MyPhone hammer AXE LTE to nie jest telefon dla różowych księżniczek, ani zarośniętych chłopców w obcisłych przykrótkich porciętach. To telefon dla prawdziwych mężczyzn. I nie mam tu na myśli łysych karków przesiadujących godzinami na siłowniach, ani też wymuskanych korporacyjnych garniturowców. To telefon dla osób, które naprawdę pracują. Wstają o piątej rano, biorą siekierę pod pachę i idą wyciąć pół lasu. Albo jadą przez całą Polskę ustawiać towar na półkach, a potem robią fotografie i przesyłają je mailem do centrali, żeby ich ulubiony szef mógł odpisać „opakowanie kawy, szósty rząd od góry, lewa półka – przesuń 3 centymetry w prawo”. Sami rozumiecie, że w takiej chwili trzeba czymś cisnąć o podłogę. Hammer AXE jest właśnie do tego stworzony.

Twórcy hammera zamknęli go w grubej, ciężkiej i solidnej gumowej obudowie, tak, by po telefonie można było jeździć, skakać, rzucać nim o ścianę, upuszczać w piasek czy do wody. Słowem, by można było robić te wszystkie rzeczy, których z delikatnymi smartfonami robić nie można.

Wizualnie dało to efekt wręcz niesamowity. Jeśli ktoś chciałby zrobić wrażenie telefonem, to niech da sobie spokój z najnowszym iPhonem i zainwestuje w hammera. Nie spotkałem osoby, która nie spytałaby się - co to jest? Nie wiem tylko, czemu czasem towarzyszył temu drwiący uśmieszek. Estetyka estetyką, ale w tym telefonie nie ona jest najważniejsza. Co do praktyczności - producent mógł pomyśleć o troszkę głębszym osadzeniu ekranu, tak by gumowe boki lepiej chroniły go przed upadkiem. Kłopotliwe jest także rozmieszczenie przycisków głośności, które leżą po prawej stronie, równolegle do przycisków PTT i SOS (o nich za chwilę). Biorąc telefon w dłoń i zwiększając lub zmniejszając głośność, często równocześnie naciskałem przycisk leżący z drugiej strony.

Chwili zastanowienia wymagało ode mnie znalezienie slotów na dwie karty SIM czy kartę pamięci. Okazało się, że są one umieszczone z tyłu telefonu, a dobrać się do nich można odkręcając dwie śrubki dołączonym do zestawu małym wkrętakiem. Jedno wejście jest na kartę mini SIM, drugie na mikro. W każdym momencie można zdecydować, której karty chcemy użyć do transmisji danych. Oba sloty obsługują LTE. Krótką chwilę, jako osobie nieobytej z dual-simami, zajęło mi też rozgryzienie, w jaki sposób wybierać kartę, z której zadzwonimy. Najlepiej po wybraniu listy wszystkich kontaktów ściągnąć górną belkę i tam zaznaczyć opcję „zawsze pytaj”. Wtedy przed każdym połączeniem będziemy mogli wybrać, z której karty chcemy akurat skorzystać.

Zawsze zadziwia mnie też, jak producenci liczą pojemność wbudowanej pamięci. Tu na przykład teoretycznie mamy jej 16 GB. Ale jest ona podzielona na pamięć wewnętrzną – 7,75 GB i pamięć telefonu 4,31 GB. Czyli w sumie 12,06 GB. A gdzie pozostałe 4? Oczywiście część jest już zajęta przez oprogramowanie, zostaje nam więc tej pamięci jeszcze mniej. Na szczęście – po pierwsze mamy slot na karty pamięci, a po drugie, możemy w ustawieniach wybrać, gdzie chcemy, by zapisywały się aplikacje – na kartę pamięci czy do telefonu.

Telefon jest wyposażony w aparat tylni o 13 Mpx matrycy i przedni, 2 Mpx. I robi zaskakująco dobre zdjęcia w dobrych warunkach. Szybko łapie ostrość, a według zapewnień producenta, telefon można spokojnie zanurzać i robić zdjęcia pod wodą. Za spust migawki może wtedy służyć przycisk zwiększania głośności, gdyż ekran po zanurzeniu, co nie jest specjalne zaskoczeniem, wariuje.

Przy okazji jednak uwaga. Włączając aplikację foto, na dole na stałe ustawione mamy dwa przyciski – jeden z symbolem kamery, drugi migawki. Teoretycznie więc wszystko jest jasne - naciskając pierwszy kręcimy filmy, drugi – robimy zdjęcia. A praktycznie? Znajoma, która w swoim telefonie ma dokładnie tak samo wyglądającą aplikację foto, chciała pokazać mi zdjęcia z wycieczki do Holandii. Zamiast nich miała nagrane kilkanaście kilkusekundowych filmów o treści „Zrobiłaś to zdjęcie? Zrobiłam, zrobiłam. Ale dobry nacisnęłaś? No pewnie, głupia nie jestem...”. Dlatego gdy chcecie, by ktoś pstryknął wam fotkę, najpierw upewnijcie się, czy wie, co trzeba nacisnąć.

