Meizu M2 Note to kolejny smartfon, czy w tym przypadku phablet, chińskiego producenta, który możemy kupić w polskich sklepach ze sprzętem RTV AGD. W dodatku możemy go kupić za niezłą cenę - 799 zł. Poprzednik M2 Note - M1 - rozszedł się jak ciepłe bułeczki, a kosztował więcej - 900 zł. Cóż więc takiego niezwykłego, prócz ceny i gwarancji realizowanej w Polsce, jest w tym smartfonie? Ok, będę szczery - nie wiem. Albo raczej - nie potrafię tego dokładnie sprecyzować. Ale coś jest.

Zacznijmy od cyferek. Phablet ma ekran o przekątnej 5,5 cala, 16 GB pamięci wbudowanej, 2 GB pamięci RAM i LTE. Ma także slot na dwie karty SIM, ale zamiast jednej z nich możemy włożyć kartę pamięci. Mamy więc wybór - albo dual SIM, albo więcej miejsca na muzykę, filmy, zdjęcia czy aplikacje, które uda nam się przenieść na kartę. Tył telefonu jest wykonany z przyjemnego w dotyku plastiku, który niczego nie udaje. Przyciski regulacji głośności i włączania umieszczone są nietypowo i dość niewygodnie, na lewej krawędzi. Na szczęście nie trzeba ich niemal wcale używać.

I tu dochodzimy do pierwszej z części "tajnego składnika". To przycisk główny, umieszczony na dole wyświetlacza. Przypomina Samsungowy przycisk "home", ale działa inaczej. Jest to bowiem jedyny przycisk do poruszania się po telefonie. Nie znajdziemy tu np. przycisku wstecz - zastępuje go właśnie przycisk główny, wystarczy, że lekko go dotkniemy. Jeśli przytrzymamy go chwilę dłużej - wrócimy do menu głównego. Reaguje doskonale, a wszystko jest bardzo intuicyjne. Jeśli chcemy wyłączyć telefon, wystarczy przytrzymać go jeszcze dłużej. Ekran z kolorowego zrobi się na chwilę czarno-biały i zgaśnie. Wszystko to wymyślone jest tak fajnie, że już sama myśl o sięgnięciu po Meizu M2 Note wywoływała u mnie uśmiech na twarzy.

Kolejną częścią "tajnego składnika" jest ekran. Jest jednym z najładniejszych, jakie spotkałem w smartfonach. A pamiętajcie, że nie jest to telefon za parę tysięcy, ale za 799 zł! To matryca IGZO TFT Sharpa (401 ppi). Kolory są żywe, soczyste, pięknie odwzorowane. Mamy automatyczną regulację jasności ekranu, obsługuje on także gesty. Czyli standardowo: dwa stuknięcia = wybudzenie ekranu. Przejazd palcem z dołu do góry = przejście bezpośrednio do pulpitu z aplikacjami. Jest też dioda powiadomień.

Kolejną bardzo przyjemną rzeczą jest nakładka systemowa Meizu na Androida 5.1 - Flyme OS - wzorowana na IOS Appla. Wszystkie aplikacje mamy na wierzchu, możemy je sobie dowolnie pogrupować w foldery. Z ciekawszych rzeczy - możemy ustawić na przykład, by na górnym pasku wyświetlała się aktualna prędkość internetu, mamy schowek, w którym skryjemy ważne dla nas aplikacje, trzy tryby pracy baterii, możemy też nagrywać rozmowy. Wszystko dość proste, intuicyjne i łatwe do "ogarnięcia".

Za pracę smartfona odpowiada 64-bitowy procesor firmy MediaTek MT6753 (30202 pkt. w AnTuTu Benchmark). Wszystko chodzi bardzo płynnie, nie ma przycięć i opóźnień. Z GPS problemów nie stwierdzono, gry się nie tną, a telefon, choć się nagrzewa, to jednak nie do nieprzyjemnych dla użytkownika temperatur.

Jeżeli więc właśnie wiążecie buty i chcecie lecieć do sklepu po swojego M2, zatrzymajcie się jeszcze na chwilę. Bo po tym, co napisałem, możecie uznać, że Meizu M2 Note to smartfon idealny. A taki przecież nie istnieje...

