Philips

Kolory ekranu, jak na matrycę TN są bardzo przyzwoite. Z testów wynika, że paleta barw monitora to aż 98 proc sRGB (zwykle TN osiągają zaledwie 95 proc.). Po kalibracji udaje się też osiągnąć współczynnik delta-E 1, czyli uzyskać prawie idealne odwzorowanie kolorów. Nie ma też kłopotów z równomiernym podświetleniem ekranu. Oczywiście, problemy pojawiają się, gdy patrzymy na monitor nie wprost - kiepskich kątów widzenia matrycy TN nie jest w stanie pokonać nawet Philips.

Jak monitor sprawdza się w grach? Odświeżanie i czas reakcji sprawiają, że nie ma mowy o żadnych opóźnieniach. Do tego, dzięki modułowi G-Sync znika wreszcie irytujący problem wyboru między opóźnieniami przy włączonej synchronizacji pionowej, czy przy tzw. tearingu jeśli ilość FPS nie odpowiada odświeżaniu monitora. Moduł "nakazuje" monitorowi poczekać z odświeżeniem ekranu, póki układ graficzny nie wyrenderuje nowej klatki. To sprawia, że wszystko jest idealnie płynne (co liczy się szczególnie przy sieciowej rozgrywce w FPS).

Monitor byłby idealny, gdyby nie jeden problem - rozdzielczość FullHD. Z jednej strony rozumiem Philipsa - koncern chciał, by monitor mogli kupić gracze, którzy nie mają najnowszej karty graficznej, a by uzyskać wysoką liczbę klatek na sekundę w rozdzielczości FullHD nie trzeba mieć "wypasionego" sprzętu. Z drugiej jednak strony, rozdzielczość 1080p jest zbyt niska, jak na 27-calową przekątną. Szkoda, że nie wydano dwóch wersji monitora - 24-calowej z 1080p i 27 z 1440p. Do tego, jak na 27" calowy FullHD ekran jest za drogi - jego cena to 2200 złotych.

Jeśli jednak graczom nie przeszkadza rozdzielczość i chcą mieć zapewnioną nie tylko idealną płynność, ale także rewelacyjne, jak na TN, odwzorowanie kolorów, wtedy ten ekran Philipsa taje się bardzo dobrym wyborem.