Ostatnio mój kolega z pracy (choć „kolega” to trochę na wyrost, właściwsze byłoby powiedzenie – osoba, z którą zmuszony jestem od wieków współpracować), zadał mi pytanie: dlaczego w twoich testach telefonów tak mało jest o samych telefonach? No wiesz, cyferki, milimetry, centymetry, cale, pixele, kilogramy i takie tam? Rzuciłbym okiem i już bym wiedział, o co chodzi. Chciałem mu wyjaśnić, że specyfikację podaje każdy producent przy danym modelu telefonu i można sobie ją łatwo sprawdzić. Natomiast tego, jak telefon działa, już tam nie będzie.

Ale znam go już długo, więc wiem, że dyskusja z nim nie ma sensu. Zatem na specjalne życzenie, garść najważniejszych informacji. Sony Xperia Z3: waga 152 g, wielkość 5,2 cala, ekran 424 ppi, bateria 3100 mAh, pamięć wbudowana 16 GB, pamięć RAM 3 GB, karty pamięci microSD, microSDHC, microSDXC (do 128 GB). A, zapomniałbym o procesorze: Qualcomm Snapdragon 801 8974AC. Zegar procesora: 2,50 GHz. Liczba rdzeni: 4 GPU: Adreno 330 @578 MHz. I jeszcze może aparat: 20,7 mpx.

Zestaw cyferek zaiste imponujący, więc mój drogi marudo, skoro już wiesz wszystko, możesz lecieć do sklepu wymieniać swoją starą nokię na super nowoczesny smartfon. A ja w tym czasie napiszę, dlaczego cyferki wyglądają dobrze głównie na papierze i nie wszystko złoto, co się świeci.

Jaki jest najsłabszy punkt wszystkich smartfonów? Bateria. Choć niemal każdy producent instaluje jakiś specjalny energooszczędny tryb, po którego włączeniu czas pracy aparatu ma się wydłużyć, to prawda jest taka, że to pic na wodę. Intensywnie używany telefon musi się rozładować, bo ekran pobiera prąd. Cudów nie ma. A może są? Ostatnio przeglądając jedno z moich ulubionych forów znalazłem wątek, którego autor chwalił się, że nie ładował swojego smartfona od 50 dni. Sprawa się wyjaśniła, kiedy w kolejnym wpisie przyznał się, że używał go wyłącznie jako budzika, a telefon ustawiony był na tryb samolotowy (gdzie odłączone są praktycznie wszystkie moduły mogące pobierać energię). Czyli smartfon może działać miesiąc na jednym ładowaniu? Może. Nie można go tylko za bardzo używać.

CZYTAJ TAKŻE: Supersłuchawka + bajer, który wkurza. TESTUJEMY SAMSUNG GALAXY NOTE EDGE >>>

Zastanawiacie się pewnie, co to wszystko ma wspólnego z Xperią Z3?  Otóż ma i to bardzo dużo. Twórcom tego telefonu musiała przyświecać mniej więcej taka myśl – zróbmy coś, żeby ludzie jak najrzadziej go włączali, a jak już to zrobią, to niech jak najszybciej go wyłączą. By ich szatański plan się powiódł, zamontowali najsłabszy wyświetlacz jaki widziałem w telefonach z tzw. górnej półki, czyli za około 2 tys. zł. Wiem wiem, specyfikacja mówi co innego. Ale cyferki to jedno, a normalne użytkowanie to drugie. Obraz jest ostry, ale jakby wyprany z kolorów, po prostu blady. Przeglądanie na nim stron internetowych, choć szybkie, bo jest lte, czy zdjęć, nie sprawiało mi takiej przyjemności jak na innych telefonach. Szczerze mówiąc, w ogóle nie sprawiało mi przyjemności. Robiłem to tylko, gdy była taka potrzeba, a potem natychmiast go wyłączałem. Efekt? 3 dni na jednym ładowaniu (ze stale podłączonym internetem i synchronizacją kilku kont). Sami przyznacie, że to imponujący wynik. Panowie z Sony - jesteście geniuszami.

Kolejna rzecz to zdjęcia. Po pstryknięciu paru fotek w trybie auto, którego używa 99 proc. użytkowników smartfonów, kilka razy sprawdzałem ilość megapikseli, jaka jest tu na pokładzie. 20,7? Serio? Może 2,7? Zdjęcia wychodzą co najwyżej poprawne. I w zasadzie nie byłoby tak źle, gdyby nie to, że producent reklamował ten smartfon jako najlepszy telefon fotograficzny. No więc - telefon z największą liczbą megapixeli – może tak. Ale po raz kolejny okazuje się, że cyferki w specyfikacji niewiele mają wspólnego z rzeczywistymi osiągami. Ale nieźle sprzedają się w reklamach.

CZYTAJ TAKŻE: Zbyt idealny telefon? Spróbujmy go zawiesić... TESTUJEMY SAMSUNG GALAXY S6 >>>

Chciałbym napisać też coś o tradycyjnym teście dzieci, ale przepraszam, nie tym razem. Początek był obiecujący: Tato, co tam masz tym razem? A, nie no fajny, fajny, ładny nawet. A masz coś jeszcze? Efektem "wow" bym tego nie nazwał...

Jeśli więc ktoś: nie zwraca uwagi na wyświetlacz (co ja piszę! Jak można nie zwracać uwagi na wyświetlacz w smartfonie!), a priorytetem jest długi czas pracy na baterii, eleganckie wykonanie (ładne połączenie szkła i metalu), wodoodporność i w dodatku ma sporo pieniędzy do wydania  – Xperia Z3 jest właśnie dla niego. Ja osobiście, akurat wolnej gotówki nie mam...