Były wiceminister administracji i cyfryzacji Igor Ostrowski i socjolog Alek Tarkowski zapowiedzieli wytoczenie producentowi filmowemu Maciejowi Strzemboszowi procesu o zniesławienie. Ostrowski i Tarkowski znani są jako propagatorzy wolności, w tym tej do korzystania z kultury w sieci. Ostrowski był zastępcą ministra Michała Boniego, a Tarkowski zasiada w radzie ds. cyfryzacji, która doradza ministrowi. I właśnie także ze względu na swoje publiczne funkcje postanowili wystąpić na drogę sądową. Poinformowali o tym w liście otwartym opublikowanym w sieci.

„Postanowiliśmy wykorzystać publiczne pomówienia, jakie Pan kieruje pod naszym kątem, i zwrócić się do sądu z wnioskiem o rozstrzygnięcie wątpliwości, którą Pan podnosi. Czy rzeczywiście ten, który wspiera wolną kulturę i namawia ludzi do dobrowolnego dzielenia się swoimi wytworami, jest złodziejem lub wspiera złodziejstwo? Czy próby zreformowania systemu prawa autorskiego, powszechnie uważanego za wadliwe bądź przestarzałe (choć różne są oczywiście diagnozy i propozycje zmian), to »ideologia złodziejska«?” – piszą.

Ostrowski zarzuca Strzemboszowi, iż ten posądzał go o lobbowanie na rzecz Google. – Zależy nam też, by sąd jasno wypowiedział się, czy mówienie o prawach do ściągania filmów i muzyki, czy skanowania książek to „ideologia złodziejstwa w sieci” – mówi Ostrowski. Takie wyrażenie znalazło się w stanowisku Krajowej Izby Producentów Audiowizualnych (KIPA), której prezesem jest Maciej Strzembosz.

Taki proces, bezprecedensowy w Polsce, jest sygnałem, że i u nas nasila się konflikt między twórcami, producentami i organizacjami zarządzającymi prawami autorskimi, a internautami, którzy twierdzą, że ściąganie z sieci to nie piractwo, tylko dzielenie się dobrami kultury.

Kilka dni temu światowej sławy pianista Krystian Zimerman przerwał koncert, gdy jeden z widzów zaczął nagrywać go smartfonem. Artysta zbeształ go, mówiąc, że to zwykła kradzież, a takie pirackie nagranie, gdy trafiło na YouTube, już kilka razy psuło mu możliwość zawierania korzystnych kontraktów na koncerty. Z drugiej strony w niedawno opublikowanej analizie na zlecenie Komisji Europejskiej o wpływie nielegalnego pobierania plików muzycznych na dochody czerpane ze sprzedaży muzyki okazało się, że osoby częściej odwiedzające serwisy pirackie częściej również kupują muzykę. A gdyby z Europy znikły strony pirackie, sklepy miałyby 2 proc. mniej sprzedaży, więc i mniej zysków.