O tym, czym jest LEGO, nie trzeba opowiadać. Być może najbardziej znana zabawka na świecie, która – wydawać by się mogło – nigdy się nie zestarzeje. Sekret wydaje się prosty – klockami mogą się bawić nawet te dzieci, które ledwie zaczęły chodzić. Duplo jest na tyle duże, że nie da się ich włożyć do ust i trudno je zepsuć.

Najważniejsze, żeby maluch złapał bakcyla – potem jest tylko „gorzej”. Kolejne serie, powiązane z bajkami, postaciami z filmów, grami komputerowymi etc. Niektórzy rodzice legomaniaków robią coś, czego dla własnego dobra nie powinni – sumują wydatki na kolejne zestawy i wychodzi im, że dziecięcy kącik jest najcenniejszym pomieszczeniem w całym domu.

Boost, czyli Mindstorms dla młodszych

LEGO wydawało się analogowym azylem w cyfrowym świecie, przynajmniej tych młodszych dzieci. W późnych latach dziewięćdziesiątych na rynek trafiła, co prawda, seria Mindstorms, ale przeznaczona była ona dla najbardziej zaawansowanych użytkowników, tych „niemal dorosłych”. Poza tym była dość droga - cena sporo przekraczała tysiąc złotych. Teraz trudno oprzeć się wrażeniu, że LEGO Boost ma wypełnić lukę między zwykłymi, analogowymi klockami, a właśnie Mindstorms.

Obie serie – poza zwykłym budowaniem – przewidują programowanie i dają możliwość konstruowania robotów. O ile jednak Mindstorms bazują na klockach Technics, to Boost przypominają klocki systemowe, znane chociażby z rozbudowanej serii City. Poza tym wykorzystują prostszy język programowania, no i są w pełni sterowalne z poziomu tabletu. No właśnie…

Zestaw nie dla każdego

I tu zaczyna się problem, o czym przekonaliśmy się, próbując przetestować klocki w redakcji w nieco szerszym dziecięcym gronie. Aplikacja LEGO Boost (co ważne, darmowa) działa wyłącznie na tabletach – czego nie doczytaliśmy, dlatego nasze pierwsze podejście do testów skończyło się rozpaczliwymi próbami zainstalowania aplikacji na telefonie. Oczywiście, bez sukcesu.

Kiedy sprawdziliśmy nieco dokładniej, czego potrzeba nam, by ożywić prawie już zbudowanego robota, okazało się, że nie każdy tablet „udźwignie” aplikację. LEGO przyznaje, że nie może to być jakiś tam tablet, a albo jeden listy (jeśli chodzi o urządzenia na iOS czy Kindle), albo taki, który spełnia wymagania techniczne (urządzenia na Androidzie). Trzeba o tym wiedzieć przed podjęciem decyzji o zakupie, żeby potem nie musieć wydawać 3- albo 4-krotności ceny klocków na tablet, który pozwoli wykorzystać ich funkcje. A jest ich mnóstwo.

LISTA TABLETÓW I WYMAGAŃ TECHNICZNYCH

System iOS 10.3 lub nowszy

  • iPad Pro
  • iPad Air 2
  • iPad mini 2
  • iPad 4. generacji

Kindle Fire - system OS (od września 2017)

  • Fire 7 (2017 Model)
  • Fire HD 8 (2016 Model)
  • Fire HD 8 (2017 Model)

System Android

Sprzęt

  • Tablet Android z interfejsem Bluetooth o niskim poborze mocy (Bluetooth 4.1 lub nowszy)
  • 1 GB pamięci RAM
  • Dwurdzeniowy procesor o częstotliwości 1,4 GHz
  • Wyświetlacz 8-calowy lub większy
  • Mikrofon
  • Głośnik

System operacyjny

  • Android 5.0 lub nowszy

Przetestowane urządzenia

  • ASUS ZenPad S 8.0”
  • Google Pixel C
  • HTC Nexus 9
  • HTC Nexus 9 (2)
  • Lenovo Yoga Tablet 2 8”
  • Lenovo Yoga Tab 3 8”  
  • Nvidia SHIELD Tablet (LTE)
  • Samsung Galaxy Tab S
  • Samsung Galaxy Tab A
  • Samsung Galaxy Tab S2 NOOK
  • Sony Xperia Z2 Tablet (LTE)
  • Sony Xperia Z3 Tablet Compact (LTE)(2)
  • Xiaomi Mi Pad 2

Otwieramy pudełko…

Jeśli mamy już klocki i jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami odpowiedniego tabletu, czeka nas sporo zabawy. W zestawie, który trafił do naszej redakcji, znajdowało się całe mnóstwo klasycznych klocków, do których w aplikacji można znaleźć instrukcje budowy pięciu różnych robotów: gitary 4000, kota Frankiego, robota Verniego, budowniczego aut i pojazdu wielonarzędziowego MTR 4.

