Chińskie telefony coraz śmielej wkraczają na polski rynek. I nie mam tu na myśli prywatnego importu, ale sklepową dystrybucję. To ważne, bo możemy je kupować bez obawy o to, że w razie awarii będziemy musieli je odsyłać na własny koszt do Azji. To także pokazuje, że sieci handlowe podchodzą do nich z większym zaufaniem, oraz że coraz częściej pytają o nie klienci. I nie ma się co dziwić, gdyż te smartfony oferują doskonały stosunek jakości do ceny. Za kilkaset złotych możemy znaleźć modele nie odstające funkcjonalnością czy wykonaniem od smartfonów najpopularniejszych marek. A jako że Chińczycy to naród pracowity, z modelu na model eliminują błędy i niedociągnięcia swoich telefonów. Krok po kroku zabierają klientów Samsungowi, LG czy Sony, stając się poważnym graczem na światowym rynku.

Według najświeższych danych Digitimes research, firmy monitorującej rynki nowych technologii, po trzech kwartałach tego roku Meizu ma 1,7 proc. udziału w globalnej sprzedaży smartfonów – tyle samo co... Microsoft. Te dwie firmy depczą po piętach Sony (2 proc.). W czołówce mamy też Oppo, TCL czy Xiaomi. Zapewne niewielu z Was o nich słyszało, ale zapewniam, że w ciągu roku czy dwóch to się zmieni. Szlak przecierał im Huawei, który najpierw przyzwyczaił do siebie klientów telefonami budżetowymi, by potem śmiało ruszyć na podbój bardziej prestiżowych segmentów rynku. I zrobił to z sukcesem. Dziś jest już trzecim producentem na świecie, za Samsungiem i Apple.

Wracając do Meizu M2. By stać się jego właścicielem, musimy wydać 599 złotych. Co otrzymamy w zamian? Po pierwsze: ekran o rozdzielczości HD (294 ppi) wykonany w technologi IPS. Brzmi skomplikowanie, więc wyjaśnię krótko - jest bardzo dobry.

Po drugie: idealną wielkość. Jeżeli ktoś szuka poręcznego smartfona, który będzie mógł obsłużyć jedną ręką i który zmieści się w każdej kieszeni, to 5 cali jest zdecydowanie najlepszym rozmiarem. Tyle właśnie ma M2.

Po trzecie: sprawne działanie. Dwa tygodnie płynnej pracy bez samoistnych restartów, zawieszeń i spowolnień. Tak mało i tak dużo. Sercem M2 jest czterordzeniowy MediaTek MT6735 i spisuje się bez zastrzeżeń. Przy okazji - procesory tej marki od jakiegoś czasu bardzo dobrze radzą sobie z GPS i tak też jest w tym przypadku - sygnał jest stabilny a dokładność wysoka.

Po czwarte: dobry aparat fotograficzny. Jakość zdjęć jest dość często bolączką budżetowych telefonów - w końcu producent musi na czymś oszczędzić. Ale prawdę mówiąc nie wiem, na czym oszczędziło Meizu w tym smartfonie. Zdjęcia z 13 Mpx kamery wychodzą bardzo ładne, a telefon radzi sobie o wiele lepiej z łapaniem ostrości niż jego większy brat, m2 note.

Po piąte: czas pracy na baterii. M2 jest dobrze zoptymalizowany, procenty nie wyciekają mu nie wiadomo gdzie. Dwa dni przy średnim obciążeniu nie są dla niego problemem, ale oczywiście grając czy oglądając filmy na YouTube, wyładujemy go szybciej. Najważniejsze jednak, że w swoim działaniu jest bardzo przewidywalny.

Po szóste: dużą ilość pamięci wewnętrznej (16 GB na papierze, 11 w rzeczywistości), którą możemy rozszerzyć kartą SD - o ile nie chcemy używać 2 kart SIM, stabilnie działające LTE (w obu kartach) i diodę powiadomień.

Jak na telefon za 600 złotych (bez złotówki) to bardzo dużo. Oczywiście żeby nie było - minusy też są. Nie ma wbudowanego radia, którego ja dość często używam. Zakładam jednak, że są osoby, które nigdy z niego w smartfonie nie skorzystały, więc dla nich nie jest to żadnym problemem. Większym może być to, że odtwarzacz muzyki (z korektorem), który na słuchawkach gra bardzo dobrze, odczytuje tylko pliki zapisane w pamięci telefonu, a nie na karcie SD. Dziwne. Na szczęście możemy zainstalować jakikolwiek odtwarzacz z Google play i problem mamy z głowy.

Rzeczą, która dla jednych może być wadą a dla innych zaletą, jest system stosowany przez Meizu - Flyme OS. To nakładka modyfikująca Androida - w M2 mamy jego wersję 5.1. Najbliżej jej do tego, co znamy z iPhonów. Wszystkie aplikacje są "na wierzchu", możemy je co najwyżej pochować do folderów. Z aplikacji Google'a preinstalowany jest sklep play. Inne programy tej firmy musimy ściągnąć sami - co daje nam możliwość zainstalowania tylko tych, które używamy, a nie które są nam narzucane.

Przyzwyczajenia wymaga poruszanie się po telefonie - nie znajdziemy tu przycisków ani fizycznych, ani ekranowych. Zastępuje je przycisk home. Naciskając go dłużej - budzimy lub usypiamy telefon (możemy to też zrobić dwukrotnym stuknięciem w ekran). By np. cofnąć się przy przeglądaniu internetu, wystarczy przyłożyć do niego palec. Naciśnięcie przywróci nas do pulpitu głównego. Brzmi skomplikowanie, ale jest bardzo intuicyjne i przyzwyczajenie się do takiej obsługi zajmuje 2-3 minuty.

W swojej klasie Meizu M2 jest bardzo dobrym telefonem. W dodatku nie trapią go bolączki, jakich doświadczyłem, korzystając z M2 Note - czyli przede wszystkim notoryczne zrywanie połączenia z internetem i problemy z łapaniem ostrości podczas robienia zdjęć. Chińczyki trzymają się mocno, a za jakiś czas rynek smartfonów będzie należał właśnie do nich.