Wywodzący się z rodziny skandynawskich emigrantów, syn artystki amatorki i sprzedawcy radioodbiorników, od młodości interesował się elektroniką.Po pobycie na uniwersytecie w Berkeley oraz laboratoriach Ames Research Center los zaprowadził Amerykanina na Uniwersytet Stanforda, gdzie został inżynierem, obserwatorem narodzin informatyki.

Myszka zrodzona na kolanie

Pewnego dnia 1961 r. Engelbart wylądował na nudnej konferencji. By skrócić sobie nieco czas do końca obrad, wyjął z kieszeni notes i zaczął kreślić proste rysunki przedstawiające urządzenie, które pozwoliłoby człowiekowi na bezpośrednią interakcję z obłym ekranem komputera, wtedy - z gigantyczną maszyną liczącą. Pomysł nie poszedł w zapomnienie. Trzy lata później jego kolega z instytutu Bill English wykonał z kawałka drewna prototyp myszki. "Pod spodem drewnianego klocka umieścił dwa prostopadle ustawione metalowe dyski rejestrujące ruch urządzeniem. Gdy mocno przeciągnęło się myszką, tak że wyjeżdżała poza krawędź stołu i traciła kontakt z podłożem, obracające się siłą bezwładności krążki powodowały, że kursor nadal poruszał się po ekranie" - wspomina Engelbart.

Oficjalna prezentacja odbyła się 9 grudnia 1968 r. w San Francisco. "Zespół pomagający Engelbartowi był sprawny i szybki niczym ekipa koncertowa Grateful Dead" - pisał jeden z uczestników spotkania. Podczas półtoragodzinnego wykładu Engelbart zaprezentował nie tylko myszkę (tej poświęcono niespełna 10 minut), ale i wiele innych pionierskich rozwiązań, m.in. graficzny interfejs użytkownika (czyli to, co widzimy na ekranie, odpalając komputer), hipertekst (najbardziej znanym systemem hipertekstowym jest sieć WWW), e-mail oraz formę wideokonferencji. Całą demonstrację przeprowadzono na komputerze o pamięci 192 KB, który - ku wielkiemu zaskoczeniu zgromadzonych - znajdował się blisko 40 km od miejsca spotkania.

Skąd wzięła się nazwa myszki? "To po prostu wyglądało jak myszka z ogonkiem i tak nazwaliśmy to w laboratorium. Początkowo kabel, niczym ogonek, wychodził z tyłu myszki, jednak szybko przełożyliśmy go do przedniej części. Na podobnej zasadzie naukowcy z SRI nazywali kursor <robaczkiem>, ale akurat to określenie nie spotkało się ze zbyt ciepłym przyjęciem" - przyznaje Engelbart w jednym z wywiadów.

Mimo doniosłości (jak się później okazało) wynalazku na jego twórcę nie spłynęły żadne honory. Choć w 1970 r. myszka została objęta ochroną patentową (wniosek dotyczył "wskaźnika pozycji w układzie X-Y pozycyjnego dla systemów wyświetlaczy"), Engelbart niewiele na tym zyskał. Jego biurkowy gryzoń okazał się zbyt innowacyjny i bezużyteczny w dobie komputerów pozbawionych graficznego interfejsu.

O myszce przypomniano sobie w latach 70., gdy w laboratoriach Xerox PARC powstał komputer Xerox Alto, który uważa się za pierwszy komputer osobisty. Mała maszyna porozumiewała się z użytkownikiem za pomocą graficznego interfejsu składającego się z okien, ikonek oraz kursora. Jednak, co najważniejsze, integralną częścią zestawu była trójklawiszowa, beżowa myszka. Komputer Xeroxa kosztował ponad 16 tys. dol., z czego myszka ponad 400 dol. Choć Xerox nigdy nie planował wprowadzać Alto na rynek, łącznie wyprodukowano kilka tysięcy sztuk maszyn, które trafiły na uczelnie i do instytucji badawczych. To właśnie ów model zobaczył podczas wizyty w laboratoriach firmy początkujący informatyk Steve Jobs, który postanowił na jego wzór zbudować tani osobisty komputer z myszką - Apple II.

