Zdaniem ekspertów prawnych wyrok sądu w Nowym Jorku jest istotnym ostrzeżeniem dla innych polityków, którzy podobnie jak prezydent Donald Trump używają Twittera do porozumiewania się ze swoimi wyborcami.

- Chociaż wyrok ten dotyczy głównie prezydenta, z pewnością ma znaczenie też dla kongresmenów czy gubernatorów - powiedział cytowany na portalu telewizji NBC Adam Sharp, który w latach 2010-2016 pracował dla Twittera.

- Politycy muszą zrozumieć, że operują w wycinku przestrzeni, która ma charakter publiczny - zauważył Sharp w odniesieniu do wykorzystywania przez polityków mediów społecznościowych.

Zdaniem wielu konstytucjonalistów odwołanie administracji prezydenta Trumpa od wyroku ma duże szanse powodzenia w sądzie wyższej instancji. Jednak według profesora dziennikarstwa Christian Texas University Chipa Stewarta niezależnie jak potoczą się losy sprawy w sądach wyższej instancji, jest to bardzo dobra decyzja dla zwolenników (gwarantującej wolność słowa) pierwszej poprawki do Konstytucji USA.

- Oczywiście upłynie bardzo dużo czasu, zanim ta decyzja stanie się obowiązującym prawem w całym kraju - dodał profesor Stewart cytowany na portalu NBC.

Wyrok został wydany w środę w procesie wytoczonym Trumpowi przez broniącą wolności słowa organizację Knight First Amendment Institute z uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku w imieniu wielu krytyków polityki prezydenta, których dostęp do profilu przywódcy na Twitterze został przez Trumpa zablokowany - uniemożliwiono im obserwowanie wpisów prezydenta oraz reakcji innych obserwujących.

W 75-stronicowym uzasadnieniu orzeczenia sędzia Naomi Reice Buchwald argumentowała, że Trump używa swojego konta na Twitterze jako konta publicznego do komunikowania decyzji, które może podjąć tylko prezydent Stanów Zjednoczonych. Dlatego - jak tłumaczyła - konto na Twitterze prezydenta Trumpa jest elementem jego publicznego dyskursu i jako takie podlega zasadom Konstytucji.

Amerykański prezydent na Twitterze informował np. o nominacji Christophera Wraya na stanowisko dyrektora FBI; również na Twitterze w sposób bezceremonialny zwolnił Rexa Tillersona ze stanowiska sekretarza stanu.

Sędzia Buchwald nie nakazała prezydentowi odblokowania dostępu do profilu na Twitterze osobom już zablokowanym, stwierdzając w uzasadnieniu, że zwrócenie uwagi na "sprzeczność z Konstytucją takich praktyk powinno być wystarczające".

Natomiast rzeczniczka ministerstwa sprawiedliwości, które występowało w obronie prezydenta Trumpa, powiedziała po wydaniu wyroku, że "resort, z całym szacunkiem, nie zgadza się z jej wyrokiem i rozważa następne kroki".

Do tej pory resort nie podjął decyzji, czy odwoła się od wyroku do federalnego sądu apelacyjnego.