Czy komórka może się sprawdzić w roli kieszonkowego kina? Postanowiłam się o tym przekonać, testując przez kilka dni filmową nowinkę z oferty Motoroli - model Z8. Co o niej sądzę? Szkoda, że nie miałam takiego gadżetu na nudnych wykładach.

Design rodem z "Matriksa"

Na pierwszy rzut oka ten telefon wygląda nietypowo. Nie jest bowiem kolejną wariacją na temat Motoroli V3 (nawet genialnych rozwiązań designerskich nie powinno się eksploatować w nieskończoność). To nie puderniczka, ale rozsuwany telefon typu slide. Dodać należy, że slide nietypowy, bo po wysunięciu panelu z klawiaturą tył telefonu lekko się łamie, dzięki czemu słuchawka przybiera ergonomiczny kształt.

Muszę przyznać, że ten patent zdaje egzamin - telefon rozsuwa się tylko wtedy, gdy tego chcemy (do pasji doprowadzają mnie komórki, które same rozjeżdżają się w torebce i dzwonią do znajomych). Nowoczesny, matriksowy wygląd aparatu na pewno spodoba się osobom młodym, ale bardziej porządnickich do pasji doprowadzą ślady palców, które pozostają na czarnej obudowie i trzeba ściereczki, by je usunąć.

Książka telefoniczna specjalnej troski

Teraz kilka słów o Z8 jako telefonie (bo nie zapominajmy, że mówimy w końcu o komórce). W tym miejscu muszę dodać, że na co dzień korzystam z urządzeń innych marek, tak że środowisko Motoroli - menu i interfejs użytkownika - były dla mnie nowym doświadczeniem. Jak poszło? No cóż, dałam sobie radę, choć czasem musiałam się naszukać tego, co chciałam znaleźć (np. przełączanie profilu telefonu z ogólnego na wyciszony).

Na niespodziankę natrafiłam także w książce telefonicznej. Chciałam zadzwonić do koleżanki - Agaty, więc zaczęłam wpisywać w pole wyszukiwarki książki pierwsze litery imienia "A, G, A..." i nic. A przecież telefon do Agaty na pewno był zapisany na karcie SIM, a informacje z tejże przekopiowałam do telefonu. Jeszcze jedno podejście - i dalej nic.

Co się okazało? Otóż zasoby książki można przeszukiwać, wybierając początkowe litery, ale tylko ALBO imienia, ALBO nazwiska (tryb szukania można przestawiać). Oczywiście Agata nazwisko ma i jest ono odnotowane w książce telefonicznej, ale ponieważ mam tylko jedną przyjaciółkę o tym imieniu, to po imieniu chciałam jej dane odnaleźć. Takie małe niedoróbki (przynajmniej w mojej opinii) naprawdę mogą zirytować.

Kolejną rzeczą, do której muszę się przyczepić, jest klawiatura. Nie składa się ona bowiem z wystających guziczków, ale jest litym, wypolerowanym panelem, na którym zaznaczono poszczególne klawisze. Choć nie mam gigantycznych palców ani większych problemów z koordynacją ruchową, to trudno było mi napisać SMS-a bez przypadkowych literówek. Więcej grzechów Z8 nie pamiętam.

Obraz, który robi wrażenie

Ale, ale - Motorola reklamuje model jako "kino w kieszeni", wypadałoby więc coś obejrzeć. W zestawie z komórką znalazłam film "Tożsamość Bourne’a" zapisany na karcie pamięci microSD (maksymalna pojemność karty, jakiej możemy używać w tym telefonie, to 4 GB). Karta w slot, play i… naprawdę byłam pod wrażeniem.

Projekcja filmu odbywa się na wyświetlaczu o rozdzielczości 240 na 320 pikseli, prezentującym 16 mln kolorów. Jeśli chodzi o ostrość, kontrast i ogólną jakość oglądanego na Z8 obrazu, to nie miałam na co narzekać. Jedynym mankamentem (gdybym już naprawdę chciała szukać dziury w całym) jest w tym telefonie rozmiar ekranu, którego przekątna liczy sobie zaledwie 2,2 cala (ok 5,5 cm). Gdyby był nieco większy, to "Tożsamość Bourne’a" na pewno oglądałoby się lepiej… choć z drugiej strony - cały telefon byłby przez to większy. Coś za coś.

Film to nie tylko ruchomy obraz, ale i dźwięk. Muszę przyznać, że głośniczki Z8 dają sobie radę nawet z wybuchami, bez których film o Bournie nie mógłby się obyć. Moim zdaniem jednak o wiele lepszym rozwiązaniem niż korzystanie z głośniczków komórki jest podłączenie telefonu do bezprzewodowych, stereofonicznych słuchawek Bluetooth. Dzięki nim stworzyłam sobie małą, prywatną salę kinową.

Czas na podsumowanie. Funkcja wideo w nowej Motoroli zasłużyła na szkolną szóstkę - wreszcie, by obejrzeć film w podróży, nie trzeba zabierać dodatkowego urządzenia typu iPod. Koncepcja słuszna, z dużym potencjałem, ale wymaga jeszcze dopracowania. Na razie daję Motoroli nominację do Oscara, ale z wręczeniem samej statuetki jeszcze poczekam.

Jeśli nie Motorola, to…

Z8 to nie jedyny telefon z funkcją wideo, który trafił ostatnio do polskich sklepów. Jego konkurentem jest Samsung F500, który ma naprawdę niecodzienny wygląd. To telefon o dwóch frontach. Jeden z przodów służy do odtwarzania filmów wideo. W tym celu został on wyposażony w duży wyświetlacz o przekątnej 2,4 cala i rozdzielczości 240 na 320 pikseli oraz klawisze sterowania odtwarzaczem. Drugi front służy do korzystania z funkcji telefonicznych. I niestety, to oblicze Samsunga raczej mnie nie zachwyciło.

Po pierwsze miałam do dyspozycji mały, półtoracalowy wyświetlacz (ponieważ korzystam na co dzień z telefonu o 2,2-calowym wyświetlaczu, pisanie SMS-a na Samsungu wydało mi się mało komfortowe). Nie wyobrażam sobie, w jaki sposób mogłabym tu przeglądać internet (a przecież m.in. po to urządzenie wyposażono w technologię szybkiej transmisji danych). Duży, dobry jakościowo wyświetlacz służy tylko do oglądania filmów i muszę przyznać, że w tej roli sprawdza się świetnie.