Ale są i nietypowe elementy. Przede wszystkim Move Hub – białe prostokątne „pudełeczko”, które zawiera m.in. dwa silniki z tachometrami, czujnik nachylenia, wielokolorową lampkę i interfejs Bluetooth Low Energy, którego robot będzie używał do połączenia z aplikacją. Do zasilenia go potrzebnych będzie sześć baterii AAA, których nie ma w zestawie. Poza tym jest też zewnętrzny silnik oraz czujnik koloru i odległości. Instrukcja mówiąca o tym, jak to wszystko połączyć w całość, zawarta jest w aplikacji.

Cześć, jestem Vernie

My zaczęliśmy od robota, którego widać na opakowaniu klocków, czyli od niebiesko-białego Verniego. Sama budowa niczym szczególnym nie różni się od konstruowania zestawów z serii City czy Star Wars - zabawa zaczyna się, kiedy aplikacja poprosi o włączenie Move Huba zielonym przyciskiem i nawiązane zostanie połączenie… Gdy robocik ożyje, od razu się z nami przywita i poprosi, by go dokończyć.

Gdy Vernie będzie już gotowy, aplikacja stopniowo będzie uczyć nas kolejnych jego funkcji: przemieszczania się, mówienia (po polsku!), wydawania przeróżnych odgłosów, strzelania „gumową tyczką” (definicja pochodzi od dziewięciolatka) etc. Ich programowanie odbywa się na ekranie tabletu i polega na układaniu w ciąg puzzli, z których każdemu przyporządkowana jest konkretna funkcja. Zielone puzzle odpowiadają za przemieszczanie się, fioletowe – za wydawanie odgłosów, żółte to sterowniki, czyli np. uruchamianie itd.

Robot może korzystać z predefiniowanych dźwięków, ale można również samemu nagrać odgłosy, które ma odtwarzać (odtwarza je nie tyle robot, co tablet). Co ważne, wszystkie puzzle opisane są ikonkami – by je obsłużyć, nie trzeba więc umieć czytać. Przyda się za to znajomość cyfr, które określają np., jak daleko robot ma jechać albo jak ostro skręcić.

Ale to nie wszystko – robot może reagować na klaskanie albo wydawać odgłos – powiedzmy sobie to wprost – puszczania bąka po tym, jak pociągniemy go za palec. Biorąc pod uwagę, że klocki przeznaczone są dla dzieci w wieku 7-12, śmiechu może być sporo.

By stworzyć własny program, wystarczy przeciągnąć wybrany element palcem po ekranie. A żeby sprawdzić, jak działa to, co stworzyliśmy, trzeba nacisnąć żółty przycisk z ikonką Play.

Z robotem jak z kumplem

O ile w przypadku LEGO Mindstorms czy chociażby programowania Scratch zdefiniować trzeba absolutnie wszystko, o tyle robot Vernie ma wgrane bycie kumplem. Gdy mówi, rusza głową i brwiami, ma też w zanadrzu sporo żartów, do tego pyta o samopoczucie i stwierdza, że mamy piękny dzień.

Jednak prawdziwa radość czeka na tych najbardziej wytrwałych, którzy opanują programowanie na tyle, że będą w stanie stworzyć własnego robota – np. z klocków z zupełnie innych serii. W ten sposób można ożywić pojazd z serii Ninjago czy Star Wars albo zbudować własne zwierzątko.

Czy warto?

Pytanie, jakie ciśnie się na usta wielu dorosłych, brzmi: ile to kosztuje? Cena zestawu 17101 „Creative toolbox” sięga 699 zł. Biorąc pod uwagę, ile płaci się za nawet bardzo duże zestawy LEGO, wydaje się, że to całkiem sporo. Ale porównując z zestawami Mindstorms, gdzie cena grubo przekracza tysiąc złotych, wydaje się wyjściem naprzeciw portfelom klientów. I tu znów zastrzeżenie: o ile w domu jest już odpowiedni tablet…

Na pewno jest to zestaw dla tych najbardziej kreatywnych, którzy nie ograniczają się do budowania z instrukcji. Chociaż nawet im sporo czasu zajmie wybudowanie i przetestowanie wszystkich programów dla pięciu różnych robotów. Ale największą frajdę będą mieli ci, którzy LEGO Boost zmieszają z innymi klockami, ożywiając je. Inna rzecz, że klocki wprowadzają tych najmłodszych w świat programowania, ucząc jego logiki i zasad. Choć ci, którzy liznęli chociażby Scratcha, mogą się trochę nudzić.

Ale bez wątpienia klocki ratują się od zaszufladkowania w dziale „zabawki analogowe”.