Pokaz odbył się w ramach niedawnej warszawskiej konferencji, podczas której CD Projekt wyprowadził skomasowany atak propagandowy na licznie zaproszonych dziennikarzy (i, nazajutrz, partnerów handlowych). Celem tego prężenia muskułów było przekonanie nas, że najgorsze firma ma już za sobą, a przyszłość jawi się iście arkadyjsko. I choć nie wszystkie argumenty wypadły przekonująco, odniosłem wrażenie, że rzeczywiście CD Projekt ma realną szansę powoli wygrzebywać się z dołka.

Serdecznie mu tego życzę. Nie tylko dlatego, że to rodzima firma, jeden z symboli sukcesu młodych biznesmenów z inicjatywą i wizją (Michał Kiciński i Marcin Iwiński, założyciele CD Projektu, zdobyli m.in. tytuł przedsiębiorca roku 2008 w nadwiślańskiej edycji konkursu Ernst & Young). CD Projekt to także, dzięki „Wiedźminowi” (2007), jeden z najbardziej skutecznych dziś ambasadorów polskiej kultury w świecie. I to na polu nowoczesnych technologii, co przy powszechnym wyobrażeniu o Polsce jako kraju furmanek jest szczególnie istotne.

Z zaciśniętym pasem

Z powodu kryzysu ubiegły rok przyniósł zmniejszenie przychodów grupy CD Projekt ze 149 mln zł w 2008 roku do, szacunkowo, 80 mln zł, a także redukcję zatrudnienia z 340 do 220 osób. A przecież jeszcze circa sezon – oby nie dłużej – potrwa produkcja „Wiedźmina 2”. Firma nie jest dziś w stanie samodzielnie udźwignąć finansowo tego przedsięwzięcia. Stąd alians z Agorą, która w zamian za przywileje związane ze statusem współproducenta dołożyła co nieco do garnuszka (CD Projekt wydał Agorze weksle na 6,33 mln zł).

Ze słów, które padły na konferencji, wynika, że najpewniej nie będzie to jedyny podmiot gospodarczy dopuszczony do podziału tortu po premierze „Wiedźmina 2” w zamian za dofinansowanie produkcji. A praca nad „Wiedźminem 2” kosztuje niemało. Już pierwsza gra okazała się, jak na polskie realia, wyjątkowo droga w realizacji. Według Michała Kicińskiego „Wiedźmin” pochłonął 27 mln zł, a sequel kosztować będzie znaczne więcej. Ile – dziś rzecz jasna nie sposób dokładnie ocenić.

Stratedzy grupy CD Projekt wierzą jednak, że zrekompensuje to z nawiązką znacznie większa sprzedaż, przewidywana na ponad dwa miliony sztuk („Wiedźmin” – czy może raczej „The Witcher” – to dziś już w świecie renomowana marka, wysoko ceniona przez koneserów komputerowych gier RPG), a także wyższa marża producenta na egzemplarzu (po sukcesie „Wiedźmina” CD Projekt RED może domagać się lepszych warunków w umowach ze światowymi wydawcami).

A zatem oby tylko do premiery? Tak, ale już rok bieżący powinien być lepszy, grupa CDP przewiduje przychody na poziomie 90 mln zł. Oby. Coraz lepiej radzi sobie rentowny już od debiutu serwis GOG.com – bardzo dobrze postrzegany przez światową społeczność amatorów wirtualnej rozrywki – oferujący w cyfrowej dystrybucji klasykę gier komputerowych. Zdaniem „Kultury” jest to inicjatywa z olbrzymią przyszłością i prawdopodobnie najlepsze przedsięwzięcie biznesowe w historii grupy CDP. Kolejnym mocnym filarem grupy CD Projekt wydaje się też dział dystrybucji filmów na DVD/Blu-ray z katalogu Disneya.


Jaki będzie „Wiedźmin 2”?

Po około dwudziestominutowej prezentacji rozgrywki mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że wierzę w sukces nowej przygody Geralta z Rivii. Mimo że oglądaliśmy program w bardzo wczesnej wersji produkcyjnej (tzw. alfa), jestem skłonny zaufać deklaracjom o najznakomitszej wizualnie grze w historii gatunku RPG. CD Projekt RED stworzył „Wiedźmina” na bazie licencjonowanego, już wtedy leciwego silnika (oprogramowania szkieletowego) Aurora.

„Wiedźmina 2” napędza nowy silnik, napisany przez programistów z CDP RED specjalnie z myślą o „Wiedźminie 2”, a szerzej: z uwzględnieniem specyficznych wymagań gatunku RPG. Przestarzałe oprogramowanie nie musi uniemożliwić sukcesu zdolnemu plastykowi. „Wiedźmin”, choć zbudowany na modyfikowanej Aurorze, którą pierwszy raz podziwialiśmy w akcji w roku 2002 („Neverwinter Nights”), prezentował się moim zdaniem bardzo dobrze. Widać jednak już dziś, że autorski kod Polaków pozwala na znacznie więcej. Las, którym Geralt z towarzyszami przedzierał się do bezpiecznej osady, atakowany przez komando elfów, wygląda rewelacyjnie. Efekty specjalne, jak rzucony przez czarodziejkę Triss czar chroniący przed gradem strzał – opalizująca, transparentna sfera okalająca protagonistów – również cieszą oko.

