Pamiętacie "Tie Fightera", "Freespace" czy "Privateera"? Kosmiczne symulatory lotu przez pewien czas były niezwykle popularnym gatunkiem. Potem jednak, producenci nagle przestali wypuszczać na rynek gry tego typu. Nagle nastąpił jednak przełom. Po tym, jak Chris Roberts zapowiedział powstanie "Star Citizen", twórcy zrozumieli, że czas na renesans kosmicznych strzelanek.

Najpierw na komputery trafiła ambitna "Elite: Dangerous", a teraz światło dzienne ujrzała gra, która jest może mniej skomplikowana i zamiast na eksplorację kosmosu stawia mocno na walkę, ale jest niezwykle wciągająca. Główny projektant Diablo i Torchlight, Eric Schaefer razem ze swymi kolegami z "Runic Studio" wypuścili wreszcie na rynek "Rebel Galaxy".

Fabuła zaczyna się, tak jak to w takich grach - zostajemy wezwani na stację kosmiczną przez ciotkę głównego bohatera, która ma mu zdradzić pewien sekret. Oczywiście jej już tam nie ma, a my musimy ją odszukać. Jako, że zaczynamy z najprostszym statkiem i prymitywną bronią, najpierw jednak trzeba trochę nasz pojazd ulepszyć. W tym segmencie "Rebel Galaxy" niczego nowego nie wnosi - możemy albo handlować, wydobywać surowce z asteroidów, czy wykonywać misje polegające na zabijaniu wrogów.

Wybieramy więc pierwszą misję od podejrzanego obcego, wyruszamy w przestrzeń i... niespodzianka. W przeciwieństwie do dawnych symulatorów kosmicznych, tym razem możemy poruszać się tylko w dwóch wymiarach - w lewo i prawo. Nie ma możliwości ruchu we wszystkich trzech płaszczyznach. To jednak nie oznacza, że będzie nam łatwiej. 

Podczas podróży do punktu nawigacyjnego, oznaczającego misję, możemy napotkać wezwania o pomoc. Trzeba jednak uważać - może to być tylko frachtowiec ostrzeliwany przez kilka myśliwców, a może to być zasadzka piratów, złożona z kilku niszczycieli z eskortą.Czasem naszą podróż może przerwać też pole asteroidów - napęd warp nie działa bowiem przy obiektach o dużej masie. Trzeba wtedy przeszkodę ominąć i ruszyć w dalszą drogę.

Gdy już na miejsce dotrzemy, czas na esencję gry - brutalną walkę o przetrwanie. Wrogów zwykle jest zbyt dużo, więc trzeba się napocić, by oczyścić teren misji. Nasz statek wyposażony jest w kilka rodzajów broni - wieżyczki, które same namierzają cel i uzbrojenie burtowe, przypominające to z czasów okrętów żaglowych. By z niego wystrzelić, musimy ustawić się burtą do przeciwnika, wycelować i oddać salwę. Oczywiście wróg nie zostawia nas w spokoju i ostrzeliwuje statek z każdej strony, trzeba więc odpowiednio manewrować, by chronić bardziej zniszczone części kadłuba, a jednocześnie wciąż mieć nieprzyjacielskie okręty na celowniku. Do tego większość walk toczy się w polu asteroid, czy wokół kosmicznych wraków, trzeba więc uważać gdzie się leci, żeby nie zderzyć się z obiektem w przestrzeni.

Oczywiście, jak w tego typu grach, możemy uzbrojenie zmieniać - im potężniejsze, tym więcej kosztuje i tym wolniej strzela. Trzeba więc się zdecydować - czy stawiamy na potężne, ale długo ładujące się działa, czy też zasypujemy wroga ogniem z lżejszego uzbrojenia.

Słów kilka o grafice - wszechświat jest przepiękny. Przy maksymalnych ustawieniach i rozdzielczości 1440p, gra wygląda wspaniale. Świetnie oddane są modele jednostek - na okrętach widać uszkodzenia, eksplozje są widowiskowe. Równie rewelacyjna jest muzyka. Ścieżkę dźwiękową oparto na rockowych kawałkach - idealnie one pasują do walk kosmicznych, czy zwiedzania przestrzeni.

Nie ma jednak gier bez wad. Można zarzucić "Rebel Galaxy" pewną wtórność - mimo różnych opisów misji, całość sprowadza się do "Poleć do punktu A, zniszcz przeciwnika". To może po pewnym czasie zacząć być nudne. Rzeczą drugą jest brak punktów automatycznego zapisu - by go dokonać, trzeba odwiedzić jedną ze stacji kosmicznych. Jeśli więc podejmiemy się wykonania 5 zadań, a po czwartym zginiemy, trzeba je wszystkie od nowa zaczynać. Jedynym lekarstwem na to, jest wyjście do ekranu tytułowego - gra zostaje wtedy zapisana. To jednak psuje płynność rozgrywki.

Podsumowując - choć "Rebel Galaxy" nie została stworzona przez największe deweloperskie studia, to jest to produkt niezwykle udany. Starsi gracze z nostalgią przypomną sobie godziny spędzone w "Privateerze", a młodsi będą się nieźle bawić. To dobrze zrobiona kosmiczna strzelanka, która zapewni fanom takich gier masę radości. Zwłaszcza, że w sklepie Steam kosztuje poniżej 20 euro.