Phab Plus wygląda jak rozwałkowany iPhone 6s Plus, i to rozwałkowany do sporych rozmiarów, bo wyświetlacz ma gigantyczne 6,8 cala. Żeby się nim sprawnie posługiwać, trzeba użyć dwóch rąk, producent przyszykował jednak cały szereg udogodnień dla osób chcących podjąć wyzwanie i obsługiwać Phab Plus jedną ręką.

Jeśli przy włączonym ekranie narysujemy przy prawej krawędzi literę "C" - ten zmniejszy się do 5 cali. Możemy regulować jego wielkość i położenie i nie mamy już problemów z sięgnięciem do przycisku "wstecz". Jest też wersja dla osób leworęcznych - "C" piszemy przy lewym boku grzbietem do środka i mniejszy ekran pojawi się z lewej strony.

Wybierając jakiś numer, możemy przechylić telefon w lewo lub w prawo, a dialer efektownie się zsunie, umożliwiając nam wbicie cyferek kciukiem.

Kolejnym ukłonem w stronę klientów o mniejszych dłoniach jest przycisk systemowy - przeźroczyste kółko, które możemy umieścić na dowolnej wysokości przy lewym bądź prawym boku. Naciskając go, uzyskujemy dostęp do ostatnio używanych aplikacji i ustawień - bez ściągania górnej belki czy przewijania pulpitu.

Za duży, by rozmawiać

Te wszystkie udogodnienia sprawiają, że używanie Lenovo Phab Plus będzie bardziej smartfonowe niż tabletowe. Jest jednak jedno ale - dzwonienie. Niestety phablet jest tak ogromny, że trudno idealnie przyłożyć go do ucha - bardzo często nie trafiamy w głośnik, przez co nie słyszymy rozmówcy i trzeba pomanewrować Phabem, by znaleźć odpowiednie miejsce. A jeśli nie trafiamy idealnie - to nie aktywuje się blokada ekranu, przez co możemy niechcący uruchomić różne aplikacje, o czym przekonujemy się dopiero po zakończeniu rozmowy. Oczywiście jest wyjście z tej sytuacji - to rozmowa przez głośnik lub zestaw głośnomówiący, ale sami przyznacie - nie jest to zbyt komfortowe.

Niedostatki w dzwonieniu Lenovo Phab Plus rekompensuje podczas przeglądania internetu i korzystania z multimediów - a przecież do tego phablety zostały stworzone. Ekran Full HD (324 ppi, matryca IPS) jest dobrej jakości, choć jego podświetlenie mogłoby być mocniejsze - w słoneczne dni możemy mieć kłopoty z używaniem telefonu na zewnątrz. Kto jednak twierdzi, że rozmiar nie ma znaczenia, ten nie wie, o czym mówi. Korzystanie z maila, przeglądanie stron, oglądanie filmów dzięki gigantycznemu ekranowi stoi na najwyższym poziomie, można nawet pokusić się o edycję tekstów. Szkoda tylko, że głośnik nie jest stereo a mono, w dodatku umieszczony z tyłu.

Za pracę urządzenia odpowiada 8-rdzeniowy procesor Snapdragon 615 wspomagany 2 GB pamięci RAM. Mocy mu nie brakuje (32694 pkt w AnTuTu Benchmark), ale od czasu do czasu możemy zauważyć przycięcia i zwolnienia. Niestety działanie Phaba z pewnością nie jest superpłynne. Za to układ doskonale radzi sobie z grami, a co najważniejsze zbytnio się nie przegrzewa. Nie zabraknie nam też szybko miejsca na pliki - pamięć wbudowana to 32 GB (około 24 dostępnych dla użytkownika), jest też miejsce na kartę pamięci, którą możemy włożyć zamiast drugiej karty SIM (slot hybrydowy).

Można też używać Lenovo Phab Plus jako nawigacji, ale tu mała pułapka. Po pierwsze - znajdźcie uchwyt, w który wpakujecie takiego giganta. A po drugie - znajdźcie ładowarkę samochodową, której uda się go utrzymać przy życiu. Ja, przy włączonych mapach Googla i Yanosiku, korzystałem z phabletu przez mniej więcej pięć godzin, po czym wyładował się on kompletnie. Za to z wytyczaniem trasy, utrzymaniem sygnału GPS i odczytywaniem powiadomień nie było najmniejszego problemu.

Na problemy możemy za to natrafić, jeśli zależy nam na wysokiej jakości zdjęciach. Aparaty montowane w tabletach zazwyczaj są przeciętne, więc w tej kategorii Lenovo Phab Plus wypadłby bardzo dobrze. Oceniamy go jednak bardziej jako smartfon - i tu już tak wesoło nie jest. Matryca ma 13 mpx (zdjęcia w proporcji 4:3, gdy chcemy robić zdjęcia 16:9 musimy zejść do 10 mpx). Aparat ma przede wszystkim problemy z wyborem i szybkim łapaniem ostrości. Trudno też zrobić zadowalające zdjęcie pod słońce czy przy słabym oświetleniu. W dodatku obiektyw umieszczono nie pośrodku, ale bliżej krawędzi - przy poziomych zdjęciach paluchy w kadrze murowane. Jeśli jednak traficie na dobre światło, a wasz model nie będzie się wiercić, możecie zrobić przyzwoitą fotografię.

W phablecie jest także dioda powiadomień - tak mała i w dodatku na tyle skutecznie ukryta w maskownicy przy górnej krawędzi, że ja zauważyłem ją dopiero po kilku dniach używania Phab Plus.

Pozostaje nam jeszcze czas pracy na baterii, czyli pytanie o to, jak daleko możemy odejść od ładowarki. Bateria ma 3500 mAh pojemności, czyli jak na taki ekran - niewiele. Ale działa zaskakująco długo. Phablet spokojnie wytrzyma od rana do wieczora, co jest dobrym wynikiem.

Szkoda, że producent nie zdecydował się wyposażyć nas od razu w etui. Przydałoby się bardzo, gdyż z racji swoich rozmiarów Phab Plus najczęściej ląduje w torbie lub w plecaku, a nie w kieszeniach spodni albo marynarki. A tam, wiadomo - klucze, monety, zapalniczki, czyli potencjalna szansa na zarysowanie ekranu.

Na koniec cena. Za phablet przyjdzie nam zapłacić 1399 zł. Jeśli potrzebujemy bardziej tabletu niż smartfona, możemy go śmiało kupować. Jeśli jednak marzy nam się bardziej smartfon niż tablet, dajmy sobie spokój. Lenovo Phab Plus będzie po prostu za duże.