Telefony, które mam przyjemność testować, to w przeważającej większości modele nowe. Zdarzają się co prawda takie, które przeżyły parę przygód w rękach tymczasowych użytkowników, ale LG G4 które używałem ostatnio, było pod tym względem wyjątkowe. Na moje oko przeszło już takie popularne testy jak: rysowanie gwoździami po ekranie (nie wiem jak gwoździe, ale ekran udało się zadrapać), rozbijanie kafelków rogami telefonu (popękane, jeden ze sporymi ubytkami, róg oczywiście), czy szorowanie skórzanymi pleckami po papierze ściernym (tu jedynie nie wytrzymał szew na środku). Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, by obrażenia doznane przez niego pozostały bez wpływu na jego działanie. Nie zrozumcie mnie źle, nie domagam się wcale, by każdy telefon jaki otrzymuję, pachniał nowością. Bardziej martwię się o to, na ile działanie konkretnego egzemplarza jest reprezentatywne dla wszystkich innych. Bo mój, jak na przedstawiciela topowych modeli, działał cokolwiek dziwnie.

LG do smartfonowej ekstraklasy aspirowało już od dłuższego czasu, ale weszło do niej dopiero modelem G2. To bardzo udany telefon, charakteryzujący się stabilnym oprogramowaniem, płynnością działania, ze świetnym ekranem, aparatem fotograficznym i rewelacyjną wręcz baterią. Miał też minusy – na przykład jedynie 16 GB pamięci wewnętrznej (dystrybucja w Polsce, w Europie była wersja z 32 GB) i brak slotu na karty pamięci czy niewymienną baterię. To poprawiono w następcy G2 – G3. Jak wiadomo jednak, wrogiem dobrego jest lepsze. W G3 ulepszono ekran, pakując na 5,5 calach rozdzielczość QHD. To spowodowało większy pobór energii, czyli krótszy czas pracy baterii i mniejszą płynność działania. Nadal jednak był to bardzo dobry smartfon, zwłaszcza w kategorii jakość/cena.

G4 miało być ideałem. Ale moim zdaniem nie jest.

Na pewno poprawiono jakość wykonania. Plecki nie są już standardowo plastikowe, lecz obszyto je skórą w różnych kolorach (a nie jej sztuczną imitacją). Dzięki temu telefon wygląda elegancko i pomimo dużych rozmiarów (5,5 cala), trzyma się go w dłoni bardzo przyjemnie i pewnie, nie ześlizguje się też z gładkich powierzchni.

Ekran to poprawiona jednostka z G3 mająca mieć lepszy kontrast, większą jasność i paletę barw. I pewnie tak jest. Problem jednak w tym, że korzystając z automatycznego ustawienia jasności, ekran wciąż był ciemny. Gdy chciałem komuś pokazać zdjęcia, musiałem ustawiać ją ręcznie, inaczej widoczność była po prostu słaba. Zaniżając jasność ekranu LG chciało wydłużyć czas pracy na baterii. Niestety, poległo. Dzień pracy – i to wcale nie intensywnej – to wszystko, co można wycisnąć z G4. Wynik po prostu kiepski.

Przy okazji. Idealnym dodatkiem do tego telefonu, zwłaszcza na dłuższe wyjazdy, będzie power bank. Ja niestety takiego nie posiadam, jednak dzięki uprzejmości firmy SKROSS, która ma takie w swojej ofercie, mogłem skorzystać ze sprytnej ładowarki z dwoma wejściami USB - do ładowania dwóch komórek jednocześnie. Jakże pożyteczne jest to narzędzie, przekonałem się spędzając weekend na działce w okolicach Zegrza. Po włożeniu do gniazdka ładowarka zaczęła wydawać świdrujący pisk. Najpierw myślałem, że jest zepsuta, ale szczęśliwie komórki się ładowały, a z domku zaczęły uciekać wszystkie muchy, komary i inne stworzenia, na sympatycznej szarej myszce, która noc wcześniej zeżarła nam herbatniki – kończąc. Ciekawe, czy promocja na ultradźwięki dotyczyła tylko mojego egzemplarza, czy też są one dołączane w każdym zestawie.

Wracając do LG. Kiepsko niestety jest nie tylko z baterią, ale i płynnością działania. Lagi – czyli opóźnienia w przewijaniu np. pulpitów czy stron internetowych – to coś, co w tzw. flagowcach, czyli najlepszych telefonach danej marki, praktycznie nie występuje. W G4 niestety tak. Zdarza się, że po wybudzeniu telefonu (knock on, czyli podwójne stuknięcie w ekran, w taki sam sposób go usypiamy, fizyczne przyciski są umieszczone z tyłu telefonu) i próbie przewinięcia pulpitu telefon zamyśli się na sekundę lub dwie. Bardziej irytujące jednak bywają opóźnienia podczas przesuwania stron przy przeglądaniu internetu. Takich sytuacji nie było ani w Samsungu S6, HTC M9, Xperii Z3 czy Z3 plus, czy Huaweiu P8 – a z tymi telefonami G4 staje w szranki.

Wstydu nie ma za to w aparacie fotograficznym. To zdecydowanie najmocniejsza strona G4. Zdjęcia potrafią mieć nawet po 11 MB wielkości, a jakością ustępują jedynie chyba Samsungowi S6. Tryb auto działa bardzo dobrze, a jeśli ktoś lubi się bawić, ma pole do popisu w trybie manualnym. W moim egzemplarzu jednak parę razy aparat się „zerował” i musiałem od nowa wybierać tryb podstawowy czy kartę pamięci jako domyślne miejsce zapisu zdjęć.

W G4 możemy znaleźć jeszcze sporo innych rzeczy. Jest więc np. pilot do telewizora – na wypadek, gdybyśmy zgubili ten normalny, LG Health – czyli aplikacja która przypomni, ile kalorii ma ciastko czy lody i przegoni nas dwa razy dookoła domu, by to wszystko spalić. Albo sprytne podpowiedzi, wyświetlające się pod prognozą pogody np. „Temperatura będzie się gwałtownie zmieniać, więc dostosuj swoje plany”. Dzięki. Wszystkie te cuda powodują, że z dostępnych na papierze 32 GB pamięci zostaje nam nieco ponad 20. Na szczęście jest gdzie wetknąć kartę pamięci. Odtwarzacz muzyki gra dobrze, tak samo jest z filmami. GPS działa doskonale, jakość połączeń świetna, internet oczywiście z modułem lte, ale znów – mój model parę razy gubił zasięg i za nic na świecie nie chciał go złapać, pomagało dopiero wyłączenie i włączenie telefonu.
Całość napędza procesor firmy Qualcomm, na szczęście nie przegrzewający się Snapdragon 810, a 808. Intensywnie używany G4 nagrzewa się, ale nie osiąga temperatury wrzenia. Te wszystkie atrakcje dostaniemy za około 2300 złotych.

Moim zdaniem jak na flagowy model - irytujących błędów w G4 jest sporo. Z ciekawości poczytałem i posłuchałem sobie recenzji w internecie. I mam wrażenie, że mówimy o dwóch różnych telefonach. Dawno nie widziałem takiej ilości ochów i achów. Żeby było jasne. Ten telefon nie jest zły. Ale też nie jest taki wspaniały, jak wszyscy by oczekiwali. W dodatku niepokojąco oddala się od swojego protoplasty – G2, który działał długo i płynnie. Tylko tyle i aż tyle. LG ma jeszcze nad czym pracować.