Philips 298P4QJEB wygląda nietypowo - jest dużo szerszy od standardowego ekranu FullHD, a jego przekątna wynosi 29 cali. Na szczęście nie ma błyszczącej matrycy, a matowy IPS, więc nie ma problemu z pracą w jasno oświetlonym pokoju. Monitor można dopasować do potrzeb każdego użytkownika i biurka - możemy dowolnie ustawiać kąt nachylenia i wysokość ekranu. Jest także wyposażony w funkcję pivot.

Ilość złącz może zawstydzić inne ekrany - dwa złącza HDMI, jedno DisplayPort i jedno DVI, do tego cztery porty USB 3.0. Do tego, w przeciwieństwie do konkurencyjnych produktów, do philipsa możemy podpiąć dwa złącza sygnału - nic więc nie przeszkodzi, by do jednego wejścia HDMI podpiąć dekoder satelitarny a do drugiego komputer, albo dwa komputery na raz. 

Jakość obrazu jest bardzo dobra - po wyjęciu z pudełka, monitor osiągnął 98,2 proc. gamy kolorów sRGB bez kalibracji, co jak na ustawienia fabryczne jest rewelacyjnym wynikiem przy matrycy IPS. Nie ma oście żadnych problemów z kątami widzenia, choć, jeśli chodzi o równomierne podświetlenie matrycy, to dolne rogi wydają się lekko świecić.

Komfort pracy jest niesamowity. Bez problemu możemy wyświetlić dwie karty przeglądarki na jednym oknie i utrzymać je w sensownym rozmiarze. Jeśli pracujemy na Windows 7 i wyżej, to problemu z dzieleniem ekranu nie ma - jedno okno przesuwamy do prawej krawędzi a drugie do lewej i automatycznie zajmują one wtedy po pół ekranu. Do pracy na ekranie łatwo się przyzwyczaić, już po kilku godzinach zaczynamy się dziwić, jak można wcześniej było pracować na normalnym monitorze.

Po ustawieniu ekranu do pionu, możemy ustawić dwa dokumenty jeden pod drugim, co ułatwia ich czytanie - jeśli włączymy opcję "auto rotate" w menu, to wszystkie ikony i wygląd pulpitu jest automatycznie dostosowane do wersji pionowej. Trzeba jednak przyznać, że praca w takim ustawieniu jest zbyt męcząca.

Filmy wyglądają świetnie - nie ma żadnych czarnych pasów na krawędziach, wszystko odtwarza się płynnie. Problemy za to pojawiają się w grach - nie wszystkie aplikacje pozwalają ustawić natywną rozdzielczość ekranu i trzeba ją skalować, co czasem nie wygląda zbyt dobrze. Niemniej jednak efekty są rewelacyjne - mamy znacznie większe pole widzenia i "World of Warcraft" wygląda fantastycznie. Oczywiście wzrost rozdzielczości wymaga dobrej karty graficznej, bo moja 670 GTX w "Final Fantasy XIV" wpadła w lekką zadyszkę, mimo że przy normalnym ekranie FullHD nie miała żadnych problemów. Panel jest szybki - żadnych opóźnień czy smużeń nie ma.

Czego można się czepiać? Drobiazgów - ot choćby umieszczenia przycisków sterowania menu - są na dolnej krawędzi mnitora, więc nie widać co naciskamy i do czego przycisk służy. Próba zmiany ustawień jest czystą loterią i trochę czasu zajmuje, zanim nauczymy się, który przycisk służy do zmiany parametrów, a który do wyłączenia ekranowego menu.

Podsumowując - jeśli szukamy ekranu do pracy, to nie znajdziemy lepszego. Mogę z czystym sumieniem polecić Philipsa 298P4QJEB każdemu, kto pracuje na kilku oknach na raz. Jest także świetnym urządzeniem dla graczy (choć warto sprawdzić, czy gry, których używamy obsługują natywną rozdzielczość). Oczywiście trzeba za niego zapłacić 1900 złotych, czyli tyle, co za dwa dobre monitory 24" - jednak nawet po połączeniu ich w Eyefinity, nie uzyskamy takiego komfortu pracy, co na ekranie Philipsa.