Sea of Thieves to gra w klimatach pirackich, osadzona w całkowicie otwartym świecie. Zanim jednak wypłyniemy szukać skarbów i walczyć z innymi piratami, najpierw musimy stworzyć naszego zawadiakę (lub zawadiaczkę). Potem tylko do wyboru mamy rodzaj okrętu – możemy spróbować żeglować samemu na łupinie w stylu Pana Maluśkiewicza albo na czteroosobowym galeonie.

Jeśli wybierzemy okręt, na którego pokładzie wymagana jest załoga, wówczas programiści dają nam dwie opcje - albo dostaniemy graczy, przydzielonych nam przez grę, lbo zapraszamy do załogi naszych przyjaciół. I już możemy ruszać.

Wbrew kreskówkowej grafice i wesołej, pirackiej muzyce, gra wcale nie jest prosta. Tu nie da się sterować okrętem padem, czy myszą. Najpierw trzeba samemu wdrapać się na maszt, postawić żagle, a dopiero potem brać się za koło sterowe. To samo podczas walki na morzu - ktoś musi obsługiwać działa.  Dlatego więc, gdy pływamy po morzu samemu, gra staje się piekielnie trudna. Wystarczy, że przechwyci nas wróg, a nie damy rady jednocześnie sterować i strzelać. Cała zabawa zaczyna się więc z przyjaciółmi. Wtedy - jak na prawdziwym pirackim żaglowcu - każdy ma swoją rolę wypełnienia.

Jeśli chodzi o zadania, które wykonujemy, to nie są one zbyt skomplikowane - trzeba popłynąć na wyspę, znaleźć skarb i przywieźć go z powrotem. W zamian dostajemy specjalne żetony, które potem wymieniamy na wizerunkowe ulepszenia naszego okrętu czy fajniejszy piracki strój.

Teoretycznie brzmi prosto i nudnie. Smaczku dodają zabawie inni gracze. Tu nie liczy się bowiem, kto znajdzie skarb, tylko kto przywiezie go z powrotem. Wcale nie trzeba więc skrzyni szukać, wystarczy zaczaić się tylko w pobliżu portu i czekać na ludzi, wracających ze skarbami - tak jak angielscy czy francuscy korsarze czekali na wypełnione po brzegi kosztownościami hiszpańskie okręty.  Wcale nie jest też powiedziane, że potężny galeon jest w stanie zatopić wszystko i obronić się przed rabusiami. Wystarczy, że ktoś po cichu podpłynie do nas wpław z beczką wypełnioną prochem i wysadzi nasz okręt. Takie podejście sprawia, że gra nabiera rumieńców, gdy na serwerach jest duża ilość graczy.

Na razie największym problemem Sea of Thieves jest zbyt małe zróżnicowanie rozgrywki. Na szczęście studio Rare zapowiada, że wkrótce dostaniemy nowe elementy rozgrywki. Sytuacji nie ułatwia brak najbardziej znanej funkcji z każdej gry typu MMO, czyli gildii. Tu mamy tylko listę znajomych z Xbox Live. A szkoda, bo pirackie floty z własnymi flagami i ich zmagania dodałyby grze atmosfery. Brakuje też elementów dla pojedynczego gracza - nie ma specjalnych misji dla ludzi, którzy wolą pływać samemu, ich los utrudnia też bardzo mechanika Sea of Thieves.

Jeśli zaś chodzi o sprzętowe wymagania, to na Xbox One X gra chodzi płynnie w 6o klatkach na sekundę w 4K. Jeśli zaś korzystamy z gry na PC, to w 1440p z 1080 Ti i Ryzenem 1700 też nie ma problemów z płynnością rozgrywki. Warto też wspomnieć, że Sea of Thieves wykorzystuje program Xbox Anywhere- to znaczy, że na jednej kopii gry (jeśli nabyliśmy ją cyfrowo w sklepie Microsoftu) nasze zapisy rozgrywki przenoszą się między PC a konsolą.

Podsumowując – Sea of Thieves jest fajną rozgrywką dla zgranej paczki ludzi. To jak spotkanie piątkowe wieczorem w barze przy rzutkach. Można sobie pożartować, pokonać kilku przeciwników, wziąć udział w przygodzie, a potem wyjść z sieci. Warto spróbować rozgrywki, zwłaszcza, że gra dostępna jest w abonamencie Xbox Pass za 29.90 miesięcznie – można więc spokojnie ją wypróbować.