Liczba zastosowanych w Leopardzie nowatorskich rozwiązań jest tak duża, że w świecie macintoshów oznacza prawdziwą rewolucję.

Kocie kryptonimy nowych systemów operacyjnych to już tradycja firmy Steve’a Jobsa. W 2000 r. na rynku pojawił się system Mac OS X o nazwie Cheetah (ang. gepard). Potem światło dzienne ujrzały Puma, Jaguar, Panther oraz Tiger. Od końca ubiegłego roku było wiadomo, że Apple szykuje następcę Tygrysa - Leoparda.

Początkowo rynkową premierę programu zapowiadano na wiosnę tego roku. Jednak przygotowania do wypuszczenia na rynek iPhone’a (w USA pod koniec czerwca) wymagały zwolnienia prac nad innymi projektami, w tym nad nową wersją systemu operacyjnego. Zniecierpliwionym konsumentom Steve Jobs obiecał, że "Leopard będzie najlepszą wersją Mac OS X". I słowa dotrzymał.

To, czym najbardziej zaskakuje Leopard, jest to zupełnie nowa filozofia zarządzania plikami. Tworząc nową wersję oprogramowania, informatycy Apple’a wzięli pod uwagę, że nasze domowe komputery mieszczą całe archiwa często zupełnie nieuporządkowanych dokumentów. Dlatego też nacisk położyli na intuicyjne w obsłudze funkcje umożliwiające łatwe przeszukiwanie komputerowych zbiorów. W tym celu Leoparda zaopatrzono w aplikację Cover Flow znaną już posiadaczom iPhone’ów oraz iPoda Touch.

Cover Flow sprawia, że zamiast listy lub ikon plików z danego folderu na ekranie widzimy miniatury dokumentów (zdjęcia, okładki płyt, arkusze Excela). Możemy przesuwać je jak ubrania w szafie, wyciągając to, które nas interesuje. I wtedy zobaczymy pierwsze strony tekstów, okładki płyt bądź pierwszą scenę filmu. Co ważne, jeśli podczas przeglądania natrafimy np. na kilkudziesięciostronicowy dokument PDF, dzięki opcji Quick Look możemy przejrzeć wszystkie jego arkusze bez konieczności otwierania pliku.

Inną rewolucyjną cechą (spośród 300, które znajdziemy w Leopardzie) jest funkcja Time Machine, czyli wehikuł czasu. Aplikacja ta automatycznie zachowuje na osobnym dysku twardym aktualne kopie wszystkiego, co znajduje się w macu. Dzięki temu, gdy np. omyłkowo skasujemy jakiś plik, zamiast nerwowo grzebać w koszu, możemy udać się w wirtualną podróż w przeszłość. Time Machine odtwarza bowiem stan komputera sprzed dnia, tygodnia lub miesiąca. W sprawnym podróżowaniu pomoże nam wyświetlająca się na ekranie podziałka czasowa.

Osobom, dla których komputer to niezbędne narzędzie pracy, zapewne spodoba się aplikacja Spaces. Dzięki niej możemy stworzyć odrębne pulpity przyporządkowane różnym aktywnościom. I tak na jednym pulpicie umieścimy programy do obróbki grafiki, na drugim - aplikacje biurowe, a na trzecim - oglądany w chwilach zmęczenia film. Wszystko pod ręką, ale logicznie podzielone i uporządkowane.

Z bardziej rozrywkowych nowości warto wspomnieć o zmodernizowanym iChacie, czyli programie służącym do komunikacji. Nowy iChat pozwala nam np. zmienić tło pomieszczenia, z którego aktualnie nadajemy, na rafę koralową lub ruchliwą ulicę Nowego Jorku. Ponadto dzięki funkcji Theater (ang. teatr) można oglądać wraz ze swoim rozmówcą filmy czy zdjęcia z wakacji (na ekranie obok okna, w którym widzimy przyjaciela, pojawi się drugie z tym, co chcemy oglądać).

Oczywiście Leopard zawiera mnóstwo innowacji stricte technologicznych, m.in. gwarantuje bardziej płynną animację grafiki i szybsze przetwarzanie danych.

Czy to wystarczy, by zachęcić polskich użytkowników do zamiany komputerów z pecetów na maki?
Trzeba przyznać, że na razie Polska nie jest krajem Apple’a. Większości z nas komputery z symbolem jabłuszka nadal kojarzą się z niezrozumiałymi, nieprzyjaznymi machinami. "Z naszych danych wynika, że obecnie w Polsce z ostatniego systemu operacyjnego Apple’a korzysta ok. 200 tys. użytkowników. Dodatkowo ok. 50 tys. osób pracuje na systemach starszego typu" - wyjaśnia Jerzy Bebak, dyrektor marketingu Apple IMC Poland. Nie jest to więc wiele. Być może jednak Leopard sprawi, że macintoshe trafią pod polskie strzechy.