Sony ma NEX, Olympus sprzedaje Pen, Panasonic też ma lustrzankę bez lustra. Nikon, do tej pory takich rozwiązań nie miał. To się jednak teraz zmieni. Japoński koncern zaprezentował dziś serię Nikon 1, czyli aparaty, które łączą zalety lustrzanki i kompaktu. 

Jak zapewnia koncern, to nie jest zwykłe połączenie zalet obu typów aparatu, ale coś zupełnie innego, co opracowano od podstaw. Jakie są fakty? Po pierwsze, aparat ma być niezwykle szybki. Może nagrywać filmy FullHD z prędkością 60 klatek na sekundę. Do tego, przy 10 megapikselowej matrycy i formacie RAW, jeśli migawkę wciśniemy na sekundę, to na karcie aparatu znajdzie się 12 zdjęć. To dużo jak na tak mały i nieprofesjonalny sprzęt.

Co jeszcze? Bardziej zaawansowany model, V1 ma możliwość nagrywania filmów stereo, po dołączeniu mikrofonu. Można tez będzie kupić specjalną przejściówkę, która umożliwi podłączenie każdego obiektywu Nikona do aparatu. A w podstawowym komplecie dostaniemy szkło o jasności 2,8 i ogniskowej 10-30.

Sam aparat kryje w sobie kilka ciekawych rozwiązań. Po pierwsze, zaczyna rejestrować obraz już w momencie wciśnięcia spustu migawki do połowy. Nagrywa też obraz kilka sekund po zrobieniu zdjęcia. W ten sposób możemy wybrać najlepszą klatkę. Nie ma więc już mowy o tym, że coś przegapiliśmy.  Podczas kręcenia filmu, wystarczy nacisnąć spust migawki aparatu, by klatkę filmu zachować jako osobne zdjęcie. Wszystko oczywiście w pełnej jakości HD. Inna funkcja bazuje na szybkości aparatu. Aparat robi 20 zdjęć, a potem wybierze z nich 5 najlepszych, które pokaże nam na ekranie. Sami wybierzemy, które warto zachować. 

Takie rzeczy jak redukcja czerwonych oczu, wykrycie twarzy, czy zamknięcia oczu aparat wykryje sam, nie trzeba więc już ich włączać w menu. Samo menu jest też znacznie prostsze i wygodniejsze w nawigacji. Nie można tego jednak powiedzieć o budowie aparatu.

Jako, że Nikon postawił na prostą obsługę, możemy zapomnieć o obsłudze aparatu z poziomu przycisków na obudowie. Programy tematyczne musimy wybrać w menu, bo na kole sterującym mamy tylko trzy tryby.  Warto dodać, że zbliżenie, czy oddalenie obiektów w wizjerze (tylko elektronicznym, o pokryciu 100%), wykonujemy tak jak w lustrzance - pierścieniem na obiektywie.

Aparaty mają ładny design i występują w kilku kolorach - białym, czarnym, czerwonym i.... różowym. Do każdego są akcesoria w kolorze korpusu. Z dodatkowych elementów warto wspomnieć o lampie błyskowej. Zewnętrzna ma wbudowaną ruchomą głowicę z LED, która ma lepiej doświetlić obiekty.

Produkt zapowiada się ciekawie. Jest tylko jeden problem - cena. Gdy aparaty trafią do sklepów w październiku to J1 ma kosztować 2400 złotych, a V1 ma być 700 złotych droższy. To dużo drożej niż niektóre modele lustrzanek Nikona. Jak jednak tłumaczą przedstawiciele firmy, nie boją się walki między tymi dwoma rodzajami aparatów. To zupełnie inne produkty przeznaczone dla innych konsumentów. Nikon 1 celuje w ludzi, którzy uważają, że kompakty są zbyt wolne i robią zbyt słabe zdjęcia, z kolei lustrzanka jest dla nich zbyt ciężka i niewygodna.