Zmienne losy gryzonia

Na przestrzeni lat myszki traciły i zyskiwały klawisze. Ich liczba zmieniała się od jednego (słynna jednoklikowa myszka Macally do komputerów Apple'a), przez dwa i trzy, aż po zestaw przycisków, scrolli do szybkiego przesuwania strony oraz dodatkowych przełączników funkcyjnych. Niezbędny komputerowy gadżet stał się też wyzwaniem dla designerów. Choć pierwsze myszki nie zachwycały, z czasem nabierały coraz dziwniejszych kształtów. Do historii przeszła "kostka Dove" przypominająca białe mydełko czy kolorowa myszka nawiązująca do krążka hokejowego. Dziś dostępne są również myszki w kształcie papryczki chili czy z pływającą w środku kaczką. Jeśli ktoś koniecznie chce zabłysnąć w towarzystwie, może sobie sprawić wysadzaną brylantami myszkę z białego złota (24 tys. dol.). Oczywiście historia tego urządzenia była też pełna niewypałów, rozwiązań, które mimo swej niechybnej oryginalności cechowała jednak niepraktyczność. Bo co można powiedzieć o modelu długim na 20 cm i składającym się z dwóch ruchomych przegubów?

Choć dla większości naturalnym miejscem występowania jest biuro albo domowy pokój, dla pewnej grupy osób myszka stanowi rodzaj broni. Mowa o profesjonalnych graczach komputerowych, którzy przy pomocy myszek toczą walki o wielotysięczne nagrody. I podobnie jak sportowiec ma ulubioną tyczkę, korki czy rakietę tenisową, tak gracz musi polegać nie tylko na swym refleksie i doświadczeniu, ale także na sprzęcie. "Zawsze na turnieje biorę jedną ulubioną myszkę. Gdy trenuje się tyle czasu na jednym modelu, przestawienie się na inny jest niemożliwe" - zdradza sekrety gamingowego warsztatu Grzegorz "Monthy" Kandziora, zawodnik drużyny D-Link PGS. Potwierdza to Rafał "Fischeer" Rybicki z drużyny Senatus PopulusQuer Romanus (SPQR). - Każdy gracz ma swoją ulubioną myszkę, moją jest Logitech Mx310 - opowiada "Fischeer". Tegoroczny mistrz "America’s Army" dodaje, że przy szybkim tempie rozrywki najważniejsze, by myszka dobrze układała się w dłoni. Dlatego często tym, co decyduje o wyborze modelu, jest wielkość. - Profesjonalna mysz sama za nas meczu nie wygra, ale jeśli gracz potrafi wykorzystać jej walory, to daje mu ona podczas rozgrywki przewagę nad przeciwnikiem - mówi mi Kandziora.

Przyszła kryska na mysz

Dziś coraz więcej mówi się o tym, że komputerową mysz czeka wyginięcie. Jak wynika z raportu firmy analitycznej Gartner, stanie się to w ciągu najbliższych pięciu lat. To właśnie dzięki ekranom dotykowym iPhone okazał się bestsellerem, a patent momentalnie podchwycili producenci komputerów. I nie chodzi tu wyłącznie o superdrogie, prototypowe rozwiązania w rodzaju Microsoft Surface (multimedialny stół, którego blat jest w istocie ekranem dotykowym), ale i o zwykłe pecety. Tu, by wejść do internetu lub ułożyć pasjansa, nie potrzeba już myszki - wystarczają palce.

Przy okazji prac nad nowymi rozwiązaniami dla kin domowych inżynierowie firmy Panasonic skonstruowali system rozpoznawania gestów, który reaguje na skinięcia lub machanie dłonią. Jednak wszystkich przebił system Emotiv (także dostępny na rynku), czyli naszpikowany elektrodami kask, który potrafi odczytać myśli użytkownika i przełożyć je na język komend komputerowych zmuszających kursor do poruszania na ekranie. Póki co potentat rynku Logitech świętował w ubiegłym tygodniu narodziny swojej miliardowego gryzonia.