"Fallout 4" jest pierwszą grą z serii, która pokazuje, jak wyglądało życie przed światową wojną atomową. Mamy jednak tylko chwilę, na rozejrzenie się po okolicach Bostonu, bo rodzina naszego bohatera czy bohaterki musi zaraz biec do schronu. Nasza postać wyjdzie stamtąd dopiero 200 lat po nuklearnej zagładzie i zastanie całkowicie inny świat. Po cywilizacji zostały tylko ruiny baz wojskowych, miast czy resztki infrastruktury.

Zacznijmy od strony graficznej "Fallout 4". Teoretycznie świat wygląda ładnie - zardzewiałe resztki budynków, wraki samochodów, szkielety ludzkie - sceny wyglądają tak, jak te z Terminatora. Bethesda nie zadbała jednak o odpowiednią rozdzielczość tekstur - z bliska wygląda to tak, jak na grach sprzed kilku lat (w końcu grę stworzono na zmodyfikowanym silniku "Skyrim"). Mimo tego, aplikacja ma koszmarne wymagania - w 1440p przy maksymalnych ustawieniach na 980 Ti, liczba klatek na sekundę skacze od 45 do 60. Na szczęście, tak jak w przypadku innych gier Bethesdy, możemy liczyć (a przynajmniej ci z nas, którzy grają na komputerach) na mody fanów gry, które poprawią jakość tekstur.

Rewelacyjna jest za to ścieżka dźwiękowa - przemierzając pustkowia, możemy słuchać różnych stacji radiowych, nadających z osad, założonych przez tych, którzy przetrwali. Mamy więc do wyboru albo radiowe słuchowiska, albo stację z muzyką klasyczną, czy też melodie znane z lat 50-60. Muzyka idealnie wpisuje się więc w klimat, zwłaszcza, gdy słuchamy piosenki chwalącej bombę atomową.

 Jakość gry nie zależy jednak od grafiki. Ważniejsze jest przedstawienie świata, a tu "Fallout 4" świetnie oddaje postapokaliptyczną atmosferę. Znajdujemy niewielkie osady ludzkie, w których jeszcze są resztki cywilizacji. Za nimi zaś mamy powtórkę z Dzikiego Zachodu - pustkowia pełne oszalałych, zmutowanych ludzi, supermutantów czy bandytów. A nawet tam, gdzie istnieją jakieś struktury władzy, to opierają się one tylko na prawie silniejszego. Ten świat musi przemierzyć nasza postać, by odnaleźć swojego syna.

Niestety Bethesda bardzo obcięła dialogi i całą mechanikę RPG. W przeciwieństwie do pierwszej i drugiej części "Fallouta", postaci mają nam do powiedzenia tylko kilka zdań (na szczęście nie ma powtórki ze "Strzałą w kolano" ze "Skyrim"). Nie ma możliwości, by nasze umiejętności zmieniły rozwiązanie jakiegoś zadania - co najwyżej, dzięki wysokiej charyzmie możemy dostać trochę więcej pieniędzy - zadania więc sprowadzają się do jednego: udać się do punktu "A" i wystrzelać wszystko, co się rusza i chce nam zrobić krzywdę, ewentualnie po wystrzelaniu przeciwników przynieść jakiś przedmiot. Dialogi są też płytkie, sztampowe i pozbawione humoru.Brakuje też tzw. "easter eggs", czyli dowcipnych nawiązań do filmów i gier - nie spotkamy więc rycerzy Okrągłego Stołu czy "tajemniczego nieznajomego" przy moście.

Sam rozwój postaci polega na wybieraniu kolejnych "perków", które pozwalają na ulepszenie naszych umiejętności - czy to strzeleckich czy złodziejskich. Zmieniono za to mocno system walki - tym razem, w momencie przełączenia na system celowania VATS, czas gry nie zostaje zatrzymany, a jedynie mocno zwalnia. Przeciwnicy mogą więc się ukryć, czy ostrzelać naszą postać w czasie, gdy my próbujemy ich namierzyć. I tak, jest on jednak dużo lepszy niż traktowanie gry, jak strzelanki - znacznie łatwiej trafić przeciwnika.

Nową rzeczą jest tworzenie baz. Podczas gry trzeba zebrać wszystko, co znajdziemy - każdą rzecz możemy w specjalnym warsztacie przerobić na surowce. Z tych surowców budujemy ściany, generatory, wieżyczki, stacje oczyszczania wody, czy pola uprawne. Do naszych osad ściągają bowiem mieszkańcy, którym musimy zapewnić łóżka, jedzenie i wodę, a w zamian za to będą oni handlować i produkować broń czy ubrania dla naszej postaci. Jako, że te miejscowości mogą zostać zaatakowane, trzeba też zapewnić im uzbrojenie. Dostęp do nowych miejsc uzyskujemy wraz z postępem wątku fabularnego w grze.

Brzmi fajnie? Jest jednak pewien problem - budowanie w trybie FPP jest problematyczne - ciężko ustawić odpowiednio ściany czy sufity. Jak jednak pokazują filmiki na YouTube, niektórzy zamienili te bazy w prawdziwe zamki, czy budowle znane z filmów. Trzeba więc zacisnąć zęby i długo ćwiczyć, by nasze miejscowości nie wyglądały, jak osiedla tworzone przez pijane ekipy.Do tego, nasza postać nie może nosić za dużo przedmiotów na raz, trzeba więc często wracać do jednej z osad, by pozbyć się niepotrzebnych przedmiotów.

Mimo, że "Fallout 4" ma niewiele wspólnego z rewelacyjnymi pierwszymi częściami gry, a wątek fabularny jest dość sztampowy, to gra wciąga. Zawsze jest jeszcze coś do odkrycia i zrobienia, a walki ze stadami przeciwników się nie nudzą. Do tego mamy już pierwsze mody, a firma zapowiada nowe dodatki.

Podsumowując - "Fallout 4" jest całkiem dobrą taktyczną strzelanką osadzoną w świecie po wojnie atomowej. Idealnie oddaje klimat świata po nuklearnej zagładzie - nawet lepiej niż "Mad Max". Nie jest jednak dla wszystkich - fani klasycznych gier RPG, oczekujący rozbudowanych dialogów, czy zadań, które można rozwiązać na kilka sposobów, będą się czuć rozczarowani. Ci natomiast, którzy bardziej zwracają uwagę na walkę, niż na rozmowy czuć się będą, jak u siebie w domu.