Hybryda polskiej firmy z dziwną zagraniczną nazwą czerpie garściami z Microsoft Surface. Choć może uczciwiej byłoby napisać, że najzwyczajniej w świecie jest jego klonem, w dodatku wykonanym przez Chińczyków, tyle że sporo tańszym. Co nie znaczy jednak, że tanim. Na komplet wraz z klawiaturą (którą trzeba zakupić osobno) musimy wydać około 2 tys. zł. To całkiem sporo i w tej cenie możemy znaleźć przyzwoicie działające laptopy czy notebooki. Co może nas więc skłonić do zainwestowania w Edge 1161?

Zacznijmy od cyferek. Hybryda jest wyposażona w procesor Intel Core M-Y10c, 4 GB pamięci RAM, 64 GB pamięci wbudowanej (35 dostępnej dla użytkownika), którą na szczęście możemy rozszerzyć kartą pamięci. Układ graficzny to Intel HD Graphics 5300, a bateria ma sporą pojemność 9500 mAh. Mamy wejścia mikro USB 2.0 i USB 3.0 oraz mikro HDMI. Nie mamy za to - i moim zdaniem to wielki minus tego sprzętu, którego największa zaletą ma być mobilność - slotu na kartę GSM. Czyli jeśli chcemy skorzystać z sieci, a jesteśmy w miejscu, w którym nie możemy podłączyć się do WiFi, czeka nas udostępnianie internetu ze smartfona. Szczytem wygody tego rozwiązania bym nie nazwał.

Przez swoje proporcje 16:9, (ekran  o przekątnej 11,6 cala) tabletu możemy praktycznie używać tylko w poziomie. W pionie wydaje się niesamowicie długi i jest bardzo nieporęczny.

Urządzenie wykonane jest za to bardzo solidnie - ma metalową obudowę, a podstawka, która podpiera ekran, odchyla się dość ciężko, ale dzięki temu jest bardzo stabilna. Tu duży plus.

Na hybrydzie mamy zamontowaną najnowszą wersję Windowsa – 10-tkę. Mając dotykowy ekran, w końcu ten system zrozumiałem i doceniłem. Korzystanie jest wygodne i intuicyjne, a jeśli ktoś nie będzie potrafił się przestawić, w każdym momencie może przejść z trybu tabletu w tryb PC. Dla mnie sięganie ręką do ekranu było czymś absolutnie naturalnym i aż szkoda, że nie mogę obsługiwać w ten sam sposób swojego laptopa czy firmowej stacjonarki.

Kilka słów wypada poświecić klawiaturze, bez której ten tablet moim zdaniem w ogóle nie ma racji bytu. Łączymy ją specjalnym złączem wspomaganym magnesami i jest to czynność dziecinnie prosta. Zamknięta służy jako osłona dla ekranu. Jej niebieski kolor jest wyraźnym nawiązaniem do microsoftowego Surface, lecz nie o kolor tu przecież chodzi, ale o działanie. Jak dla mnie jest ona bardzo wygodna i pisze się na niej bardzo dobrze - klawisze są wyspowe, mają niewielki skok, są dość czułe i nie trzeba w nie walić z całą siłą (oczywiście ten tekst napisałem właśnie na niej). Czuć jednak, że plastik służący do jej wykonania, nie jest z górnej półki i jestem ciekawy, jak wyglądać będzie jej trwałość przy intensywnym użytkowaniu.

Największą wadą jest gładzik, który działa po prostu słabo - ruchy kursorem są mało precyzyjne i na początku trochę mi to przeszkadzało. Do czasu, kiedy zacząłem hybrydy używać intensywniej - pisać na niej teksty. I nagle okazało się, że nie jest on do niczego potrzebny! Edytowanie tekstu, przesuwanie kursora czy kasowanie wersów - to wszystko w bardzo prosty, intuicyjny i wygodny sposób można zrobić dotykowo, czyli palcem na ekranie. Przeskakiwanie między tekstem a stronami w internecie czy innymi plikami - jedno dotknięcie ekranu i już. A jeśli ktoś nie potrafi obejść się bez myszki - zawsze może ją podłączyć. Świetna sprawa.

Wydajność hybrydy dla podstawowych zadań jest bardzo dobra. Kilka otwartych zakładek czy przeglądanie YouTube nie robi na niej żadnego wrażenia. Szkoda tylko, że ekran nie jest najwyższych lotów. Rozdzielczość jest niska, (jedynie 190 ppi) i to niestety widać. O ile przy edytowaniu tekstów można to jakoś przeboleć, o tyle przy korzystaniu z internetu jest już gorzej, zwłaszcza że kolory są dość matowe i wyprane z barw.

Niską jakość ekranu mógłbym przeboleć, jeżeli przekładałaby się na długość pracy baterii. Jednak choć jej pojemność jest imponująca (9500 mAh), to procenty lecą dość szybko. Dzień intensywnego korzystania (pisanie tekstu, przeglądanie internetu, korzystanie z YouTube) Edge 1161 wytrzyma (wieczorem zostawało mi ok 10 proc. baterii), ale moje oczekiwania wobec sprzętu za 2 tys zł. były nieco większe. Choć z drugiej strony może czepiam się niesłusznie - przecież tablet się nie wyładował, a wszystko co chciałem na nim zrobić - zrobiłem.

W moim egzemplarzu zdarzył się też problem z kartą WiFi, która nagle, bez żadnego powodu, przestała działać. Na szczęście dzięki autonaprawie udało się ją przywrócić do życia i więcej taka niedogodność mnie nie spotkała, ale lekka niepewność pozostała do końca mojej przygody z tabletem.

Kolejna niemiła niespodzianka spotkała mnie, gdy wziąłem się do pisania tekstu. Okazało się bowiem, że jeżeli chcę skorzystać z Worda, muszę najpierw go kupić. Myślałem, że w hybrydzie o zacięciu biznesowym pakiet Office będzie standardem.

Czy więc Edge 1161 wart jest zainteresowania? Wszystko zależy od tego, czego od niego oczekujemy. Jeśli chcemy edytować teksty, przeglądać internet czy korzystać z multimediów - to raczej tak. Zwłaszcza, jeżeli zamierzamy to robić na tzw. mieście. Choć z pewnością będzie nam doskwierał brak możliwości użycia karty SIM. Zastanawiałbym się też, czy nie wystarczyłby nam do tego sporo tańszy Edge 1160.

Jeśli mamy co do Edge 1161 poważniejsze zamiary i chcemy zmusić go do obsługi gier czy np. programów graficznych, to chyba lepiej dajmy sobie spokój i sięgnijmy po jakiś laptop, których w tym przedziale cenowym mamy całkiem spory wybór. Zdecydowanie zakup Edge 1161 należy dobrze przemyśleć, ale jeśli urządzenie wpasuje się w nasze oczekiwania, powinniśmy być zadowoleni.