LS86 od poprzednich wersji różni się żywotnością baterii. Wedle zapewnień producenta "13 godzin pracy non stop" na naklejce i ewidentnie duży, 8,5 cala ekran, powinny kusić do zakupu.

W nieśpiesznej wycieczce z Warszawy przez Kampinos i Łowicz wytrzymał... cztery i pół godziny. Dźwięk na przyzwoitym poziomie, oczy młodego widza dokładnie przylepione do dużego ekranu. W czasie oglądanie filmów płyta nie skakała.

O ile elektronika spisała się na mocną czwórkę z plusem, to odejmujemy punkty za złe zaprojektowanie zawiasów, na których porusza się monitor. Wystarczyło zjechać z asfaltowej gładzi na szutrową drogę w Kampinosie (człowiek lubi sobie czasem urozmaicić drogę), monitor zaczął niebezpiecznie opadać. Dość, by unieprzyjemnić oglądanie.

Przejeżdżając przez torowisko, monitor kompletnie oklapł. I o ile nie ma się kogoś do pomocy z tyłu, dziecko będzie musiało samo sobie poradzić. Niestety, kilkulatek przypięty do fotelika średnie ma zdolności manualne.

Ładowarka samochodowa pozwala utrzymać urządzenie na chodzie całą drogę. Gdy jednak zabrać je na pokład samolotu, problem baterii staje się faktycznie problemem. 13 godzin działa przy maksymalnie przyciemnionym obrazie i wyciszonym dźwięku na słuchawkach.



Wspominamy o baterii najwięcej, bo to jedyne, co w praktyce różni ten model od poprzedniego ls-80. Tam bateria działała 6 godzin, czyli około 2,5 w rzeczywistości. Ten model kosztuje w Polsce 760 złotych.

LS-86 to niezły sprzęt i gdyby można było go w Polsce dostać za 450 złotych (amerykańska cena 199 dolarów), byłbym potężnym hitem. Idiotyczna polityka cenowa sprawia, że w Europie można go kupić, ale za prawie dwa razy tyle.

Ten sprzęt sam w sobie nie jest tyle wart. Na pewno nie 1099 złotych, cenę orientacyjną, którą podał nam dystrybutor. Choć pojemna bateria wyróżnia go z tłumu konkurencyjnych produktów, brak portu usb zdecydowanie zmniejsza sens jego kupowania.

Jak ze wszystkim w życiu, trzeba dokładnie pomyśleć, czy potrzebne nam zgrabne, ale niezbyt bogate w dodatki urządzenie, mające działać z baterii, czy energożerny przenośny kombajn, który podłączamy do gniazdka w hotelu czy wynajętej chacie na Mazurach.