Nietypowy ekran jest chroniony przed zarysowaniami przez wytrzymałe, szafirowe szkiełko. Obudowę biżuteryjnego gadżetu wykonano z grawerowanej stali szlachetnej. Mechanizm umożliwiający rozsuwanie telefonu został opracowany przez szwajcarskich zegarmistrzów i ma wytrzymywać 100 tysięcy otwarć.

Dzięki wykorzystaniu stali szlachetnej telefon sprawia wrażenie solidnego gadżetu, a nie zabaweczki, która lada moment rozpadnie się na kawałki. Co ciekawe, trybiki poruszające mechanizmem widać przez okienko umieszczone w tylnej części obudowy.

Wrażenie oczywiście robi też wyświetlacz, na którym to pojawia się niebo, to zegar, to kręcące się trybiki. Trzeba też dodać, że rozdzielczość wyświetalcza oraz jakość wyświetlanych obrazów zasługują na pochwałę.

Poza pięknym i naprawdę oryginalnym wyglądem Aura nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Owszem, ma Bluetooth, ale aparatu fotograficznego już nie. Ale nie oszukujmy się - w przypadku Aury i podobnych telefonów nie chodzi przecież o parametry techniczne, ale o niebanalny design i biżuteryjny szyk.

Na koniec warto dodać, że polskiej premierze Aury towarzyszy wystawa zdjęć Tomka Sikory oraz Haiku Renaty Plagi. Ekspozycję można oglądać do 12 grudnia w warszawskiej Fabryce Trzciny. Cena Aury to 1,5 tys. euro. I to chyba jej największy mankament.