Sony musiało z pewnością wyłożyć niezłą sumkę, by upchnąć swój telefon u boku agenta Jej Królewskiej Mości. A dokładnie - w jego kieszeni. Stawka była wysoka, była szansa powtórzyć sukces słynnego "banana" Nokii, który pod koniec lat 90. objawił się w filmie "Matrix" i podbił w ten sposób serca wczesnych komórkowców. Dlatego nie dziwi, że Sony do filmu o Bondzie wystawiło swojego najlepszego smartfona - model Xperia T.

Dwurdzeniowy procesor Qualcomm Snapdragon S4 taktowany zegarem 1,5 GHz sprawdzi się w sytuacjach, w których od płynnego działania aplikacji zależy życie agenta. Sony stosuje dziwną politykę jeszcze z czasów związku z Ercicssonem, gdy dawało dużo słabszy procesor niż konkurencja - w topowych konstrukcjach powinien się znaleźć czterordzeniowy układ Tegra. Grafika Adreno 225 wspomagana silnikiem Bravia Mobile i 1 GB pamięci RAM pozwoli uniknąć śmiertelnej nudy w czasie specjalnej misji przetrwania w miejskich korkach i odpalić sobie w przyzwoitej jakości film o bondowskich przygodach. Tym bardziej, że do dyspozycji ma wyświetlacz o rozdzielczości 1280 x 720 pikseli. Ekran LCD o przekątnej 4,55 cala nie rzuca jednak kolorami na kolana, skoro taki choćby Samsung S3 może pochwalić się ekranem AMOLED i przekątną 4,8''. Jakość ekranu jest całkiem dobra, choć daleko mu do wyświetlacza Lumii 920. Procesor też radzi sobie z grami, czy aplikacjami, choć

Ale dla prawdziwego mężczyzny nie rozmiar się liczy, a praktyczne zastosowanie. Jak więc Sony Xperia T radzi sobie w boju?Szybkość pobierania danych? Przez moduł 3G maksymalna to 42 Mb/s. Do tego oczywiście dwuzakresowy WiFi, GPS, Bluetooth 3.1, czyli wszystko, co szanujący się smartfon musi posiadać.

Ale telefon Jamesa Bonda przede wszystkim musi wyglądać. Z takiego założenia wyszli chyba jego twórcy i trzeba przyznać, że design przyciąga wzrok. Także wzrok kobiet, które przecież nie odstępują przystojnego agenta na krok. Błyszcząca wzmocniona tafla czarnego szkła pokrywająca cały front telefonu to jego znak rozpoznawczy tego modelu. "Prostota i elegancja" - zdaje się mówić Xperia T.

Jednak wystarczy odwrócić telefon, a prostota i elegancja zmienia się we wstrząs i zmieszanie.

Tylna pokrywa, a dokładnie matowy plastik, z jakiego została wykonana, nie współgra z charakterem tego sprzętu. Choć od wersji srebrnej zdecydowanie lepiej prezentuje się wersja czarna pokrywy (jest przyjemniejsza w dotyku), to trudno oprzeć się wrażeniu, że telefon agenta Jej Królewskiej Mości czułby się po królewsku w poliwęglanowym wykończeniu, jak Nokia Lumia.

Wrażenia nie poprawia łukowato wygięty wklęsły tył, który ma nawiązywać do Xperii arc. W zamyśle twórców chodziło zapewne o to, by lepiej leżał w dłoni, jednak przyjemność obcowania z telefonem psuje nieprzystający do jego elitarnego charakteru plastik, sprawiający wrażenie zaczerpniętego wprost ze starych modeli Sony Ericssona.

Niefortunnie umieszczono również przyciski funkcyjne smartfona. Niby są na bocznej krawędzi, niby wszystko z nimi w porządku, ale gdy próbujemy odblokować aparat, okazuje się, że ułożenie wszystkich w jednym miejscu, na dole po prawej stronie, to raczej niezbyt dobre rozwiązanie z punktu widzenia budowy ludzkiej dłoni. Szczególnie, jeśli mówimy o dłoni wyposażonej w grube i niezbyt zwinne palce. Ale nie zapominajmy, że agent 007 nie takie rzeczy ma w małym palcu.

