Wydział Kryptografii i Bezpieczeństwa Informacji podjął się zbadania potencjalnego niebezpieczeństwa dla żartu, przynajmniej na początku. Spacerując po kampusie uczelni, profesor Michael Backes zwrócił uwagę na rzędy komputerów stojących przy oknach i jak łatwo z nich odczytać informacje - czytamy w NetworkWorld.

Testując różne powierzchnie, udało się zapisać i odczytać obraz z czajników, dzbanków, łyżek, okularów, butelki po coli, a nawet oka. Wszystko przy pomocy teleskopu za około tysiąc złotych i aparatu cyfrowego. Z pięciu metrów byli w stanie odczytać czcionkę 12-kę odbitą w czajniku. Z teleskopem za kilka tysięcy, podobny obraz był wyraźnie widoczny z 30 metrów.

I o ile można się zabezpieczyć, zasłaniając okno (dość proste, w sumie), to nie każdy spodziewa się ataku tak "analogową" i relatywnie tanią metodą.

Opis techniki szpiegowania można ściągnąć ze strony wydziału uczelni.


Konkurencja z kalifornijskiego Uniwersytetu w Santa Barbara opracowała własną metodę szpiegowania. Choć też podgląda się swoją ofiarę, to jednak patrzy się jej na ręce. Dosłownie.

Komputerowy program Clear Shot powstał po trosze pod wpływem filmu Sneakers z 1992 roku, a po trosze jako cywilny klon wojskowych programów szpiegowski z okresu Zimnej Wojny. Clear Shot, czyli wyraźny obraz, miał Robert Redford, podglądając ręce naukowca wpisującego hasło do komputera.

Program w chwili obecnej jest w stanie odczytać ruchy palców na klawiaturze z dokładnością w okolicach 40 procent. Nie jest to więc mechanizm idealny, ale zdobyte tą drogą infromacje zawsze podprowadzą bliżej. I nie potrzeba już nawet czułej optyki teleskopu, bo wystarczy obraz z kamery internetowej zamontowanej np. nad głową piszącego.


Za NetworkWorld