Przyznam szczerze, nie miałem PS2, nie mogłem więc grać w oryginalną wersję "Shadow of the Colossus". Dopiero ta generacja konsol sprawiła, że mogę sprawdzić, czemu ta gra stała się aż takim hitem. Początek gry to dość długie intro, z przepiękną muzyką, w którym widzimy, jak główny bohater gry jedzie konno przez pusty świat, aż w końcu trafia do zrujnowanej świątyni.

Tam umieszcza na kamiennym postumencie ciało kobiety, które wiezie ze sobą i wzywa tajemnicze, niewidzialne istoty, by przywróciły jej życie. Te w zamian domagają się zniszczenia 16 olbrzymich stworzeń, przemierzających świat. Nasz bohater wsiada więc na konia, wyciąga miecz i rusza do walki.

Brzmi jak typowa gra, w której potwory to "złe istoty", a gracz jest promyczkiem światła w ciemności? No to tak nie jest. Większość tych kolosów nie robi nam nic złego. Nie takuje nas, nie chce zabić, po prostu przemierzają świat. To my jesteśmy agresorem, który próbuje je zabić. Do tego po każdej śmierci stworzenia dzieje się coś niepokojącego.

Sama walka z Kolosami wydaje się w teorii prosta – musimy wskoczyć na potwora, potem czeka nas platformowa zabawa z przeskakiwaniem po różnych tego kolosa częściach, by dotrzeć do punktu, w który wbijamy miecz i osłabiamy siły życiowe przeciwnika.

Proste? W teorii tak. W praktyce już nie. Część Kolosów trzeba bowiem rozwścieczyć, by nas zaatakowały, bo tylko wtedy się da na nie wejść. Do tego, gdy po nich się wspinamy, albo je atakujemy, to starają się nas zrzucić, a upadek z takiej wysokości kończy się zwykle tragicznie. Trzeba więc dobrze przemyśleć, z której strony będziemy atakować.

Sprawy nie ułatwia za to kamera, którą czasem trudno ustawić, by pokazywała nam zagrożenia czy drogę wspinaczki. Czasem więc musimy wszystko robić na „czuja” i liczyć, że się uda.

Jeśli zaś chodzi o grafikę i muzykę, to - jak przystało - na japońską grę – obie te rzeczy są na najwyższym poziomie. Świat – choć pusty – wygląda przepięknie. Starożytne ruiny, pustkowia, jaskinie – wszystko to ma tekstury wysokiej rozdzielczości i wykorzystuje tryb HDR. Kiedy wspinamy się po futrze pierwszego przeciwnika wyraźnie widać choćby falujące z wiatrem włosy grzywy. Genialna jest też ścieżka dźwiękowa. Klasyczne instrumenty wspaniale podkreślają zarówno walkę, jak i zwiedzanie świata.

Czy warto? Tak. "Shadow of the Colossus" w nowej wersji jest grą przepiękną i prawdziwym majstersztykiem. To jedna z najlepszych gier na PS4 i aż szkoda, że nie zobaczymy jej na innych platformach.

Egzemplarz recenzencki otrzymałem od Sony Interactive Entertainment Polska