Google, na żądanie użytkowników, musi usunąć niektóre informacje, znajdujące się w sieci - wynika z wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. W uzasadnieniu wyroku czytamy, że obywatele Wspólnoty mają prawo do skasowania informacji "nieistotnych" oraz "przestarzałych". Nowe prawo, jak pisze "Financial Times" nie dotyczy jednak polityków, czy innych osób życia publicznego.

>>>Paweł Nowacki: Dla Google'a i Facebooka jesteś tylko profilem

Wyrok ETS rozczarowuje wszystkich właścicieli wyszukiwarek internetowych. Jesteśmy zaskoczeni, że decyzja sędziów tak bardzo różni się od rekomendacji rzecznika Trybunału. Musimy dokładnie przeanalizować, co to tak naprawdę oznacza dla naszej firmy - mówi "Financial Times" przedstawiciel koncernu. 

Z kolei Eduardo Ustaran, jeden z czołowych prawników zajmujących się ochroną danych osobowych tłumaczy, że wyrok całkowicie zmienia zasady gry - od dzisiaj wyszukiwanie w sieci będzie traktowane jako przetwarzanie danych osobowych. W rezultacie przeglądarki będą musiały wprowadzić na terenie Unii środki, które pozwolą odpowiednio zadbać o dane osobowe użytkowników. Jednocześnie będą musiały sobie one poradzić z milionami zgłoszeń - mówi brytyjskiej gazecie adwokat.

>>>Wirtualna gra o pracę. Tak firmy łowią pracowników

Co więc zrobić ma człowiek, który postanowi usunąć część wiadomości o sobie? Najpierw należy zwrócić się do Google'a o wykasowanie danych. Jeśli żądanie zostanie odrzucone, wówczas pozostaje tylko droga sądowa. Eksperci przypominają też - pisze "Financial Times", że wyrok dotyczy na razie tylko jednego koncernu, nie mają jednak wątpliwości, że zostanie on rozszerzony także na Yahoo, Microsoft, czy inne firmy zarządzające wyszukiwarkami.

Cała sprawa rozpoczęła się od skargi Mario Costejo Gonzaleza z Hiszpanii. Chciał on, by z sieci zniknęło ogłoszenie, że zlicytowano mu dom. Gdy ameykański koncern odrzucił jego prośbę, poszedł do sądu. Sędziowie hiszpańscy przychylili się do jego żądania, jednak Google zaskarżył wyrok do ETS.