Od razu widać, że Mate 7 aspiruje do ekstraklasy smartfonów - jego design jest bez zarzutu. Ładna aluminiowa obudowa, duży wyświetlacz i cienkie ramki od razu pokazują, ze to nie jest tani, plastikowy smartfon z Dalekiego Wschodu.

Duży ekran o przekątnej 6-cali i rozdzielczości FullHD robi bardzo dobre wrażenie - kolory nie są zbyt przesycone, dobry jest kontrast i nie ma problemów z kątami widzenia. Da się też bez problemów obsługiwać go w jasny, słoneczny dzień. Rozdzielczość FullHD wystarczy dla smartfona, do tego nie ciągnie tak mocno baterii jak 1440p.

Najlepszym elementem telefonu jest jego interfejs - tak dobrze przemyślanej nakładki na Androida nie widziałem dawno. Możemy choćby przyznać poszczególnym aplikacjom osobne prawa dostępu do naszych prywatnych danych, każdemu programowi możemy też przypisać, czy może się łączyć z siecią 3G, czy ma działać tylko na WiFi. Jest też opcja, która pozwala wybrać te programy, które mą wysyłać powiadomienia push. 

Podsumowując - Mate 7 ma świetne oprogramowanie i bardzo dobrą jakość obudowy. Niestety, Huawei nie do końca przemyślał jakość podzespołów. Szkoda, że zamiast sprawdzonych rozwiązań Qualcomm, chiński koncern sięgnął po własny układ, który wypada dużo gorzej w testach. Szkoda też, że nie mamy w Polsce wersji z 32GB miejsca na aplikacje, a zaledwie z 16.

Dlatego trzeba się zastanowić, do czego telefonu potrzebujemy - jeśli szukamy urządzenia do wygodne przeglądania sieci, czytaniu książek i komiksów, czy oglądania filmów, to Mate 7 jest dobrym rozwiązaniem, jeśli zaś będziemy na nim głównie grać, to są lepsze propozycje.

ZOBACZ TAKŻE: Producenci smartfonów rezygnują z "patelni">>>