To śmieszna liczba w zderzeniu z miliardem użytkowników, których ten portal ma na całym świecie. Właściwie byłaby nierealna, gdyby nie fakt, że już wiemy o PRISM i o tym, jak masowo amerykańska administracja korzysta z informacji o internautach – mówi "DGP" Mieczysław Koczokowski z Krajowego Stowarzyszenia Ochrony Informacji Niejawnych. – Nie ma co się oszukiwać, Facebook ujawnił te dane, które były dla niego wygodne – dodaje.

Oficjalne statystyki wniosków organów ścigania i innych uprawionych przedstawicieli władz nie robią większego wrażenia. Na 25 tys. nakazów dotyczących 37,9 tys. kont użytkowników ok. 11 tys. pochodziło ze Stanów Zjednoczonych, 3,2 tys. z Indii, z Wielkiej Brytanii 1,9 tys., z Niemiec 1,8 tys., z Włoch 1,7 tys., a z Francji 1,5 tys. Polskie władze wnioskowały zaledwie 233 razy w stosunku do 158 osób, a Facebook przychylił się do zaledwie 9 proc. tych wezwań. Bardziej skuteczne są władze Stanów: aż 79 proc. nakazów skutkowało ujawnieniem danych. Dla Wielkiej Brytanii ten odsetek wynosi 69 proc., a dla Niemiec – 53 proc. – Nasz wymiar sprawiedliwości i organy ścigani nie najlepiej radzą sobie z wykorzystywaniem nowych mediów. Wprawdzie Facebook publikuje oficjalną ścieżkę składania takich wniosków, ale trzeba je wysłać w postaci elektronicznej i po angielsku, a to dla wielu sądów i prokuratur wyzwanie – mówi policjant specjalizujący się w kontroli mediów społecznościowych.

Za niespodziewanym ujawnieniem tych optymistycznych danych (podobne raporty od trzech lat udostępnia też Google i podobnie wynika z nich, że liczba oficjalnych wniosków od rządów jest stosunkowo nieduża – w II półroczu 2012 r. było ich niecałe 22 tys.) stoi zapewne najnowszy news "Guardiana" o tym, że amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) nie tylko korzystała i korzysta na masową skalę z danych zbieranych przez gigantów świata IT, lecz także dodatkowo im za to płaciła.

Z dokumentów ujawnionych przez gazetę wynika, że na konta Microsoft, Google czy Yahoo mogły wpłynąć miliony dolarów za udział w programie PRISM. Wszystko w zamian za udostępnienie agencji informacji dotyczących ich użytkowników. Rzecznik Yahoo już wcześniej, odżegnując się wprawdzie od udziału w PRISM, oceniał, że rząd powinien zapłacić za taką współpracę. Facebook wprawdzie nie odniósł się oficjalnie do tych oskarżeń, ale niemalże od razu pochwalił się swoimi statystykami.