Techniczna strona jest prosta: przypięta do korpusu aparatu lampa błyskowa oświetla slajd, a światło przenosi obraz ze slajdu obiektywem na to, na co akurat padnie. Projektor rzuca obraz w chwili, gdy podłączony do niego czujnik wykryje błysk flesza innego, stojącego obok fotografa.

I tak, nieświadomie, robiąc np. zdjęcie rzeźby, ów pechowiec utrwali swój obiekt ale i obraz wyświetlony z fulguratora. Najpewniej będzie to reklama...

p



Image Fulgurator to projekt artysty Juliusa von Bismarcka na zajęcia ze sztuki medialnej. Zamysłem autora było stworzenie urządzenia do manipulowania tym, jak ludzie postrzegają świat. Wybrał manipulację zdjęciami z wakacji.

Chodziło mu o wzbudzenie zdziwienia u turystów robiących zdjęcia znanym obiektom, budynkom czy pomnikom. Stojąc za ich plecami, swoim urządzeniem ingerowałby w treść tego, co trafi do aparatów. Bez niczyjej wiedzy i zgody. Projekcja obrazu trwa milisekundy i nie ma szans jej dostrzec. Widać to na filmie obok, gdzie Bismarck ingeruje w zdjęcia turystów przed berlińskim Checkpoint Charlie.

Sęk w tym, że jego projekt chcą koniecznie wykorzystać agencje reklamowe.



Dla branży reklamowej, fulgurator to kura znosząca złote jajka. Maili i telefonów z agencji reklamowych dostaje setki - wszyscy chcą jego urządzenia. Artysta, mniej lub bardziej świadomie, przyśpieszył reklamowym foto-spamerom Gwiazdkę. Pozostałej większości zapewnił potencjalnie średnią atrakcję w postaci oklejonych reklamami zabytków. Fakt, że tylko na zdjęciach, ale zawsze.

Za JuliusVonBismarck.com