Sama premiera gry zaczęła się fatalnie. Jako, że "SimCity" wymaga stałego połączenia z serwerami EA, nic dziwnego, że w momencie, gdy gracze zaczęli aktywować swe egzemplarze, wszystko padło. Nikt nie mógł grać, a fora EA zamieniły się w piekło. Firma próbowała ratować sytuację i dostawiać nowe serwery, jednak niektórzy gracze czekali nawet kilkanaście godzin, by włączyć się do zabawy. Podobne problemy były także w Polsce - rozłączanie z serwerami, problemy z aktywacją kodu - przez pierwsze godziny, lepiej było o SimCity zapomnieć. Jeden plus dla EA, że firma przyznała się do błędu i obiecała kod na darmową grę, każdemu, kto kupił SimCity. 

Sama idea gry pozostała ta sama - budujemy miasto i mamy sprawić, że ludzie będą żyli dostatnio, a gród urośnie. Do dyspozycji mamy wszelakie narzędzia, jakimi dysponują burmistrzowie - zaznaczamy, gdzie powstaną strefy dla mieszkańców, handlu i przemysłu, dbamy o ochronę przeciwpożarową, policję i edukację. Ustalamy też podatki i sprawiamy, by miasto nie było zanieczyszczone.

Wiele rzeczy jednak zmieniono - możemy budować kilka rodzajów dróg - od gruntowych po autostrady, nie trzeba już samemu ciągnąć rur z wodą, czy linii energetycznych, a każdego mieszkańca możemy zapytać o opinię. Do tego możemy miasto wyspecjalizować - postawić tylko na turystykę i hazard, albo na przemysł ciężki. I teraz największe i najbardziej kontrowersyjne zmiany. Po pierwsze, nie możemy sami modelować terenu, tylko dostajemy stworzone lokacje przez Maxis. Po drugie, teren, na którym stawiamy miasto jest bardzo mały, co oznacza, że nie da się stworzyć gigantycznej metropolii. Musimy za to budować wiele mniejszych miejscowości, albo włączyć się do rozgrywki dla wielu graczy. W ten sposób Maxis zmusza ludzi do współpracy - jedno miasto zapewnia siłę roboczą, inne wodę, trzecie produkuje prąd, czwarte zaś wydobywa surowce.

Małe tereny do rozwoju miast sprawiają, że każdy ruch musi być dokładnie zaplanowany, a wizję miasta powinniśmy mieć od położenia pierwszej ulicy - inaczej w przyszłości czekają nas problemy. Do tego gra ma pewne zabarwienie ideologiczne - ma być ekologicznie i czysto, bo ludziom nie będzie się podobać. Na szczęście widać też elementy porządnej liberalnej ekonomii - im wyższe podatki, tym ludzie są mniej zadowoleni i wyprowadzają się z miasta, a przedsiębiorstwa padają.

Rozgrywce przeszkadza wiele błędów - pojazdy nie radzą sobie z odpowiednim dotarciem do celu, tworzą się więc bezsensowne korki, a transport publiczny nie zbiera ludzi z najbardziej zatłoczonych przystanków. Maxis zapowiada, że przygląda się sprawie i wkrótce problem naprawi. 

Warto też dodać kilka słów o wymuszeniu połączenia z serwerami przez cały czas rozgrywki. To, moim zdaniem, próba zabezpieczenia antypirackiego, które, jak wykazała historia, całkowicie nie działa. Piraci i tak sobie poradzili, a ludzie, którzy za grę zapłacili, na początku mieli same problemy. Nic dziwnego, że fani domagają się łatki, która pozwoli im grać w trybie dla pojedynczego gracza bez połączenia z siecią.

Mimo kontrowersji i błędów, trzeba uczciwie przyznać, że gra się fajnie. Gdyby nie miniaturowe tereny pod budowę i wymuszona kooperacja z innymi miastami, czyli pozostanie przy korzeniach serii, to SimCity byłoby hitem. A tak jest w miarę dobrą grą.