"Zaprezentowało" to chyba nie jest jednak najlepsze słowo. Impreza bardziej przypominała bankiet dla arystokracji niż konferencję dla dziennikarzy zajmujących się opisywaniem najnowszych technologii. Tłumy redaktorów zwieziono z całej Europy do Monte Carlo na kilka dni przed Grand Prix Monako Formuły 1, w najgorętszym dla hotelarzy okresie, gdy nie da się wynająć nawet schowka na szczotki. To musiało robić wrażenie. I robiło. Tylko czy powinno tu chodzić wyłącznie o wrażenie?

Gdyby demokracja pozwalała wybierać telewizory na prezydentów, to tak właśnie wyglądałaby konwencja wyborcza kandydata partii LG. Prowadzący spotkanie zachwalałby jego zalety, doceniałby nieprzeciętną ostrość i kolorystykę poglądów wyświetlanych na supernowoczesnym ekranie, rozwodziłby się nad nieskończonym kontrastem odróżniającym tego właśnie kandydata od innych, znacznie bledszych i wykonanych w gorszej technologii kontrkandydatów, podkreślałby jego nienaganną prezencję, skupiając się na szczupłej i smukłej sylwetce. Potem kilku zaproszonych celebrytów poparłoby te opinie swoją obecnością na scenie i zapewnieniami, że z nikim nie będzie nam tak dobrze, jak właśnie z takim prezydentem.

Nie inaczej było i na tej uroczystej konwencji w centrum konferencyjnym Salle des Etoiles w Monako. - LG prezentuje telewizor OLED jako pierwszy producent w branży - oświadczył z dumą w świetle jupiterów Havis Kwon, prezes i dyrektor generalny LG Home Entertainment. - Telewizory LG OLED wykraczają poza wszelkie oczekiwania stawiane telewizorom. Oferują po prostu obraz doskonały - przekonywał.

Potem na scenie pojawiły się trzy personifikacje zalet nowego telewizora. Kierowca Formuły 1 Sebastian Vettel, supermodelka Gemma Sanderson oraz reżyser Jean-Jacques Annaud. Vettel miał symbolizować szybkość, Sanderson była przede wszystkim piękna i szczupła, a Jacques-Annaud - dla średnio zorientowanych miłośników kina: autor między innymi hitu filmowego "Siedem lat w Tybecie" - mówił wiele o perfekcji i profesjonalizmie.

Na tle 55-calowego i mierzącego 4 milimetry grubości telewizora prezentowali się znakomicie. Chwalili nowy produkt LG, zachwycali się parametrami wyświetlacza i jego żywymi kolorami. Rzeczywiście, sprzęt robił wrażenie. Na pewno niezłe wrażenie na zgromadzonych dziennikarzach zrobiłaby też jego cena. O tej jednak nie wspomniał ani prezes LG Havis Kwon, ani szef brytyjskiego marketingu LG George Mead. O cenie usłyszeliśmy za to za kulisami show, z poczty pantoflowej roznoszącej wieści po sali. Około 10 tysięcy dolarów.

Po tej prezentacji nie można mieć wątpliwości, że 55-calowy telewizor OLED od LG nie jest produktem przeznaczonym do masowej produkcji. W tym przypadku obecność Sebastiana Vettela wydawała się wielce uzasadniona. Bo ten telewizor rzeczywiście jest jak bolid Formuły 1. Stworzony nie po, by go kupować, ale po to, by nim wygrywać. By zostawić daleko w tyle Samsunga, największego w tej chwili konkurenta LG.

A jeśli chodzi o zapewnienia, że jest najcieńszym i największym tego typu telewizorem na świecie, to warto przypomnieć, że po raz kolejny sprawdziła się tu stara zasada, że jeśli chcesz być pierwszy w jakiejś kategorii, musisz ją najpierw stworzyć.

Samsung, z którym LG tak zażarcie boksuje się na rynku, również ma 55-calowy telewizor OLED i również - jak konkurent - wkrótce zacznie go sprzedawać. Problem w tym, że telewizor Samsunga ma "aż" 7,6 milimetra grubości, a LG - "tylko” 4 milimetry. Tak więc zwycięstwo w tej podwójnej łączonej kategorii przypada LG. Tylko czy rzeczywiście różnica 3,5 milimetra jest aż tak istotna dla klienta? Czy nie słodszy byłby smak zwycięstwa w kategorii: "największy i najtańszy telewizor OLED na świecie"? Dla klientów na pewno.