"Tacy tytani nie konkurują po prostu na rynku. W coraz większym stopniu one same są rynkiem, tworzą bowiem infrastrukturę (czy też +platformy+) cyfrowej gospodarki" - wyjaśnia brytyjski tygodnik.

Facebook, Amazon czy Google w istocie stanowią zagrożenie dla konkurencji, którą albo przejmują, albo wypychają z rynku dzięki ekonomii skali. Co więcej, "kolosalne wyceny rynkowe sugerują, że inwestorzy liczą na to, że (firmy te) urosną jeszcze dwu lub trzykrotnie w ciągu najbliższej dekady". Zdaniem "Economista" nadszedł czas na to, by politycy i ustawodawcy przygotowali przepisy, które wyrównają szanse różnych graczy na rynku zdominowanym w tej chwili przez gigantów.

Amazon odpowiada za ponad 40 proc. handlu internetowego w USA, Facebook, który ma miesięczne 2 mld użytkowników uzyskał absolutną przewagę nad mediami, a w niektórych krajach przez Google przechodzi 90 proc. wyszukiwań w sieci - wylicza tygodnik.

"Jeśli taki trend się utrzyma, ucierpią konsumenci, a sektor technologiczny stanie się mniej dynamiczny (...). W ten czy inny sposób giganci będą stale przechwytywać zyski" - konstatuje "Economist".

Przypomina też, że problem wielkich monopoli był już wcześniej rozwiązywany na różne sposoby; Standard Oil - naftowy koncern Johna D. Rockefellera, który pod koniec XIX wieku kontrolował blisko 90 proc. rynku - został rozbity na części w 1911 roku, a American Telephone and Telegraph Company, później AT&T, w swoim czasie największa na świecie firma w tej branży, została objęta regulacjami w 1913 roku jako przedsiębiorstwo użyteczności publicznej.

Teraz okiełznać gigantyczne firmy będzie znacznie trudniej, rozbijanie ich na części nie jest dobrym rozwiązaniem, bo pogorszy jakość i koszty usług dla klienta, a najprawdopodobniej i tak jakieś "jedno Googlątko czy Facebaby zgarnie w końcu wszystko" - wyjaśnia "Economist".

Tygodnik proponuje więc szukanie pomysłowych rozwiązań na zmuszenie gigantów do dzielenia się efektem skali - na przykład stworzenie przepisów, które zobowiązywałyby firmy, które same są platformami, do udostępniania konkurentom za opłatą pakietów danych, na takiej mniej więcej zasadzie, na jakiej płaci się za licencję na patent. "Nie będzie to łatwe, ale pozwoli okiełznać tytany nie niszcząc korzyści jakie przyniosły" - konkluduje "Economist".