Akcja gry toczy się kilkanaście lat po zakończeniu trzeciej części "Gears of War" i śmierci Królowej Szarańczy. Głównym bohaterem jest syn Marcusa Fenixa - JD - który porzucił służbę w wojsku nowej Koalicji i przyłączył się do grupy buntowników. Gdy jednak na jedną z niezależnych od Koalicji osad napadną nieznane stworzenia, JD razem ze swym ojcem i kolegami, bierze karabin w dłoń i rusza wyjaśnić zagadkę porwanych ludzi. Okazuje się, że to dopiero początek nowego zagrożenia dla ludzkości.

"Gears of War 4" mechaniką nie różnią się niczym od poprzednich części - to dalej strzelanka TPP, tocząca się na liniowych mapach - nie ma tu mowy o żadnej wolności ruchu, obejściem wroga czy wykorzystaniem terenu do walki. Tu idziemy po drodze, wytyczonej przez twórców, walcząc z hordami przeciwników. Co jakiś czas trafia się boss, którego trzeba zabić przy użyciu specjalnej mechaniki. Do tego w niektórych misjach musimy przez pewien czas bronić terenu, przy pomocy wieżyczek. Niewiele też od czasów poprzednich części zmieniła się broń - dalej głównym narzędziem zabijania wrogów jest klasyczny karabin lancer z bagnetem łańcuchowym.Co jakiś czas możemy za to znaleźć takie "zabawki", jak trójlufowe działko, czy wyrzutnia, której amunicją są tarcze piły tarczowej. Amunicji nie brakuje, nie trzeba jej więc oszczędzać.

Graficznie i dźwiękowo "Gears of War 4" prezentują się rewelacyjnie. To najlepszy tegoroczny port gry konsolowej na PC. Mamy do dyspozycji wiele opcji graficznych, które pozwolą dopasować jakość szczegółów do możliwości naszego komputera. Trzeba jednak pamiętać, że gra jest wymagająca. Przy podkręconej 980 Ti, i7 4790K i ustawieniach ultra (przy wyłączonym MSAA) w rozdzielczości 1440p "Gears of War 4" potrafi wyciągnąć "jedynie" 42 klatki na sekundę. Wymagania są jednak uzasadnione - gra wygląda przepięknie i to niezależnie od tego, czy walczymy na powierzchni, czy jesteśmy w starej kopalni rudy.

Dodatkowo, w niektórych misjach bohaterowie gry uciekają przed burzami elektromagnetycznymi. Naszym zadaniem jest dobiec do punktu kontrolnego, unikając piorunów. To jednak nie znaczy, że z mapy znikają wrogowie - atakują nas oni cały czas. Do tego porywisty wiatr całkowicie "przebudowuje planszę" - znikają lżejsze osłony, zmienia się tor lotu pocisku, a o celnym rzucie granatem możemy zapomnieć.

Niesamowity jest także silnik gry, odpowiadający za fizykę obiektów. Gdy w jednej z misji sterujemy potężnym mechem, możemy przebijać się przez ściany domów, z kolei pod ostrzałem ciężkich karabinów maszynowych rozpadają się murki, drewniane skrzynie czy dachy budynków.

Czy warto kupić tę grę, zwłaszcza że nie należy ona do najtańszych? Dla fanów serii to pozycja obowiązkowa. Dla wielbicieli dobrych strzelanek to także "absolutny masthev sezonu". Gra jest brutalna, historia jest dobrze opowiedziana, a do tego scenografia wygląda przepięknie.