Przyznam się, że w telefonach nic nie denerwuje mnie bardziej, niż udawanie. Irytuję się, gdy słuchawka ma być klasy premium, ale wykonana jest z plastiku, tyle że imitującego metal albo skórę. Albo gdy telefon ma robić najlepsze zdjęcia na rynku, ale najlepsze to one są na rynku w Pcimiu (przepraszam Pcim), jeśli nikt akurat nie robi tam innych fotek. Albo gdy ma wytrzymywać na jednym ładowaniu 3 dni i może tak jest, ale pod warunkiem, że w tym czasie telefonu nikt nie będzie używał. Czy naprawdę producenci uważają wszystkich potencjalnych klientów za idiotów? Czy odrobina szczerości nie opłaciłaby im się bardziej, niż nabijanie kupującego w butelkę? Dlaczego nie można powiedzieć – ten model robi po prostu dobre zdjęcia? Dlaczego wszystko musi być naj, skoro takie nie jest? 

Prawda jest jednak niestety taka, że w dzisiejszym świecie kto nie udaje, ten nie istnieje. I nie mówię tu o tak oczywistych i irytujących oszustwach jak szpilki czy push-upy, bo sprawa jest o wiele poważniejsza. Producenci żywności wmawiają nam, że ich produkty są ekologiczne i zdrowe. Banki - że najważniejsze dla nich jest dobro klienta i że są instytucjami zaufania publicznego. Pracodawcy - że nie stać ich na podwyżki czy etaty dla pracowników, bo firma zbankrutuje. A politycy – że chodzi im o dobro naszego pięknego kraju. Czy nasze życie nie byłoby prostsze, gdyby wszyscy uczciwie mówili: chodzi nam o kasę! W nosie mamy ekologię, społeczną odpowiedzialność i inne tego typu wymysły. Liczy się zysk – jak najszybszy i jak największy.

Dlatego gdy zobaczyłem HTC desire eye, szeroko się uśmiechnąłem. To szczery i sympatyczny kawałek białego plastiku z czerwoną wstawką po bokach, (może być też niebieska wersja), który niczego nie udaje. Po prostu jest plastikiem, a nie plastikiem-metalem albo plastikiem-skórą. Tu nie mamy do czynienia z telefonem z aspiracjami do wyższych sfer. To po prostu telefon dla ludzi młodych. Ci lubią to, co modne, a teraz modne są selfie. Jeśli więc krążący po sieci mem: „Był na księżycu, zrobił 5 zdjęć, była w toalecie, zrobiła 37” jest o was, to trafiliście na swój wymarzony model.

Tym, co ma wyróżnić ten telefon z morza innych, jest przedni aparat fotograficzny o matrycy... 13 megapixeli. Tak, to nie pomyłka. 13 mpx mają zazwyczaj aparaty umieszczane z tyłu telefonu. I to te mające uchodzić za lepsze. Tu 13 mpx mamy i z przodu, i z tyłu. Jednak choć ich liczba jest taka sama, to aparat aparatowi nierówny. Ten do robienia „słitfoci” wyposażono w samowyzwalacz i suwak dający możliwość upiększenia twarzy. Lampa błyskowa doświetla, wykorzystując dwa rodzaje światła tak, by zdjęcie wyszło jak najbardziej naturalne i nie było przepalone. Po jego zrobieniu zaś, dzięki specjalnemu trybowi edycji, można je przerabiać na nieskończenie wiele sposobów. Brzmi imponująco i imponujące są efekty. Zdjęcia są ostre, wyraźne, dobrze odwzorowują kolory. Ja, pewnie z racji wieku, a może wyglądu, do miłośników słitfoci nie należę, ale tu robiłem je razem z dzieciakami na potęgę. Świetna zabawa. Za to aparat tylny jest... aparatem tylnym. Nie jest zły, jest dobry, ale nic ponad to. Zdjęcia czasem wychodzą ciemne, czasem przepalone, nie ma też stabilizacji obrazu. 

Z myślą o młodych HTC pomyślało też o wodoodporności. Ze smartfonem spokojnie można wejść do wanny czy pójść do toalety bez obawy, że stanie się coś złego. Bardzo dobry jest też odtwarzacz muzyki, a telefon ma głośniki stereo, co nie jest tak oczywiste nawet w ekskluzywnych modelach innych firm. Można też wybudzić go dwukrotnym stuknięciem w ekran. Mała rzecz, a cieszy. Tak samo jak moduł LTE i slot na karty, dzięki któremu możemy rozbudować 16 GB pamięci wbudowanej. Telefon działa bardzo stabilnie na najnowszej wersji androida – lollipop.

Niestety, w tym morzu udogodnień producent zapomniał o jednej, dość istotnej sprawie – dobrej baterii. Ta zamontowana w słuchawce, bez możliwości wyjęcia, ma ledwie 2400 mAh. Przy tak dużym ekranie (5,2 cala), nie jest to zbyt imponujący wynik. Producent próbował się ratować, obniżając wydajność procesora (bardzo dobry Qualcomm Snapdragon 801), ale to trochę jak leczenie dżumy cholerą. Efekt jest taki, że bateria i tak dość szybko się rozładowuje, a telefon miewa momenty zawahania, których można było uniknąć.

Szczery wygląd HTC nie oznacza, że firma postanowiła zrezygnować z rzeczy dla niej najważniejszej – z zysku. Zastanawiacie się teraz pewnie, dlaczego, skoro ten telefon jest taki fajny, nie znacie nikogo, kto go używa? Odpowiedź jest prosta: cena. HTC zdecydowanie przeszacowało zasobność portfeli młodych ludzi w Polsce. Nowy desire eye to wydatek od 1600 do 1900 złotych. To za dużo, bo choć jest to bardzo sympatyczny i poprawny model, to jednak nic ponad to. Jako rodzic nie muszę więc się bać, że będę wysłuchiwać: tato, a kupisz mi ten telefon? Dziękuję ci HTC.