Od zera zbudował zakład nanotechnologii. W Instytucie opatentował przemysłową metodę produkcji wysokiej jakości grafenu - czytamy na WP

Nawet nikomu nie mówiłem, że mnie zwolnili, nie ma mnie nawet na portalach społecznościowych. Jednak wiadomość rozeszła się dość szybko pocztą pantoflową i dostałem sporo ofert - mówi dr Strupiński.

Naukowiec dodaje, że siedem ofert pracy "rozważa na poważnie" i dodaje, że większość z nich jest spoza Polski. "Ojciec polskiego grafenu"  wyznaje, że jeśli nie będzie miał innego wyboru, "to zdecyduje się na emigrację".

Pamiętam, jak w 1989 r. zmiany ustrojowe zastały mnie na stażu w Szwecji. Większość moich znajomych zostawała na Zachodzie albo jechała na Zachód. Ja postanowiłem, że wrócę i będę budował nową Polskę. To byłaby ironia losu, gdybym teraz musiał wyjechać. I dlatego nie palę się do tego. Chciałbym, żeby nasz grafen dalej się rozwijał, i Polacy nadal ucierali nosa największym światowym graczom. Gdy mała grupa naukowców z Polski potrafi zrobić coś lepiej niż największe ośrodki z Niemiec, Szwajcarii czy Stanów Zjednoczonych, to sprawia mi to największa frajdę i satysfakcję, większą nawet niż moje własne osiągnięcia. Gdyby to udało mi się kontynuować, to chętnie będę to robił, nawet jeśli miałbym mniej zarabiać. Ba, dołożyłbym do tego z własnej kieszeni - mówi naukowiec.

W 2014 roku skończyła się kadencja dr Zygmunta Łuczyńskiego jako dyrektora ITME. Konkurs na dyrektora wygrał później dr Ireneusz Marciniak, adiunkt z Politechniki Warszawskiej, który w lipcu 2015 roku objął stanowisko. Wcześniej pracował m.in. w Mennicy Polskiej czy Grupie Azoty.

Po roku okazało się, że instytut zaczął przynosić straty finansowe, że trzeba zwalniać ludzi, wynajmować pomieszczenia laboratoryjne zewnętrznym firmom - mówi dr. Strupiński.

Naukowiec uważa, że padł ofiarą personalnych rozgrywek. Takie personalne zagrywki w stosunku do mnie i innych pracowników zaczęły się w grudniu 2016 i trwały kilka miesięcy. W kolejnych miesiącach ta przepaść się jeszcze bardziej powiększała. Doszło nawet do tego, że ponad setka pracowników wysłała list do Ministerstwa Rozwoju, który zresztą później wrócił do dyrekcji Instytutu. Dyrektor Marciniak został odwołany dość niepodziewanie w maju 2017. - dodaje.

Marciniak zdążył jeszcze w międzyczasie pozbawić dr Strupińskiego stanowiska. To była zemsta?

Trochę tak, ale nie wiem, dlaczego uznał, że to ja stoję za jego dymisją. Gdym miał taką władzę, to tak bym to wszystko zaaranżował, żeby było jak najlepiej dla mojego zakładu i instytutu, a na stanowisko pełniącego obowiązki dyrektora został powołany człowiek, którego ja bym nigdy nie wybrał (...) Pan Zenon Godziejewski. Nigdy nie powołałbym na stanowisko dyrektora czołowego instytutu naukowego człowieka, który nie ma tytułu magistra i wykształcenia adekwatnego do realizowanej działalności naukowo-badawczej w instytucie- mówi dr Strupiński.

Naukowiec dodaje, że "prawie wszystkie osoby, które zajmowały się opracowywaniem technologii grafenu, już nie pracują w instytucie lub kończą w nim pracę. Nie będzie nikogo, kto tworzył tę technologię".

Teraz zajmują się nią osoby, które wcześniej bezpośrednio z technologią grafenu nie miały do czynienia. Mam tu na myśli pracowników merytorycznych ze stopniem magistra lub doktora - mówi dr. Strupiński.