"World of Warships" to nowa odsłona popularnej serii gier sieciowych. Tym razem, zamiast czołgów i samolotów wcielamy się w rolę dowódców okrętów. Do dyspozycji mamy cztery drzewka rozwoju jednostek - od niszczycieli, przez krążowniki i pancerniki do lotniskowców. Na razie dostępne są pełne drzewka Cesarskiej Marynarki i US Navy oraz pojedyncze okręty flot Rosji (m.in słynna Aurora) jak i najpotężniejszy okręt Kriegsmarine - Tirpitz (nie można go jednak odblokować w grze, tylko trzeba kupić za 60 euro). Podobnie, jak we wszystkich tego typu grach, nie mamy od razu dostępu do wszystkich okrętów - trzeba je mozolnie odblokować. By to uczynić, musimy zbierać punkty doświadczenia, które zdobywamy w bitwach za zdobywanie baz, ostrzeliwanie i zatapianie wrogich okrętów.. Oczywiście, im potężniejszy okręt, tym więcej punktów doświadczenia potrzebujemy. Każdy okręt ma wirtualnego dowódcę, który rozwija cechy, wraz ze zdobywanym doświadczeniem. Punkty możemy wydać na ulepszenie broni, zdolności przetrwania, czy też zmniejszenia możliwości wykrycia.

Cele gry są brutalnie proste - zwycięstwo osiągamy labo zajmując bazę przeciwnika, albo zdobywając 1000 punktów, albo zatapiając wszystkie jednostki wroga. Mapa usiana jest wyspami, dzięki którym możemy chować się przed ostrzałem przeciwnika, czy spróbować przygotować zasadzkę. Wirtualny system tworzenia gier sprawia, że obie strony mają porównywalne okręty, nie ma więc mowy, że jedna z grup nie ma szans na zwycięstwo, bo przeciwnik ma same pancerniki.

Wrażenia z gry? Jak dla mnie, World of Warships jest rewelacyjny. Każdy okręt prowadzi się inaczej. Powolne pancerniki potrzebują czasu, by wykonać skręt i ustawić się burtami do przeciwnika. Ciężko jest też im uniknąć torped. Mogą za to bez problemu wytrzymać kilkanaście salw przeciwnika. Z kolei niszczyciele wymagają innej strategii. Trzeba wykorzystać wyspy, by niepostrzeżenie zbliżyć się do przeciwnika, oddać salwę torped i uciec, zanim pierwsza trafiona salwa zniesie nasz okręt z powierzchni morza.  Lotniskowce z kolei przeznaczone są dla cierpliwych graczy. Nie biorą one bowiem bezpośrednie udziału w starciach, a gracz tylko zaznacza miejsce, gdzie mają udać się nasze eskadry samolotów.

Jako, że "WoW" przeznaczony jest dla wielu graczy, sukces zależy od umiejętności współdziałania. A z tym bywa różnie. Bardzo często można trafić na gracy, którzy mają problemy z współpracą. A to daje łatwe zwycięstwo przeciwnikowi. Gdy jednak wszystko działa poprawnie i grupa współpracuje, jak prawdziwa flota, wtedy "World of Warships" staje się czystą przyjemnością - krążowniki osłaniają ogniem artyleryjskim niszczyciele, przeprowadzające ataki torpedowe, a lotniskowce eliminują z gry pancerniki.

Okręty różnych flot mają różne mocne punkty. O ile japońskie niszczyciele czy krążowniki wręcz stworzone są do ataków torpedowych słynnymi szybkimi "Długimi Lancami", których zasięg przekracza 7 kilometrów, o tyle amerykańskie jednostki nastawione są na pojedynek artyleryjski. Dopiero ostatnie gałęzie drzewek rozwoju floty daje lekkim jednostkom US Navy porównywalne torpedy.

Graficznie gra wygląda świetnie, do tego ma doskonale zoptymalizowany silnik. W rozdzielczości 1440p, moja 980 Ti nawet nie musi pracować na pełnej mocy, by przy maksymalnych detalach osiągnąć 60 klatek na sekundę. Okręty oddane są perfekcyjnie i przypominają te, znane z kart historii. Dobrze zrobiony jest model zniszczeń - możemy stracić silnik, wieże artylerii głównej, czy wyrzutnie torped. Wtedy do akcji wkraczają drużyny naprawcze. Widać też, jak obracają się działa (co zajmuje też czas - wycelowanie artylerii głównej pancernika trwa kilkadziesiąt sekund).

Są jednak oczywiście pewne rzeczy, których mi brakuje - choćby cyklu dzień/noc, czy zmiennej pogoda. Na okrętach nie widać też załóg. Do tego, niestety, jak we wszystkich tego typu grach, pojawiają się oszuści, którzy korzystają z tzw. "aimbotów", czyli programów, które sprawiają, że każdy pocisk trafia do celu. Oby Wargaming szybko potrafiło sobie z nimi poradzić.

Gra zapewnia jednak niesamowitą grywalność. Dla mnie jest dużo fajniejsza od swych poprzedniczek - wymaga, oprócz zręczności, jak w "World of Warplanes", taktycznego myślenia i przewidywania ruchów przeciwnika. Zwycięstwo naprawdę daje dużą satysfakcję. Jako, że można się bez problemu bawić w nią za darmo (dodatkowa waluta, czy konto premium jedynie skraca czas odblokowania nowych jednostek), warto spróbować wziąć udział w nawodnych zmaganiach.