Akcja gry rozgrywa się w Czechach, na początku XV wieku po śmierci cesarza Karola IV i podczas próby przejęcia władzy przez Zygmunta Luksemburskiego. Nasz bohater nie zaczyna gry jednak jako rycerz. Jest zwykłym synem kowala i pierwsze jego przygody polegają na tym, by ojcu pomóc stworzyć miecz. Później jednak, gdy zostanie zmuszony wyruszyć w świat, będzie w stanie awansować na drabinie społecznej. Jak zmienia się nastawienie do niego wyraźnie widać po tym, jak go traktują bohaterowie niezależni. Początkowo, gdy nasza postać zostaje zabrany na polowanie, idzie za koniem szlachcica. Potem będzie już nam wolno jechać koło rycerza.

Gra świetnie oddaje tamte czasy. Ubiory, zachowania, sposób walki - to wszystko dostajemy w "Kingdom Come: Deliverance". Do tego w grze pojawiają się rzeczy nieznane do tej pory w nawet najlepszych grach RPG. Spóźnisz się o kilkanaście minut na spotkanie z NPC? Ta linia zadań zostanie zamknięta. Nie pojawisz się, by potańczyć ze swoją wybranką? Odejdzie do innego.

Inne przykłady? Nasza postać nie potrafi czytać. Gdy więc bohater zostanie wysłany jako szpiego do klasztoru, to będzie czekała go nauka tej umiejętności. Do tego będzie też musiał przestrzegać reguły zakonnej, by nie zwrócić na siebie uwagi.  Wsztkich umiejętności uczymy się nie od trenerów, ale wykonując je w świecie. Zwykle też pierwsza akcja otwiera nam całe drzewko umiejętności - jak choćby pijaństwo, które po dużej ilości "ćwiczeń" pozwala nam obudzić się po nocy w karczmie we własnym łóżku, bez utraty pieniędzy.

Wspaniały jest też system walki - tu nie ma mowy o pojedynkach w stylu Geralta, w kjtórych trzeba tylko naciskać przycisk na padzie, a przeciwnik padnie. Tu sami wybieramy rodzaje i miejsce ataku mieczem, by ominąć zasłonę przeciwnika i odebrać mu trochę punktów życia, a potem w równie trudny sposób staramy się obronić przed atakami wroga. Wszystko to przy bardzo szybko kończącym się pasku wytrzymałości, trzeba więc grać strategicznie.

Mało? To sobie wyobraźcie taką scenę. Zabijacie kupca, by odebrać mu klucz do skrzyni ze skarbami. Wchodzicie do miasta w zakrwawionym ubraniu z zakrwawionym mieczem. W innych grach RPG strażnik nie zareaguje. Tu od razu trafimy do celi. A jeśli nawet ominiemy strażników, to nikt nie będzie chciał z mordercą rozmawiać.

Ta gra jest też tak bogata w dodatkowe zadania i czynności, że nawet nie brakuje nam magii, smoków i potworów kryjących się w jaskiniach.

Niestety wadą tej gry są błędy. Czasem zdarzają się takie, które psują rozgrywkę, jak turniej łuczniczy w którym nie ładuje się postać naszego przeciwnika, a my nie możemy wyjść z walki. Czasem znika NPC, coś się zawiesza itp. Na szczęście Warhorse dość szybko wypuszcza nowe łatki.

Sytuacji nie pomaga dość wredny system zapisu stanu gry. Punkty autosave są rzadkie i może się okazać, że stracimy kilka dni rozgrywki. Żeby więc zachować postępy w grze możemy albo pójść spać 0 tylko, że wtedy mija czas, w którym może musimy wykonać jakieś zadanie - albo skorzystać z alkoholu, który pozwala nam zapisać grę od razu. Tylko, że wtedy nasza postać staje się pijana i znowu z zadań nici.

Jeśli chodzi o grafikę, to "Kingdom Come" wykorzystuje silnik CryEngine. Okazuje się jednak, że nawet najpotężniejsze maszyny ledwo tę grę potrafią uciągnąć. Mój Ryzen 1700, podkręcony do 3,8 GHz oraz 1080 Ti@2000MHz nie potrafiły w 1440p i maksymalnych detalach utrzymać 60 klatek. O ile w otwartym terenie jeszcze było w porządku, o tyle wejście do miasta kończyło się spadkami nawet do 20 FPS. Sami autorzy nie ukrywają, że "ultra" poziom grafiki przeznaczony jest pod komputery przyszłości. Tak naprawdę te wymagania nie są wmuszone super grafiką. "Kingdom Come" wygląda dużo gorzej od choćby AC: Origins.

Jeśli chodzi o konsole, to gra została specjalnie wzbogacona o nowe tekstury i HDR na Xbox One X. Owszem, niektóre tekstury - zwłaszcza włosy i twarze wyglądają gorzej niż na PC, jednak jeśli chodzi o sam świat, roślinność itp., wyglądają jak wersja PC w średnich detalach. Dzięki limitowi 30 klatek na skeundę nie odczuwamy sapdku FPS, mocno drażniący jest za to długi czas ładowania dodatkowych map. Tu PC z szybkim SSD wygrywa o kilkanaście sekund.

Podsumowując, "Kingdom Come Deliverance” nie rozczarowuje pod względem fabuły i świata. Tak oddanego średniowiecza nie widzieliśmy do tej pory na komputerach, a czeski deweloper zrobił kawał porządnej roboty. Niestety bez mocnego komputera większości graficznych fajerwerków nie zobaczymy. Do tego warto poczekać jeszcze miesiąc - dwa, aż twórcom gry uda się pokonać większość bugów.

Kinguin.net