Z myślą o praktycznych zastosowaniach producent umieścił dwa przyciski na lewym boku telefonu. Górny, z napisem PTT, to, mówiąc w skrócie - krótkofalówka. Naciskając go, możecie przekazywać wiadomości lub odbierać je od określonej grupy osób. Dolny, z napisem SOS, pozwala nam na ustawienie numerów, pod które po naciśnięciu przycisku, telefon najpierw wyśle automatycznie SMS-a SOS, a następnie zadzwoni. Szkoda za to, że nie mamy wgranej fabrycznie aplikacji latarki. Wiem, dogranie jej ze sklepu Play zajmuje chwilę, ale w takim telefonie wręcz prosi się, by była ona od początku.

Używając telefonu, ani razu nie martwiłem się, że zaraz wyczerpie mi się bateria. 3700 mAh pojemności daje duży komfort. 2 dni bez ładowarki z dwoma kartami, włączoną transmisją danych bądź WiFi nie jest żadnym problemem. WiFi łapie bardzo dobrze, telefon nie zrywa transmisji danych a bluetooth paruje się bez problemu z każdym używanym przeze mnie urządzeniem. I na koniec wisienka na torcie, czyli... procesor. Producent zastosował tu MediaTek MT6752. I chyba już pora zerwać z mitem, że jednostki tego producenta zapewniają średni komfort pracy i mają problemy z GPS. Telefon jest szybki jak błyskawica, nie ma mowy o jakichś zacięciach czy spowolnieniach, w dodatku nie przegrzewa się (albo dzięki gumowej osłonie tego nie czuć). Dzieci tradycyjnie zainstalowały na nim tabuny gier i były bardzo zadowolone, bo wszystkie działały na medal. GPS prowadzi nas za rączkę, nie tracąc orientacji nawet w trudnym terenie. A trzeba pamiętać, że mówimy o telefonie za mniej niż tysiąc złotych (o całą złotówkę). Jak dla mnie – stosunek jakości do ceny doskonały.

MyPhone hammer obsługuje też gesty. Możemy wybudzić go podwójnym stuknięciem w ekran, lub przejść do pulpitu głównego przeciągając palcem z dołu do góry. Możemy też dobrać gesty do różnych zastosowań, np. rysując kółko na wygaszonym ekranie przejść bezpośrednio do przeglądarki. Jakby tego było mało, mamy też czujnik oświetlenia, ale uwaga, w słabym świetle działa źle. Nie potrafi dobrać jasności ekranu i wciąż ją zmienia. Lepiej więc w takich warunkach przejść na ustawienia ręczne. Ekran (4,5 cala), nie jest rewelacyjny, ale dość przyzwoity (326 ppi). Na minus - bardzo zbiera ślady palców. Telefon pracuje na nieco archaicznej dziś wersji androida 4.4, ale mówiąc szczerze, w niczym mi to nie przeszkadzało. Działa stabilnie, szybko i bez błędów.

Na koniec ostrzeżenie. Przez gumową osłonę wtyczka do ładowarki i jack do słuchawek muszą być ponadstandardowo długie. Dlatego szykujcie się na kłopoty z ładowarkami samochodowymi. Chyba że będziecie mogli do ładowania wykorzystać kabel dedykowany do tego modelu, podłączając go np. do wejścia USB w aucie. A jeśli podepniecie oryginalne słuchawki, przygotujcie się, że nie rzucą was na kolana. Są kiepskie. Odtwarzacz też nie jest z górnej półki, choć mamy w nim equalizer, który co nieco pomaga.
Dwa tygodnie z MyPhone hammer AXE LTE zleciały mi bardzo szybko. I zaskakująco były to bardzo miłe dwa tygodnie. Dzięki dualsimowi nie musiałem nosić dwóch telefonów. Nie musiałem martwić się o to, czy telefon wytrzyma od rana do wieczora. Nie musiałem też obchodzić się z nim jak z jajkiem. Jedyną rzeczą, która mi przeszkadzała, był jego ciężar (230 g). W sporej liczbie teoretycznie lepszych modeli, drażniących rzeczy było o wiele więcej.

To zdecydowanie nie jest telefon dla każdego. Ale osoby, dla których jest on dedykowany, powinny być więcej niż zadowolone. A ja, gdybym był prezesem dużej firmy budowlanej, kupiłbym go nie tylko dla pracowników, ale i dla siebie. Tak, żeby wszyscy by wiedzieli, że nie jestem pozerem, tylko człowiekiem ceniącym ciężką pracę.