Jak zauważyliście, nie napisałem jeszcze nic o aparacie fotograficznym. To 13 mpx jednostka wyprodukowana przez Samsunga. Niestety zrobić nią dobre, ostre zdjęcie, nie jest łatwo. Ja na przykład próbowałem tego dokonać w hali, przy sztucznym oświetleniu, na meczu siatkarek. Przy 10 próbie - zrezygnowałem. Musiałbym wejść na boisko, poprosić panie, by chwilę się nie ruszały, i kilka razy nacisnąć migawkę. Może któreś zdjęcie by wyszło. Smartfon łapie ostrość bardzo długo, w dodatku w dość dziwny sposób. Postanowiłem mu ułatwić zadanie i w słoneczny dzień poszedłem sfotografować żółwia. W dodatku żółwia, który się nie rusza. Ot, taka sympatyczna rzeźba na jednym w wolskich skwerów. Aparat w trybie auto, naciskam migawkę i... niestety nawet żółw z żelaza okazał się zbyt szybki dla M2. Za to trawa za nim była wręcz doskonale ostra.

Dlatego najlepiej wspomóc się palcem i dotknąć ekran w miejscu, w którym chcemy mieć skupioną ostrość. Wtedy wszystko powinno już być ok, a zdjęcia będą całkiem przyzwoite.

Kolejna rzecz to bateria. Ma pojemność 3100 mAh. Ja używałem jej w trybie "zrównoważonym". To, co najbardziej mnie w niej irytowało, to spore spadki w nocy, przy włączonym WiFi. Generalnie dzień to ok. 50 proc. zużytej baterii. Ale M2 zostawione na noc, rano miało aż o 16 proc. energii mniej! Spadek w trybie samolotowym był wolniejszy, bo 10 proc., ale moim zdaniem to i tak o wiele za dużo. 

Następną, chyba najbardziej irytującą dla mnie rzeczą, były problemy z mobilnym internetem. Telefon łapał sygnał WiFi świetnie, nie zrywał połączenia, ale problemy pojawiały się, gdy przełączałem się na LTE. Czasami wszystko działało idealnie, ale czasami telefon tracił zasięg i nie mógł połączyć się z siecią. Raz pomagało ręczne wybranie operatora, innym razem wystarczyło po prostu poczekać... 10, 15 min i telefon sam łapał 4G. Pozostaje mieć nadzieję, że to tylko przypadłość mojego egzemplarza.  

Kolejna sprawa to muzyka. By odtworzyć ją we wbudowanej w telefonie aplikacji, najpierw trzeba przenieść ją z karty pamięci do pamięci wewnętrznej. W doinstalowanych aplikacjach do odtwarzania muzyki ze sklepu Play tego problemu nie ma. A skoro już przy sklepie Play jesteśmy. W wersji na polski rynek jest on już zainstalowany, ale nie mamy żadnych aplikacji Googla. Musimy więc sobie doinstalować kalendarz lub mapy, ale np. przy obsłudze poczty dobrze sprawdza się klient zainstalowany już w telefonie.    

Na koniec jeszcze jedno. M2 Note to kolejny telefon tej firmy sprzedawany w Polsce w oficjalnej dystrybucji. Testując inny model - MX 4 - narzekałem, że tłumaczenie na nasz język nie jest idealne i grzebiąc głębiej w menu można natknąć się na chińskie krzaczki. Tu głębiej grzebać nie musimy. Krzaczki mamy na samym wierzchu. Na przykład w nazwach niektórych folderów w galerii.

Do tego w ustawieniach zakładka odpowiadająca za ekran nazywa się... Wiadomości SMS. Oczywiście nie jest to coś, przez co nie da się telefonu używać, ale jakiś niesmak pozostaje. W smartfonach z importu prywatnego byłbym to w stanie zrozumieć, ale do oficjalnej dystrybucji firma powinna się bardziej przyłożyć.

Żeby było zabawniej, pomimo tej imponującej listy niedociągnięć większych lub mniejszych Meizu M2 Note uważam za telefon... całkiem udany. Jego używanie sprawiało mi niekłamaną przyjemność (prócz chwil, kiedy nie mógł połączyć się z internetem). Po prostu coś w nim jest, jakiś tajny składnik z bajki o SpongeBobie, który sprawia, że M2 Note nie jest tylko kawałkiem plastiku. Jest bardzo sympatycznym kawałkiem plastiku.