalnych programów, które pozwalają na całkowite zablokowanie internetowych reklam. Kolejne 57 proc. to tzw. banner blindness, czyli osoby uodpornione na reklamy – po prostu ich nie zauważają.

Reklamodawcy walczą zatem o uwagę zaledwie kilkunastu procent tych, którzy siadają przed komputerami i interesują się reklamami. I jak przyznają eksperci, aby nie zrazić także ich, coraz częściej odchodzą od agresywnych banerów, których internauta nie może wyłączyć. Chcą przyciągnąć uwagę odbiorcy, ale już nie za wszelką cenę.

– Zdają sobie sprawę, że przez uciążliwą reklamę dana marka zacznie się użytkownikom źle kojarzyć – mówi nam Ilona Stachowicz z sieci ARBOnetwork. Dodaje, że coraz częściej klientom zależy nie na tym, aby reklama rzucała się na internautę, lecz aby łagodnie go zachęcała. – Chodzi o to, by zaproponować taki pomysł, który będzie ciekawy i spodoba się odbiorcy – dodaje Stachowicz. Najczęściej polega to na tym, że zamiast zwykłych banerów pojawiają się reklamy coraz bardziej interaktywne, np. w postaci gier czy filmów, które mają skutecznie zwrócić uwagę na markę czy produkt.

Nie znaczy to, że denerwujące i agresywne formy reklamy całkowicie zniknęły z internetu. – Jesteśmy skrupulatnie rozliczani z efektów kampanii przez zleceniodawców. Jednym z takich efektów jest właśnie to, ile czasu internauci spędzają na oglądaniu banerów – mówi pracownik jednej z agencji interaktywnych. – Dlatego niektóre agencje wciąż wymyślają takie reklamy, które po prostu zmuszają użytkownika do obejrzenia ich treści – przyznaje.

Ostatnio pojawiły się np. banery z licznikami czasu. Ekran ciemnieje, na środku monitora wyskakuje reklama sklepu Naturalna medycyna. Nie ma żadnej możliwości zamknięcia obrazka, zamiast tego trzeba odczekać, aż specjalny licznik odmierzy 15 sekund. Dopiero wtedy reklama sama się zamyka. Inny sposób agresywnego reklamowania w sieci: instalowanie banerów w większej rozdzielczości niż ta, którą zazwyczaj obsługują monitory. Znaczek X zamykający reklamę jest ukryty poza zasięgiem ekranu i nie można go odnaleźć, przewijając stronę.

Eksperci pocieszają: agresywne reklamy nie przetrwają długo. Niezadowolenie internautów odeśle je do zakładki historia.