Poszczególne obszary świata gry będą większe. Geralt wreszcie ukończy kurs mistrzowski w dyscyplinie przeskakiwania przez płot. Więcej emocji ma zapewnić nowy system prowadzenia dialogów. Tak jak w „Heavy Rain”, notabene przywoływanym przez twórców jako wzór, czas na wybranie optymalnej wypowiedzi będzie ograniczony. Jeśli nie zdążymy z podjęciem decyzji, gra wybierze za nas. I nie należy oczekiwać, że postawi na najlepszy wariant. Generalnie twórcy zapowiadają postęp pod każdym względem.

Niestety, mimo dobrego pierwszego wrażenia, jakie wywarł „Wiedźmin 2”, nie jest to prawdą. Już teraz wiadomo, że gra będzie krótsza. Ale za to – usprawiedliwiają się twórcy – bardziej intensywna i ciekawsza. Cóż, jeśli o mnie chodzi, wolałbym grę bardziej intensywną, ciekawszą i dłuższą. A propos intensywności, niepokoi intensywność potyczek. Oj, dużo czasu zajęły walki, chyba zbyt dużo. Toczone według nowych zasad mają być bardziej dynamiczne (łatwa zmiana celu) i efektowne. Moim zdaniem wyglądały jak w typowym konsolowym hack’n’slashu i zwyczajnie nużyły, ale nie przesądzajmy – do premiery jeszcze dużo czasu.

Jak zresztą pamiętamy, wielokrotnie padały solenne obietnice, że tworząc „Wiedźmina 2” z myślą nie tylko o PC, ale i o konsolach, CDP RED nie pójdzie na żadne kompromisy. Zapewne zatem tylko mi się zdawało, że uproszczono to i owo z myślą o specyfice konsoli, a system sterowania w walce stworzono głównie z myślą o padzie. Gdyby „Wiedźmin 2” miał się okazać – w co wierzę – pasjonującą opowieścią w pięknych dekoracjach, z charyzmatycznymi, pełnokrwistymi bohaterami, ale – w co wierzyć nie chcę – mocno poszatkowaną przez monotonne potyczki służące za wabik na tak zwanego Typowego Amerykańskiego Gracza, CD Projekt RED straciłby w oczach koneserów komputerowych RPG-ów cały uczciwie zapracowany „Wiedźminem” prestiż. Producenci muszą być tego świadomi, jak i tego, że nie mogą sobie pozwolić na gambit. Dlatego, pamiętając, że to dopiero przymiarki, szczerze wierzę, że za rok nikt, kogo urzekła pierwsza przygoda Geralta, nie będzie zawiedziony.


Geralt 2.0 a konsole

No właśnie. Gra, jak jeszcze niedawno twardo utrzymywano, miała trafić na rynek w wersjach zarówno na PC, jak i konsole. Specjalnie z myślą o łatwej translacji kodu na różne platformy CDP RED tworzył silnik gry. Dziś mówi się oficjalnie jedynie o edycji komputerowej. O co chodzi? Ani chybi o pieniądze.

Grupy CD Projekt, przy wywołanej światowym kryzysem głębokiej zadyszce budżetowej, nie stać na równoległe prowadzenie trzech projektów (PC, PlayStation 3, Xbox 360), jak i na odwlekanie terminu premiery. Dlatego podczas odpowiadania na pytania dziennikarzy producenci z godną uznania ekwilibrystyką unikali deklaracji o „Wiedźminie 2” na X360 i PS3, jednocześnie puszczając do nas oko, że coś jest na rzeczy.

Strategię komunikacyjną nonszalancko rozbił w pył sam szef Michał Kiciński w wypowiedzi dla serwisu Gamezilla.pl. Przyznał przed kamerą („choć nie może tego oficjalnie powiedzieć”), że „Wiedźmin 2” rzecz jasna na konsole z czasem trafi. Najpewniej najpierw na X360, potem na PS3. Zdaje się, że dział PR grupy CDP znowu czekają wesołe dni. Inna rzecz, że naiwnością byłoby nie oczekiwać takiego właśnie rozwoju zdarzeń.

W przypadku gier wysokobudżetowych edycja na wszystkie liczące się platformy to dziś standardowy scenariusz. Według dokładnie takiej strategii wrocławski Techland podbijał niedawno świat znakomitym interaktywnym westernem „Call of Juarez: Bounds of Blood”. To, że CD Projekt RED nie jest w stanie zapewnić wszystkim edycjom „Wiedźmina 2” jednoczesnej premiery, na pewno nie wpłynie korzystnie na wyniki sprzedaży. Z drugiej strony wiele wskazuje na to, że będzie to produkt z naprawdę wysokiej półki. Dwa, a może nawet trzy miliony sprzedanych egzemplarzy? Tak, to jest jak najbardziej możliwe.