Razi również rzucające się w oczy gniazdo miniUSB. Niczym nie zabezpieczone. Choć trzeba przyznać, iż jeśli miałoby być osłonięte zaślepką z plastiku takiego jak klapka w tylnej obudowie, kryjąca sloty kart SIM i microSD (maksymalna pojemność karty pamięci to 32 MB), to już lepiej, że jest tak jak jest. Klapka przy każdej próbie wpasowania jej w obudowę skrzypi tak, że z zębów agenta wypadają plomby z cyjankiem.

Za to egzamin zdaje 13-megapikselowy wbudowany aparat fotograficzny. Choć można mieć wątpliwości, czy to dobrze, że obiektyw wystaje poza obudowę, to wszelkie zastrzeżenia znikają z chwilą, gdy naciśniemy przycisk migawki. Zdjęcia sekretnych planów, tajnych obiektów i pięknych kobiet agenta 007 wyjdą znakomicie. Nawet przy złej jakości oświetleniu lub pod słońce, ponieważ lampa doświetlająca radzi sobie lepiej niż dobrze. Xperia T powodzeniem może zastąpić w czasie wakacji dobry aparat kompaktowy. Co do zastępowania kamery można mieć wątpliwości, jednak obraz nagrany w telefonem w jakości Full HD jest zadowalający. Podobnie jak dźwięk. Trzeba przyznać, że tu akurat producent mocno się przyłożył.

A ponieważ to Sony, w smartfonie nie mogło zabraknąć funkcji o dobrze znanej nazwie Walkman. Dźwięk jest dobrej jakości, aplikacja pozwala również na samodzielną zabawę pasmami korektora, co na pewno doceni agent potrzebujący chwili relaksu po wyczerpującej misji. No, chyba że sytuacja ulegnie nagłej zmianie jak w dobrym filmie sensacyjnym i nagle okaże się, że jesteśmy w środku imprezy. Wtedy wystarczy podłączyć Xperię pod wzmacniacz i mamy doskonały odtwarzacz muzyczny.

Przykrą niespodziankę może za to zrobić bateria. Nie ma też co próbować dostać się do wnętrza telefonu, bo jest niewymienialna. Jeśli weźmie się pod uwagę, że nie poraża pojemnością (1850 mAh), to rozwiązanie z pewnością nie zachwyca. W czasie trudnych zadań bojowych, gdy telefon pracuje pod dużym obciążeniem, trzeba ją ładować codziennie. W tej sytuacji należałoby się spodziewać nieco lepszego źródła zasilania. Tym bardziej, że nie zawsze w czasie misji w dżungli znajdziemy gniazdko, by się podładować. No, chyba że jest to miejska dżungla.

Warto też wspomnieć, że, nie wiedzieć czemu, firma Sony nie zdecydowała się na wgranie do telefonu najnowszej wersji Androida. Ba, nie ma nawet JellyBean. Wersję 4.1 dostaniemy dopiero w lutym przyszłego roku, a o 4.2 nic oficjalnie nie wiadomo. Nieoficjalnie - CyanogenMod jest już dostępny, a na oficjalnych stronach Sony znajdziemy instrukcję, jak go zainstalować. Trzeba tylko pamiętać, że w ten sposób tracimy gwarancję. 

Oczywiście nie dostajemy czystego Androida, a nakładkę producenta. Dostajemy, znany z wcześniejszych modeli interfa, który pozwala nam przewijać wszystkie najważniejsze informacje od SMS-ów po zdjęcia. Rewolucji więc nie ma.

Podsumowując, Sony Xperia T do dobre rozwiązanie ze średniej półki, wyróżniające się dobrym aparatem fotograficznym, godnym polecenia odtwarzaczem muzycznym i przyciągającym wzrok designem (ale tylko z jednej strony). Pytanie, czy jest to komórka do zadań specjalnych? Zdecydowanie nie. Jest za to bardzo praktyczna i mimo kilku niedociągnięć stanowi duży krok naprzód w ofercie telefonów Sony przeznaczonych dla Kowalskiego. Jana Kowalskiego.

Ile to kosztuje? W sklepach możemy znaleźć Xperię T za około 2 tysiące złotych. Oczywiście, u operatorów, przy odpowiednio wysokim abonamencie można ją mieć za złotówkę.