Przemysł gier wideo jest najbardziej dynamicznie rozwijającą się gałęzią show-biznesu. Generuje olbrzymie zyski, a według analityków naprawdę tłuste lata są dopiero przed nim. Nie jest to jednak rynek łatwy. Rosnące koszty produkcji marginalizują drobnych graczy. Większe ryby zjadają mniejsze, na polu walki zostają korporacje. Sukces polskiej firmy z relatywnie niepozornym zapleczem finansowym w takich realiach wydaje się nieprawdopodobny. A jednak. Zadecydowały dobry pomysł, intuicja i odwaga.

W 2008 roku szefowie warszawskiego CD Projektu doszli do wniosku, że coraz silniejsza fala nostalgii za starymi, dobrymi czasami, gdy gry miały w sobie to coś, a nie tylko kusiły feerią efektów wizualnych, jest oznaką istnienia potencjalnie lukratywnej niszy. Taka jest geneza powstania serwisu Good Old Games oferującego, zgodnie z nazwą, stare dobre gry komputerowe - tytuły często sprzed wielu lat, a jednak wciąż znajdujące, jak się okazuje, swoich amatorów. To jednak nie jest jedyny wyróżnik GOG.com. Za priorytet przyjęto postawę życzliwości i szacunku dla nabywcy, dziś często traktowanego przez wydawców jak potencjalny złodziej. Gry sprzedawane są bez jakichkolwiek zabezpieczeń przed kopiowaniem (DRM), nie trzeba ich autoryzować przez internet. Często w pakiecie oferowane są dodatkowe atrakcje: pliki z muzyką, poradniki, tapety etc. Każda gra jest adaptowana do wymagań nowoczesnych systemów operacyjnych. Mamy problem z uruchomieniem ulubionej gry strategicznej sprzed dekady na komputerze z Windows XP? Jeśli jest w ofercie GOG.com, możemy mieć pewność, że ruszy nawet na Windows Vista w wersji 64-bitowej. I, co istotne, nie wydamy nań fortuny. W cenniku GOG.com gry kosztują albo 5,99, albo 9,99 dolara. Zgubimy komputer z grą? Nie ma sprawy - kupiony tytuł jest przypisany do osobistego konta nabywcy w serwisie, można go w każdej chwili ściągnąć jeszcze raz.

Jakimś cudem małej firmie z peryferii świata, zatrudniającej zaledwie 20 osób, udało się przekonać wielu wydawców, że taki model sprzedaży ma sens. Gdy GOG.com otwierał podwoje, oferował około czterdziestu tytułów z katalogów dwóch firm. Dziś, po podpisaniu umów z 37 partnerami - zarówno wydawcami, jak i deweloperami - sprzedaje prawie dwieście gier.

Najważniejsza z nich właśnie trafiła do katalogu - i jest to kamień milowy. Nie tylko dlatego, że "Arcanum: Of Steamworks and Magick Obscura" to legenda, jeden z najważniejszych tytułów w historii gatunku RPG - wymieniany jednym tchem z klasycznymi "Falloutami" (notabene też już w katalogu) i "Planescape: Torment". Ważniejsze jest to, że prawa do niego należą do największego światowego wydawcy gier: Activision. To, niczym gest cezara, musi oznaczać przełom. Ci wydawcy, którzy się wahali, pójdą śladem lidera. Ambicja GOG.com, by wskrzesić wszystkie atrakcyjne gry z myszką, ma szansę na spełnienie.


Polski serwis w swej niszy na razie ma monopol i nic nie wskazuje na to, by na tym etapie cokolwiek mogło zagrozić jego ekspansji. Potencjalna konkurencja nie podnosi rękawicy, a moda na retrogranie narasta. Gry, które kiedyś raziły brzydotą pokracznych pikseli i ubogą paletą barw, dziś zdają się urzekać stylem minionej epoki. Nostalgia każe wracać do klasyki osobom dojrzałym. Młodsi odkrywają w niej fascynująco egzotyczny świat, pełen niebanalnych wyzwań, jakże inny od sztampy większości dzisiejszych gier głównego nurtu. I, co istotne, by czerpać frajdę z leciwych tytułów nie trzeba inwestować w kosztowny nowy komputer lub konsolę. Wystarczy stary notebook. Każdy dziś może grać za niewielkie pieniądze.

Perspektywy są znakomite, i jest na co czekać. Tylko z oferty Activision wraz z "Arcanum" trafił do sprzeda#ży klasyk gier łamigłówkowych "Gabriel Knight: Sins of the Fathers". W drodze m.in.: "Vampire The Masquerade: Redemption" oraz seria "King's Quest" (części 4, 5 i 6). Na początek, rzecz jasna. Tylko w pierwszej dostawie od tego wydawcy możemy spodziewać się około 10-15 tytułów.

Czy możemy liczyć na to, że w ramach umowy GOG.com będzie sprzedawać słynne strategie z serii "Warcraft" i "Starcraft" - stworzone przez Blizzard, dziś prowincję w imperium Activision? Formalnie rzecz biorąc - nie. Umowa z Activision Publishing Inc. nie obejmuje archiwalnych gier Blizzardu. Coś nam jednak mówi, że to już tylko kwestia paru kolejnych procedur i podpisów.

Co dalej w Good Old Games? Gdy już skończymy długą - naprawdę długą - podróż po świecie "Arcanum", w którym nowoczesna technologia parowa konkuruje z magią, gdy rozwiążemy zagadki w grze "Gabriel Knight", prawdopodobnie wiosna zazieleni drzewa. A to oznaczać może rychłe zmiany w funkcjonowaniu unikalnego polskiego serwisu o już światowej renomie. GOG.com to nie tylko sklep, ale także - i nie jest to rola podrzędna - miejsce spotkań pasjonatów starych gier. Troska o tę społeczność jest teraz jednym z głównych priorytetów twórców serwisu. Trwają prace nad rozwiązaniami, które ułatwią stałym bywalcom udzielanie się w dyskusjach i kontaktowanie ze znajomymi. Łatwiej będzie także kupować gry. Pierwsze duże zmiany w serwisie zapowiadane są już na obecne półrocze.