Porównania do Galaxy S6 są nieuchronne. Choćby dlatego, że wielu jego posiadaczy zadaje sobie od jakiegoś czasu pytanie: czy warto dopłacać do nowszego modelu? Zwłaszcza, że kosztuje on niebagatelne 3200 zł. Samsung nie zdecydował się przecież na rewolucję, ale na ewolucję - tyle, że w kierunku oczekiwanym przez klientów.

Na początek coś dla wiecznych malkontentów, czyli minusy. Wygląd jest oczywiście kwestią indywidualnej oceny, ale moim zdaniem S7 jest ładniejszy niż S6. Przycisk home czy ramka wokół obiektywu aparatu w wersji Black Onyx, którą otrzymaliśmy do testów, są czarne, dzięki czemu telefon sprawia wrażenie wyciosanego z jednej bryły. Jego boki z tyłu są delikatnie zaokrąglone tak, by lepiej leżał w dłoni. Szkło z przodu i na pleckach, metalowe obramowanie - wygląda to doskonale. Ale skoro miały być wady, to proszę bardzo. Z powodu swojej konstrukcji i materiałów, żaden telefon nie wyślizgiwał mi się z ręki tak często, jak S7. I pół biedy, gdy lądował na materacu. Gorzej, gdy z wysokości metra zapoznał się z kuchennymi kafelkami. Na szczęście nic mu się nie stało, ale specjalny case z pewnością sprawi, że telefon będzie się pewniej trzymał w dłoni. Tyle, że wtedy nie będzie prezentować się już tak doskonale...

Kolejna rzecz to ekran. Oczywiście nie może być gorszy niż ten w S6, bo jest identyczny - 5,1 cala, Super AMOLED, 576 ppi. Kontrast, kolory, kąty widzenia - wszystko to stoi tu na najwyższym poziomie. Świetnie reaguje też na dotyk. Ale tu kolejny minus - reaguje tak bardzo, że dawno nie zdarzyło mi się otworzyć tylu aplikacji, których wcale otworzyć nie chciałem albo podczas przeglądania internetu aktywować przypadkowych linków. Wystarczyło muśnięcie opuszkiem palca. Działo się to bardzo często i na dłuższą metę zaczęło mnie poważnie irytować.

Nowością w tym modelu jest funkcja Always on Display. Dzięki niej nawet po wygaszeniu telefonu na wyświetlaczu pojawia się godzina, data czy informacje o nieprzeczytanych mailach lub nieodebranych telefonach. Teoretycznie funkcja bardzo przydatna, w praktyce jednak dość denerwująca. Na szczęście to usprawnienie można wyłączyć. Ja zrobiłem to po dwóch dniach, inni, którzy testowali ten telefon, nie wytrzymywali nawet doby. Dlaczego? Powody zawsze są takie same - po pierwsze informacje pojawiają się w różnych miejscach wyświetlacza, co sprawia, że wciąż wydaje nam się, że właśnie przyszła nowa wiadomość - telefon niepotrzebnie angażuje naszą uwagę, nie pozwalając się skupić na innych czynnościach. Po drugie - choć producent zapewnia, że ta funkcja nie wpływa znacząco na zużycie baterii, to jednak po jej wyłączeniu telefon pracuje dłużej.

Cóż pozostało z wodotrysków, na które zwracał uwagę Samsung przy promocji najnowszego modelu? Slot na kartę pamięci, który przy dłuższym używaniu może się z pewnością przydać na zdjęcia czy muzykę, oraz wodoodporność, z której jednak nie korzystałem, ale oczywiście lepiej że jest, niżby jej nie było.

O zaletach aparatu fotograficznego PISALIŚMY TUTAJ, więc wspomnę tylko, że jest on doskonały, zwłaszcza jeżeli chodzi o łapanie ostrości - mnie nie udało się zrobić rozmytej fotografii, choć modelami były jeżdżące na hulajnodze i grające w piłkę dzieci. Osobiście wolę jednak proporcje 16:9, które były ustawiane automatycznie w Galaxy S6, niż 4:3 z S7. To jednak kwestia gustu.

Pod "maską" najnowszego Samsunga zmieniło się niewiele. Producent zastosował minimalnie szybszy procesor i układ graficzny, który i tak był już ultra szybki, więc różnica dla zwykłego użytkownika jest niemal niezauważalna (idealny smartfon dla graczy). Zwiększono także pamięć RAM - z 3 do 4 GB oraz pojemność baterii, która ma równe 3000 mAh i zapewnia S7 lepsze przebiegi z dala od ładowarki - wyłączając funkcję Always on Display, można pokusić się o próbę dociągnięcia do 2 dni pracy urządzenia. Ale oczywiście ostatnie godziny będą nerwowe. Czytnik linii papilarnych działa podobnie jak w starszym modelu, czyli bardzo dobrze, jakość rozmów, muzyki czy sygnał GPS stoją na najwyższym poziomie. System to Android w wersji 6.0.

Producent zdecydował się wykastrować telefon z portu podczerwieni i nie zmienimy już go w pilota do telewizora. Tradycyjnie nie ma też radia, więc tradycyjnie ode mnie minus. Plus za to za zastosowanie starego USB w wersji 2.0, a nie nowego (wiem, lepszego i szybszego) 3.0. Bo cóż mi z najnowszych technologii, jeśli muszę nosić ze sobą kabelek, by np. podłączyć telefon do komputera w pracy, albo znaleźć w mieszkaniu wolny kontakt na kolejną ładowarkę?

Jak więc oceniam S7? Nie ma co ukrywać, że spodziewałem się ideału, gdyż zapowiadane modyfikacje względem modelu S6 szły w dobrą stronę. I choć nowy flagowiec Samsunga jest bez dwóch zdań świetnym telefonem, to ideałem, jak dla mnie, nie jest. Ma kilka wad, z których największą jest cena. Wszystkie one są jednak chorobami wieku dziecięcego i z pewnością zostaną wyeliminowane. Receptą jest czas - producent wypuści łatki i aktualizacje, a ceny w sklepach spadną. Dziś S6, który wciąż jest doskonałym smartfonem, kosztuje około 2 tysięcy zł. W momencie premiery trzeba było za niego dać 3 tys. zł bez złotówki. Ja osobiście w tej chwili nie decydowałbym się na zmianę S6 na S7. Lepiej uzbroić się w cierpliwość i trochę poczekać. Galaxy S7 szybko się nie zestarzeje.