W kupowaniu kamery najważniejszym jest umieć odpowiedzieć na pytanie: po co mi ta kamera? Jeżeli ktoś odpowie, że do nagrywania wypadów za miasto, imprez w plenerze lub wakacji z palmami w tle, to powinien zainteresować się SD9. Gdy jednak w grę wchodzić miałoby nagrywanie w pomieszczeniach, wieczorami i generalnie, przy słabym oświetleniu, to SD9 wypada średnio. Czasem fatalnie. To światłolubna kamera, która w nieidealnych warunkach pozostawia wyraźne i brzydkie szumy.

Jeżeli dodatkowy tysiąc nie stanowi przeszkody, można pomyśleć nad dołożeniem i kupić (pozostając w ramach linii Panasonica) HDC-SD1. Ma większy przetwornik CCD i "jaśniejszy" obiektyw. Minimalne oświetlenie dla SD9 to 5 luksów, minimalne dla SD1 to luksy dwa. Ale, że piszemy tu o kamerze do 2 tysięcy złotych, nie ma co kombinować. Co jednak tańsza kamera traci od droższej na ilości zastosowań, zyskuje na jakości. SD9 ma bowiem bardzo przyzwoity jak na tę klasę bitrate 17Mb/s VBR. I tę różnicę, w porównaniu do np. HDC-SD5 (też Panasonica), czy Sanyo Xacti HD1000 widać.

Trzeba jednak pamiętać, że to wąski segment i kamer o porównywalnej jakości obrazu (1080p, 25fps, 17Mb/s), sposobie zapisu (SDHC do 32GB) i cenie (~1600 zł) zwyczajnie brakuje. Działa to jednak, naszym zdaniem, na korzyść Panasonica. Idealnie wstrzelił się w wąską niszę rynku i przez chwilę jeszcze w niej posiedzi.

Łyżką dziegciu do całości jest mało przyjazny, dla użytkownika, sposób operowania na nagranym materiale. Pliki wideo nagrywane są na kartę pamięci jako strumieniowy MPEG-4 AVC High Profile czyli format do nagrywania wideo na płytach Blu Ray.

Materiał wideo z kamery SD9 można zgrać za pomocą zewnętrznej nagrywarki dvd lub z karty przenieść na komputer. W pierwszym wypadku, następuje pogorszenie jakości obrazu o połowę bo zwykłe dvd nie odtworzy strumienia 17Mb/s (maks. 10.08Mb/s). Na jednej płytce dvd9 zmieścimy godzinę filmu. W drugim wypadku, gdy zależy nam na bezstratnej obróbce materiału będziemy potrzebowali dość solidnego komputera i sporo cierpliwości. Z surowymi plikami *.mts jakie ściąga się z karty (np. próbki wideo dołączone do tekstu) programy do edycji nie lubią się zbytnio. Trzeba je konwertować do czystego MPEG-2.

Wideo testowe nr 1 (zapisz jako)
Wideo testowe nr 2 (zapisz jako)

Wszystko oczywiście do wykonania, ale to zawsze zabiera jakiś czas i zmniejsza frajdę z tworzenia czegoś nowego.

Gdy jednak nie interesuje nas montaż a jedynie możliwość pokazania i utrwalenia wideo w formie jakiej je nagraliśmy, powyższe narzekanie niewiele znaczy.

Z punktu widzenia zwykłego nagrywania wakacyjnych wojaży, SD9 ma kilka przyjemnych udogodnień. Pierwsza sprawa, to zapis na karty pamięci. Te można wymieniać, kopiować zawartość do banku foto albo na laptopa. Druga sprawa, to podejście do baterii.

SD9 w porównaniu z poprzedniczką SD5 ma niezasłonięty niczym dostęp do baterii. Dzięki temu można podłączyć niestandardowy rozmiar (większy) i nie przejmować się, że w połowie drogi między jednym muzeum a drugim zabrakło energii.



Trzecia sprawa, to funkcja wykrywania i dostrajania ostrości do wielu twarzy w kadrze. Czwarta to zaczerpnieta z kamer półprofesjonalnych i profesjonalnych tzw. zebra. Pomaga ona kręcić jasno oświetlone obiekty. Gdy coś w kadrze będzie prześwietlone, obraz pokryje się paskami zebry i będziemy mogli uniknąć rozczarowania przy oglądaniu materiału w domu.

Last but not least, trzy techniczne udogodnienia - progresywny tryb wideo o szybkości 25 k/s (maksymalnie SD9 nagrywa w interpolowanym 1080i 50fps), wyjście HDMI do telewizora (bonus w postaci Viera Link dla posiadaczy telewizorów Panasonica) oraz sześciokanałowy dźwięk.

Gdy HDC-SD9 pojawiła się w sprzedaży na początku tego roku (w Polsce luty/marzec), kosztowała ponad 2,5 tysiąca złotych. Dziś można ją śmiało dostać poniżej 2 tysięcy (w Polsce), a w sklepach Ebay nawet za 1,6 tysiąca (Wielka Brytania).

Jeżeli ktoś planuje kupno kamery jeszcze w tym roku, warto wycelować w moment tuż przed odświeżeniem kolekcji. Do 8 grudnia spodziewać się można, że cena jeszcze trochę spadnie.