Z Ultra robi wrażenie - to duża, biała cegła, która prędzej pasuje do stołu pingpongowego, niż do kieszeni. Długość telefonu to aż 18 centymetrów, a przekątna ekranu to 6,44 cala. Telefon idealnie pasuje designem do całej rodziny Z - z obu stron mineralne szkło, podobny srebrny przycisk sterujący. Do tego Z Ultra też jest wodoodporny.

Pod maską znajdziemy procesor Snapdragon 800 firmy Qualcomm taktowany zegarem 2,2 gHz i 2 GB pamięci RAM. Do tego 16GB pamięci wewnętrznej, rozszerzanej kartą SD. Całość sterowana jest Androidem w wersji 4.2.2, choć Sony obiecuje, że zarówno Z Ultra, jak i Z1 mają wkrótce dostać wersję 4.3 i 4.4.

Ekran o rozdzielczości FullHD wyposażony jest w programowe funkcje poprawiające jakość, jak choćby znany z telewizorów silnik X-Reality. Gęstość pikseli to aż 344, co na tak duży ekran jest bardzo dobrym osiągnięciem. Radzi też sobie dobrze w jasnym świetle. Do tego ekran wykrywa dotknięcia ołówkiem, a nie tylko palcem - co bardzo pomaga, przy traktowaniu telefonu, jak zeszytu i pisaniu notatek, jak na papierze.

Telefon jest naprawdę szybki - nie ma problemów z przewijaniem ekranu, wszystkie gry działają płynnie i sprawnie, a nakładka Sony na Androida nie jest tak denerwująca, jak innych producentów. Kolory są naturalne, nie są tak przesycone jak na S-AMOLED.

Czy telefon jest wygodny? Na początku są pewne problemy z obsługą "cegły". Dziwnie leży w dłoni, a ekran jest tak duży, że ciężko go jedną dłonią obsługiwać. Po kilku dniach użytkowania, można się przyzwyczaić do urządzenia. Większość funkcji jesteśmy w stanie włączyć jedną ręką. Rozmiary nie przeszkadzają tak bardzo, gdy rozmawia się przez Z Ultra. Mieści się dobrze w kieszeni marynarki, wchodzi także do bocznej kieszeni jeansów.A po powrocie do zwykłego telefonu, czujemy, że czegoś brakuje.

Wydawać by się więc mogło, że Ultra jest produktem świetnym - przepiękny ekran, idealne rozmiary do przeglądania sieci, czy oglądania filmów. Niestety, telefon ma jednak dwie poważne wady, które mogą dla wielu osób stać się przeszkodą nie do przeskoczenia. Po pierwsze brak lampy błyskowej i dość słabe zdjęcia przy złym świetle. Po drugie pojawiają się problemy z pojemnością baterii.

W pogoni za designem i idealnymi kształtami, projektanci mocno odchudzili "zetkę" - waży 212 gramów, a jej grubość to tylko 6,5 milimetra. To oznacza, że nie można do niej było wsadzić dużej baterii. Ogniwo o pojemności 3050 mAh jest zbyt słabe, na tak duży ekran i silny procesor. Przy przeglądaniu sieci zdarza się, że akumulator rozładowuje się w tempie 1 proc. na dwie minuty. To fatalny wynik - w końcu taki smartfon prosi się, by nie tylko przez niego rozmawiać, ale długo przeglądać w nim sieć. A to możliwe jest tylko, po podpięciu go do ładowarki. Zwłaszcza, ze nie można wymienić baterii na nową, w pełni naładowaną.

Podsumowując - Z Ultra to bardzo ciekawy smartfon. Z jednej strony jest na tyle duży, że zwraca na siebie uwagę. Ma świetny ekran, potężny procesor, jest wodoodporny, ma też w miarę dobry aparat (ale tylko przy odpowiednim oświetleniu). Z drugiej strony pożera baterię, jak Ciasteczkowy Potwór słodkości. Wszystko zależy od tego, do czego potrzebujemy komórki. Jeśli nie mamy długo dostępu do prądu, to nie jest to "phablet" dla nas. Jeśli jednak, wiele czasu spędzamy w samochodzie, czy biurze, to Z Ultra jest bardzo dobrym rozwiązaniem.

Pozostaje tylko nadzieja, że Sony wyciągnie wnioski z tego smartfonu i, tak jak naprawiło niedociągnięcia Z w Z1, tak Z1 Ultra dostanie dużo mocniejszą baterię i lampę błyskową, bo nic więcej zmieniać nie trzeba.